wtorek, grudnia 30, 2003

Jak Karolina w końcu nie zadzwoni, Niu nie napisze czy jej się wpis o niej spodobał, a Emma natychmiast nie przyjedzie tak jak już miała zrobić parę godzin temu, to napiszę negatywną cześć ich opisów. Pamiętajcie dziewczyny że nie składacie się z samych zalet, chociaż o nich najładniej można pisać. O wadach pisze się zabawniej.

Szukam (choć to za duże słowo, bardziej pasuje "uważam że powinienem szukać") sposobu by móc pisać zawsze kiedy mam natchnienie; palmtop nie sprawdził się w tej roli, pisze na nim powoli i zaczynam myśleć bardziej o samym fizycznym akcie pisania niż o temacie który chciałem poruszyć. Może dyktafon byłby lepszy gdyby nie to, że podobno przycisk włączający w dyktafonie nagrywanie, wyłącza równocześnie mózg.

Na horyzoncie — choć staram się tego nie zauważyć — majaczy złowrogo założenie własnej firmy i ogólne uporządkowanie sobie życia. Ale wiem przecież że gdy tylko zrobię coś takiego, stanę się dorosłym, karykaturą swoich rodziców. Chcę być dzieckiem, jak każdy kto miał kiedykolwiek przyjemność tego doświadczyć.

Oczywiście nikt tak naprawdę nie chce być dzieckiem: poddać się nieubłaganej władzy rodziców i społeczeństwa, być traktowanym jak gówniarz i brnąć ponownie przez wszystkie nielubiane przedmioty w szkole. Chcę mieć radość życia, czyste konto i niewiele oczekiwań względem świata. Chcę jeszcze raz przeżyć wszystkie te najlepsze chwile, lepiej radzić sobie z najgorszymi i być zawsze dojrzalszym od rówieśników. Nie chcę za to znów przechodzić okresu dojrzewania, z całym tym gniewem, smutkiem i żenująco teoretycznymi myślami samobójczymi.

Chciałbym korzystając z okazji powiadomić zatroskanych rodziców nastoletnich z depresjami, że kluczową rzeczą nie jest przestać myśleć o samobójstwie, lecz raczej zrozumieć dlaczego się o nim myśli. Wszyscy chcą iść do nieba, ale nikt nie chce umrzeć. Samobójstwo należy rozumieć jako jedną z możliwych opcji, ale wybrać należy ją racjonalnie. Jeżeli myśląc o samobójstwie płaczesz, nie powinieneś go popełniać.

piątek, grudnia 26, 2003

W każdej z was, moje ukochane przyjaciółki, jest kawałek kobiety mojego życia. Nigdy wcześniej wam tego nie powiedziałem.

Em, masz cudownie piękną twarz i gust godny prawdziwej artystki. Dla jednego twojego spojrzenia armady okrętów wojennych przemierzą nieznane oceany i zastępy żołnierzy zdobędą każde miasto. Gdyby nie to że chodzisz wciąż zakuta od stóp do głów w aksamitną czerń okazałoby się, nie wątpię, że na widok twego ciała greckie boginie przechodzą na dietę i zapisują się na aerobik — ale i bez tego mogę na ciebie patrzeć godzinami. Przepięknie wykrojone usta podkreślone ciemnobordową szminką. Rozkosz dla oczu.

Niu, przepiękny dzieciaku. Śniły ci się złe stwory i strachy miały pod twoim łóżkiem swoją mroczną sypialnię. Nie musisz się ich bać nigdy więcej gdy zrozumiesz że powinnaś je wyśmiać zamiast z nimi walczyć. Są równie przerażające jak cienie rzucane na ścianę sypialni przez gałęzie za oknem i jak one znikają gdy zapalasz w sobie światło spokojnego szczęścia. Twoja radość życia i ciekawość to najcenniejsze skarby. Nigdy nie dorastaj.

Karolina, bez cienia wątpliwości najmądrzejsza blondynka na świecie. Wbrew temu co wiele razy ci mówiłem ludzie nie kochają cię za kolor włosów (złocisty) i piersi (oszałamiające). Twój śmiech to potężny afrodyzjak, a twój uśmiech to najtwardszy z narkotyków. Masz ogromne serce w którym dla każdego znajdujesz miejsce. Kochają cię bo jesteś wspaniałym człowiekiem. Nie staraj się tylko być tym czym nie jesteś, zbyt wielkie jest ryzyko że zgubisz po drodze samą siebie.

Dziękuję wam.

czwartek, grudnia 18, 2003

I'm not really leaving the UK. It's just an elaborate plot I've created to make people hug me.

Today's photos (yesterday's actually)

sobota, grudnia 13, 2003

I'll be sitting here for the whole day today, so I don't think there's gonna be any of them new photos posted. Here's a little Ted Rall for ya'll.

piątek, grudnia 12, 2003

Really hope Jazz gives me the job in Dubai — but I'm not holding my breath. But it would be so cool to go there...

Today's photos

czwartek, grudnia 11, 2003

Have taken my final CPE exam today. Awfuly cold room, those Englishfolks must be quite used to that, being that they don't have any weather all year long.

I'm gonna start blogging in Polish soon.

Oh, I've bought some Christmas gifts today, including to for myself: a book, "I blame the scapegoats" by John O'Farrel who's "The Best a Man Can Get" I did like a lot; and more importantly an Agfa Easy Pix Sx.

Today's new and improved photos

piątek, grudnia 05, 2003

Angie is fourteen years old, kinda smart and witty, but still obviously a kid. Bums cigarettes from me all the time.

Today's photos.

czwartek, grudnia 04, 2003

środa, grudnia 03, 2003

The most relaxing Flash animation I've encountered so far. Meditative even.
If you're reading the blog regularly, you've probably already figured out what I think of drugs being illegal. I challenge anyone to try and provide me with at least one serious argument why it should be this way. My e-mail's on the top of the page.

I've been posting daily photos for the last few days, mostly random shots of things I see here, but today's set includes Superbaby pole-dancing so I don't think it needs any further advertising.

niedziela, listopada 30, 2003

I don't want to be the whining fucking pussy here, but could any of you tell me please what is wrong with you ladies? Are you stupid? Blind perhaps? I see a guy, one of those guys you're so keen to date, and I know for sure he's an asshole who'll cheat on you, steal from you, come home drunk and violent. I already know that he'll make you think you're fat and ugly, and that you couldn't make it on your own; that you're worthless, can't cook nor clean the house properly, that your ass is huge and your tits too small.

I know way too many girls, and you're fucking annoying. It's not even that you fall for them, but that afterwards you say "there's no nice guys left", and that "all men are pigs". And you're saying that to me, the sweetest fucking dick-bearing creature on the planet.

Well, there's only two ways out of this: either you grow up and start acting like the damn adults you're supposed to be — which, considering your track record, I find highly unlikely — or I can adapt to the environment I'm in and become a jerk.

And I don't want to be a jerk, so ladies, repeat after me:

a) When a guy says
  • "You look very nice in this dress",
  • "I'd like to get to know you better", and
  • "I think about you all the time"
, he means respectively
  • "You tits look good in this dress",
  • "I wonder how your pussy feels like", and
  • "I think about you while jacking off"
b) If he hits you once, he'll do it again. He has no right to hit you, no matter what he says, and no matter what the circumstances. You are a human being and you have your rights. And no matter how much you love him, if he hurts you on purporse it means that he doesn't love you back. We don't want our loved ones to suffer.

c) If he cheats on you with another woman once, he'll do it again. He has no right to sleep with anyone except you, unless you choose to let him. But if you let him do that, you're fucked anyway.

d) All man want to conquer, don't let yours feel like he's got all he wants. Give him what makes him happy, but not unless he gives you what makes you happy. And I mean HAPPY.

e) If you're afraid to take him somewhere for that he's likely to do something really dumb, dump his ass. He's not a kid and should have learned how to behave by now. If he didn't, you're playing a mother to a guy who's your age. And you've got serious issues.

f) Each time you find yourself saying "but overall, he is a good guy" it means he's not.

g) You are special. He's just a guy.

And you'd better get to it quickly, 'cause if I turn into a jerk, you're fucked. I'm really good at being bad.

sobota, listopada 29, 2003

I've taken the listening part of my CPE exam today and did fairly good at it. I'm hoping to get a B. Going back home December 22nd, by coach. Twenty-four hours of doing not much more than sitting on my ass and watching Dancing With Wolves or some shit like that.

One more photo from the cute little digital camera I've bought today. The battery run out pretty quickly, but considering the price (£20) it's decent and certainly enough to have a bit of fun, or even shoot a thing or two for designing websites.


Superbaby & Dog

I work in extremely dangerous conditions.


Do not touch the screen please.

piątek, listopada 28, 2003

I am a dog. I am a wolf.

I wasn't made for city life. I wasn't made for living among the herds of grazers. I can either live alone, or in a small pack I would respect and love.

I am not used to crying for the mercy of others. If only left alone, I can take care of myself. I do not need your mercy and pity, as it is you who are at mercy, and pitied. I do not need your help, and if I should, I will ask for it directly and with no self-loathing.

I may act domesticated, and indeed, as it means nothing more than forcing a wild animal into obeying rules that are alien to it, domesticated I am. But that does not mean those rules are inbred into my system, but rather they are a warm and fluffy coat I wear as not to be overrun by sheep.

I'am not one of you, but I am one of us.

niedziela, listopada 23, 2003

From Yahoo's Oddly Enough: COLUMBUS, Ohio - Police believe they have caught a man known as the "naked photographer," who is accused of sneaking up on women while wearing little more than a baseball cap and photographing their shocked expressions. [...]

sobota, listopada 22, 2003

I did make some resolutions this year. To quit smoking. To excercise more. And to be kinder to my friends and small animals. And I kept those resolutions — for six whole days. And the I broke them. All of them. I feel bad about that, really bad. Not because I broke them, but because I wasted six whole days.
—A. Whitney Brown

I'm not a vegetarian because I love animals. I'm a vegetarian because I hate plants.
—A. Whitney Brown

There are a billion people in China. It's not easy to be an individual in a crowd of more than a billion people. Think of it. More than a BILLION people. That means even if you're a one-in-a-million type of guy, there are still a thousand guys exactly like you.
—A. Whitney Brown, "The Big Picture"
Violence is only ever used as a proof of power. Therefore if you use violence, you want to prove certain strenghts to your opponent. And conversely, people of true certainty don't use violence.

But fundamentalists seem to be a group whose certainty is evident, but then why would they use violence in their struggle to impose their views on others? And why would they want to impose their views anyway? Is it that their certainty is based purely on the belief, with no proof for it? They childishly say "just because", and are deeply frustrated by not having things done their way. In fact, the fundamentalists — both of the religious and the political kind — are as much unsure and unsecure as they would like not to appear so. Their belief is based on unresolved illogicalities, on unprovable dogmas, on pages upon pages of mysticisms and superstitions. They have resolved to either ignore, or limit opposing views, as they have not a single proof, not a shred of evidence to support theirs. When you believe something that cannot be proved, you can't allow for any spark of doubt, as if there is a reason to believe you're wrong, you probably are. Any proof is better than no proof at all.

But religions were also a tool of social developement when formal education was only available to a handfull of the richest kids, and when the tools of communication more efficient than a loud shout were available only to those who made a nice profit on each message. Now, even the oldest and most widespread of relligions crumble, if for no other reason than their irrelevance to the stage of social evolution we are currently entering.

People who believe in gods are no different from those who believe in astrology, dwarves, and tooth-fairies. Why should I respect that in others what I would certainly not respect in myself? And should I respect a child's fantasy of there being a monster under it's bed, or should I take it as an idication of some emotional problem and help the child get rid of it?

Why do people believe in gods? Everything a living creature does of it's own free will is directed towards raising it's happiness and reducing it's suffering. One way to achieve this is by maximizing one's power over his body and environment. If we assume that there is a power greater than all the others combined, and that influence can be extorted over such power, it is if as one was wielding that power himself.

środa, listopada 19, 2003

I've bought myself a Palm Tungsten E and I'm writing on the move now. Here's some of what I've gathered:

I've just got my Palm charged up and am playing with the thing. Gotta got used to the Graffiti writing system, but overall I think it could be the begining of a great friendship.

Getting used to Grafitti shouldn't take that long, but I'm starting to feel my wrist. Perhaps it's gonna get better with time. Got to buy the keyboard nonethless.

Oh, fuck that, I'm taking the protective foil off the screen.

Now, that's much better. The screen looks much better too, all shiny and shit. I will probably have to get some of those fucking foils someday (I hate scratches) but not just yet. Got to enjoy it bare first. Guess it goes for relationships too.

A delivery van branded "McNicolas". Must be the commercial branch of Santa's operation.

People don't see the irony of there being plenty of fish-farms everywhere, and not one mammal-farm.

Coma as a punctuation mark and as a state of letargy. It's a very nice word for it, as the latter is a bit like stopping in a middle of a sentence,

English is the C of human communication. It's as flexible and powerfull, as easy to learn and as difficult to master. Just look at how dialects spawn from it's seamingly rigid body, how new words are constantly added to it's dictionaries.

poniedziałek, listopada 17, 2003

Oh, and I'm smoking again. Started last night, which I was working whole, fixing computers. What a boring profession I have chosen, and on the other hand how perfect. Working alone, at night, well paid, and in absence of any annoying people is a rare bliss. Find something like that ain't easy nowadays which is so painfully obvious considering what I'm doing for living the last couple of months.

Perhaps later in life, when I unavoidably complete my de-evolution into a slothful elephant, I should become a scientist, sitting on my ass whole day, playing with the kind of shit only a few people in the world understand. Might be that I have an inclination to do that.
Am sitting in the kitchen with a tube of Ben&Jerry's. Just finished listening to Bill Hicks' "Dark Poet", one of the finest and most original pieces by the social philosopher of the comedian trade. Don't know how he does manages to be that funny while he keeps insulting the audience, "digging comedy holes". Vile, him. But still one of the most brilliant minds of our times.

Did you know, after that he found out he's soon gonna die of cancer, he kept on making live comedy? Kept his attitude, too, didn't let himself sink into this numbening fear of dying that many terminally ill people have. What's the point of living if you're afraid of death? And not knowing when exactly the day's gonna come, should I wait for it? Is death something I should prepare for? Should I pack something in particular?

As life is what really causes death, to be afraid of dying is to be afraid of living. It's the smoking, drinking, screwing around, eating shitty food, and sleeping five hours a day. Its' the traveling for days on dirty, overcrowded trains between obscure destinations, walking for whole afternoons around Her Majesty's parks in the cold, damp weather, and standing in the backyard, half-naked on stormy nights.

I keep waiting for my life to start. Like there's gonna be a day when, I don't know, someone's gonna present me with a certificate stating that I'm an adult now.

And I'm tired of people assuming that a long life is an end in itself. Show me the stats on that. People are saving up for the old age, like if life started when you're over sixty. Wrong! Your life is right now, it's what just happens to us every day, not something one plans for.

Past is but a memory and future is but a dream, as someone once put it. There is nothing except this very moment. Everything else is just an illusion we've created for ourselves to make the shitty lives we struggle trough seem worth the effort. If you did the same things today as you did yesterday -- sleep, work, eat, watch tv, sleep — you have wasted a whole day. No but's, no now-wait-the-minute's, you haven't done anything today. Your life just got a day shorter.

Time is only an illusion. I'll let that sink in.

Time isn't passing, it's us that are aging. We see the world — including ourselves — as constant, with only some minor changes which can be stopped, or their impact limited. Bullshit. The whole world is changing, albeit slowly, without stopping for the shortest moment. What we see as changes is only our levels of perception being crossed. Big things happen slowly.

We like to see great inventors as creators, while they are patient observers. Einstein didn't invent the onness of energy and matter, but rather observed it in how the two of them behave. The laws of physics are like nothing like the laws between people. They're only the descriptions of how and why things happen the way they happen. They certainly cannot be broken, bent, or remade. If something happens outside the scope of what we conceive as possible, it is only because we hadn't understood it quite that well.

sobota, listopada 15, 2003

A very tall guy with a rather round face came in, his pants a good bit too short, well above his ankles. It kind of looked like he'd unexpectedly grown a few inches this morning.
I've quit smoking yesterday, figured out I need to stop before I'm seriously addicted. Right.

Anyways I'm starting to feel the effects of quitting — the craving for candy (I've quit candy simultaneously), nervousness, hate towards those lucky beasts who are free to inhale the holy smoke into their unworthy lungs. All the standards and cliches.

But the real problem is that it's a self-imposed restriction, only as strong as my will to uphold it. It's so strange, to have two perfectly defined and vivid, opposed fractions in one's head. I know I wanna smoke up — not only crave it physically, but really, really want to — and at the same time I'm almost sure I don't want to, because it's gonna kill me or something.

Blunts are now the only nicotine-ridden thing I that ingest. Well, inhume, but you know what I mean. Which could prove to be a problem — the inhuming, not the knowing — 'cause now it's a two-in-one drug, so I could want it twice as much.

Well, we'll see. It would be far easier to quit if I had someone to keep me to it, but if I can manage it with someone's help, I can also do it alone. Talkin' ain't nuthin'.
We are a world wide nation.

środa, listopada 12, 2003

A few thoughts on economy, I'll have to organize it someday. Now it's a bit like what would come out of my head if someone hit it with an idea-paddle.

The economy of numbers is not "real" in itself, but it is built around the real one, the economy of objects. Money is a delayed gratification device. It allows for delaying the pleasure derived from work, like a freezer allows for storing food almost indefinetly. It's also abstract enough to be easily exchangable for goods, but is should not be mistaken for a good itself. Money is not a product nor service, it does not fulfill any needs it inself. It is the representation of power.

If money is not a real entity, but rather the representation of power (wealth) derived from real-world processes, it shouldn't be looked at as an mathematical idea. It's growth has less to do with accounting and banking, and more with the actual processes that emerge and grow. If a company's shares' value is on the rise, it means — in theory at least — that the company produced a profit from it's operations. A profit is the difference between the cost of manufacturing a product or performing a service, and it's price to the receiving party. It is actually not as crucial to the company's existance as we are led to believe. If the income covers the costs of it's operations: raw materials, wages, research, marketing, it is enough for the company to continue it's existance.

The most of the unnecessary cost in running a company is in the management — that including human resources, accounting, and public relations. Management is redundant and should be minimised in the future companies. A company shouldn't have it's own group of people that glue together different parts of the company. A big company of the today's economy should actually be divided into small, highly specialized entities that take minimal management and can be easily replaced by a different company to create a more efficient string of processes that result in a consumer product.

The current trend to integrate as many companies into a single entity is sustained by high taxes. The higher the taxes, the more efficient it is to avoid them by minimizing the outflow of the capital. Basicly, if the money stays within the company, there's no taxes to pay. The downside is the need for extensive management, caused by the lack of competition. If within the company there's a department that deals with presenting products to the general populace, it is the only one that the company uses. Using any other, outside department would prove inefficient, as the company wouldn't only have to pay the outside entity to provide the required services, but it would also have to sustain it's now useless, internal structure.

That is why extensive outsourcing is the way of a more efficient economy. Outsourcing is obviously not a new idea, there's not a single company that is fully self-sufficient. Even the largest companies still purchase electricity, communications, information (including the news services it's management uses) from other, smaller ones.

Most products are cheaper to produce in large quantities, but mass production tends to lead to lower quality products. When something is mass-produced, the focus moves from individual consumer appease to the companies that are more bent on how much of it's price they will have to include, and less on how good the product actually is. There's more chance of an error in something complicated, which is why the simpler the product, the more efficient it's mass production can be.

Therefore all production should be done by small, specialized companies that try to minimize the individual cost by maximizing the output. It's how the power plants and telecoms work: they offer a product/service that is easy to produce, adaptable, and uncomplicated. Their problem, the one they will have to overcome in the future is their size. If a company is bigger than a dozen people it needs structure, which leads to management, which is an unnecessary expense.

This is not to say that the today's companies should promptly dissolve into a myriad of smaller ones. The point of having small companies is that their ownership would be spread throughout the society, as each company should have only it's most direct profit in mind. Any human-created market strategy will always result in inefficiency, as it's goal — to create greater profit — will be easier to achieve.

wtorek, listopada 11, 2003

Overall I'm in a good mood. I've found a new book to read, called "Happiness". It's about what happens when someone finally writes the ultimate self-help book, you know, the one that would make you quit smoking, and improve your sex life — and it would really work.

poniedziałek, listopada 10, 2003

Podsumowanie nie jest dostępne. Kliknij tutaj, by wyświetlić tego posta.
As the Christmas approaches, a carol was born to warm up the hearts and spirits. It's A Drug War Carol.

As any open-minded, rational person I am against the prohibition of drugs. First of all, drugs are just things, objects, that cannot be sensibly thought of as evil or harmful. That you can hurt yourself using drugs is no more a reason to ban them than murders are a reason to ban ropes, knives, and poisons. Drugs do have positive uses.

Second of all, banning drugs does nothing to limit their use among population. Netherlands, where you can legally buy marijuana has less drug use than USA, where you'd get thrown in jail for that.

Third of all, most of the harm resulting from the use of drugs is only due to their illegality. If a drug addict could get a hit for a twenty-pence, he wouldn't have to rob a hundred quid from someone, he could just bum the money. The drug industry, not fueled by the huge profits anymore, would turn into simple and transparent farming and chemical industries, honest and tax-paying folk.

And last but not least, as most drugs tend to raise self-consciousness, they could aid the evolution of our societies into more just, supportive ones — so that, as Bill Hicks used to say, "something like heaven might dawn."

piątek, listopada 07, 2003

Ask Yahoo explaining whether chocolate is addictive or not: "[C]hocolate contains over 300 distinct chemicals. They undoubtedly play some role in our love for the stuff."

Hold on, hold on. So you're saying that the substances which chocolate consists of may play some role in it's effect on human body? Boy, that's what I call insightful reporting.

But what's interesting is that supposedly a certain chemical in chocolate, anandide, causes roughly the same reaction in the brain as tetrahydrocannabinol, the active ingredient in marijuana. Fondles the same receptors up in the gray or summink. Agreed, in order to get high you'd have to consume twenty-five pounds of the stuff, but still I don't see marijuana light being legally sold in the streets or liberally presented to the youngens.

czwartek, listopada 06, 2003

From Diesel Sweeties:
– This unit wants to crush all hu-mans... It is my primary function... My reason for being... Why must this unit be so filled with hate?
– It's probably because you're not getting any.
That's so true...

środa, listopada 05, 2003

Diesel Sweeties is the cartoon strip I'm currently devouring.

I think I'm gonna enter the US Visa Lottery, not much chance of being selected, but still something. It'll give that extra umph to my plot to conquer the world before thirty.

wtorek, listopada 04, 2003

Marijuana gives me the ability to create and evolve new ideas, while only with a full clarity of mind I can achieve the swiftness of logics and reasoning that is required to evaluate ideas and conjoin them into more complex structures.

Pushing your mind into the higher levels of consciousness is and individual process. Refining is usually made easier by the joined thought processes of several individuals.

There seems to be a relation between this and the evolutionary processes of the biological world. First there's competition over the scarce resources between species, to divide them roughly. Then when a single species reigns over them thanks to it's supreme adaptation to the environment, competition moves inside the ranks of the winner, creating subspecies.

So nature first creates a set of possible solutions to a problem, and then refines them.

New species are born out of radical changes in the environment — which create new possibilities for acquisition of energy, and then refines the processes of acquisition to gather the energy as efficiently as it is possible in the used model.

So this is also true for ideas people create. A new idea is born to replace the old one, and if it's more efficient in terms of aqusition of energy — including of course defending itself and it's power source — it will most probably be widely implemented.

Every new idea has to cope with it's cost of implementation. For an agile hunting animal to be born not only the idea of predation has to be introduced, but also the ideas of strength, speed, senses, and weapons have to be evolved to a certain extent. Also, there must exist an environment in which the predatory model can be successfully implemented. Likewise, if there's no evolved means of communication there can be no society, no matter how beneficial a society could prove for a species.
18:25 — Nie mogę na serio pisać tego bloga choćby dlatego, że czyta go moja mama, znajomi itp. Jezeli nie moge go pisac na serio, to po co mam go pisac wogóle?

Blog mogę traktować albo jako zapiski i komentarze codziennych wydarzeń, czego mi się robić nie chce, albo jako coś pół serio, sposób na wyrzucenie z siebie emocji i podzielenie się przemyśleniami. Żeby jednak robić to drugie muszę mieć pełną swobodę ekspresji, nie mogę się za bardzo przejmować co sobie kto pomyśli o mnie osobiście.

Piszę o tym, bo moja mama napisała że nie spodobał jej się poprzedni wpis i mam napisać coś miłego. Więc OK.

Dzisiaj przed pracą wyszedłem na papierosa przed budynek i gdy uniosłem głowę niebo było różowo-błękitne, bardzo ładne. I byłem dziś w kinie na "Intolerable Cruelty", komedię romantyczną z Catheriną Zeta-Jones i Georgem Clooneyem, nie było złe.

poniedziałek, listopada 03, 2003

I've stopped reading the news for a couple of days now. It seems like I didn't have the time, though to be honest I don't really know what I did instead. IMing with a couple of friends mostly. Trying to gain some ground before going back to Poland, if you catch my drift. If you don't, I mean sex.

I've used to say that the intelligence isn't that important, but I think I was playing it down to look good. A mind mighty strong is as crucial in everyday life as beauty is. It helps you calculate how much change you should have got, or analyze which tube station to get off on, or perhaps it could let you understand how to set the clock on the damn vcr.

So another social stigma destined for us to get rid off — differences in intelligence. We're starting to see, I hope, that beauty is just something some people have. It's useful to have it and if had, should be used to gain money and respect. Or it might be just my morality, lacking in compassion for the ugly.

But while most people aren't much pissed off when you call them ugly, they take strong offence when called stupid. When asked, eighty-some per cent of people consider themselves to have an above the average intelligence, which is of course bollocks. Most people have an average intelligence, hence the name of it, average. But again, while most people don't mind being of average looks-wise, average intelligence is considered somewhat inferior.

Oh, and I'm of average looks and a higher-than-average intelligence. But I guess you already know that.

niedziela, listopada 02, 2003

Had a day off today and went to the movies ("The League of Extraordinary Gentlemen") to celebrate that. And took a day off from blogging, too. You buggers can piss off. (I'm just kidding; I live solely for your reading pleasure, honest.)

I've bought a book in the bookshop next to the Wimbledon Odeon cinema, "The Rebel" by Albert Camus. Seems to be a good one. I know the author's name, and that he's one of those fancy French writers, but not much beyond that. Well, we'll see how it comes out. First I gotta finish "The Wrong Boy" first.

sobota, listopada 01, 2003

From Reuters: The spell cast by the latest Harry Potter book may have an unintended side effect. A Washington doctor warned that he has seen three children complain of headaches caused by the physical stress of relentlessly plowing through the epic 870-page adventure.

Call them Hogwarts headaches, named after the wizard school that Harry attends.

Dr. Howard Bennett of George Washington University Medical Center wrote in a letter to this week's New England Journal of Medicine that the three children, ages 8 to 10, experienced a dull headache for two or three days.
Gee, 'course they got them headaches from those damn 'arry Potter books. They' never complained before, now did they?

As a kid I've used to read books for many hours a day with no ill effects, other than having no friends and being fat. Could it be that those kids never got any headaches because they have never read a fucking book?

I'm waiting for the parents to sue Mrs. Rowling.
From AP: PHILADELPHIA - About 20 Catholic school girls chased down a man who had been flashing them near their high school, tackled him to the ground and held him there until police arrived, authorities said.
While it's good to see young people cooperating to fight off the dangers, the first question that came to me was that except for the police part, wasn't this exactly what this guy was after? I mean, being chased down and wrestled to the ground by 20 Catholic school girls, how cool is that?

piątek, października 31, 2003

Shake it baby!
If anyone's into grossing out, check out the site that lulls your senses by being about children, those sweet, cute, little creatures, and than hits you with a photo of a still-born fetus with a huge fucking tumor-hump on it's back. And that site is TheFetus.net. Have fun.
I'm pro-abortion. People suck, there's too many of them, and it's easier to kill them before they're born. --Bill Hicks
Twice they've tried to con me today. Twice! Stupid fucking wankers. I was so pissed after the first one (the standard "this voucher was already used when I bought it, give me my money back") , and then the other one came with the dumbest fucking con ever.

It went like this: two people, a man and a woman came into the shop, the man took a thirty-pence packet of chewing gum and gave me a twenty pound note. When I started counting the change, the woman found a fifty-pence in her pocket and offered it to me. So I gave the man back his note, gave the woman a twenty-pence change, we thanked each other, and they started to leave. Suddenly the guy turns back and asks me to give him his twenty pound note back.

Now, I admit that it is possible that I might have a brain tumor or some shit like that, but it's rather unlikely so if I remember giving the bastard his fucking twenty pound note back, that means I did give it back. And if I should trust his memory more than my own, I'm much deeper in shit than I would have imagined.

Accidently I've found out that porn calms me down pretty quickly. Strongly recommend that.
15:34 — Ludzie to pieprzone prosięta i nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Już dwa razy ludzie dzisiaj próbowali mnie oszukać. Dlaczego kurwa są ludzie którzy uważają że to się bardziej opłaca niż iść do pracy?

Zaczynam stawać się zwolennikiem aborcji — nie zwolennikiem wyboru, ale właśnie samej aborcji. Ludzie są do dupy, jest ich za dużo i łatwiej ich zabić zanim się urodzą.

czwartek, października 30, 2003

And who's gonna make me laugh? Maybe I don't know the right people, but the conversations I'm trying to make recently flow as swiftly as water down the toilet. There's a museum that features a glass container some dude filled with liquid tar a hundred years ago. Every seven years, give or take a few months, a drop forms at the lower end of the container and drops onto a glass plate below. But it still does so more often than I'm told a pun with enough wit to squeeze a chuckle out of me.

In the barren lands around the north pole, where it seems to be not enough food nor light for any kind of life to survive on, there are rocks on which a form of vegetation lives. It feeds on minerals it dissolves from the rock surface, and has enough light to grow only for a couple of days each year. Yet still, compared to talking I do on IM, it's tiny body suddenly sprouts huge, extraodrinary shapes it takes years to explore.

If there was a stone obelisk the size of a bus, and there was a small bird who'd drop a tiny drop of water onto its surface, and would do that only once each year, watching that stone slowly disappear due to errosion would still be far more exciting than the chitchats I'm having.
21:41 — Dawno nie pisałem ale chyba nie tęskniliście, nie dostałem ani jednego e-maila. Co jest właściwie dobre, bo skoro nikt tego nie czyta nie muszę się hamować.

Nudzi mnie gadanie do samego siebie. Jasne, mam wtedy rozmówcę który potrafi mi dorównać, co jest fajne, ale to nie pokrywa braku kogos komu moglbym dopieprzyc.

Przerzuciłem się na razie na pisanie po angielsku, pod adresem sputnik.pl/iamdog.

środa, października 29, 2003

Emma: "But it's ridiculous how they overuse the word 'friendship' when on the other scale there's a dinner and it tips the scales. Can a half-pound of potatos weight more than a friendship?"
I've found NJStar, a program that let's me play with Chinese and Japanese characters. Childish, I know.

But it is only when you experience yourself how hard it is to use those languages with a standard roman keyboard that you can have a glimpse at how important for those people is to find a better way of inputing texts into electronic devices. Voice input could be the thing that'll make computers widely popular there (I mean China; Japan's got enough computers as it is.)

Oh boy, the future's going to be fun; or it's gonna be exactly the same as today — I can't make up my mind.

wtorek, października 28, 2003

I have finally wandered to the school grounds today, only to find that Zac, the teacher called sick today, but nobody knew what had actually happened to him. My guess is he had caught them red eyes yesterday.

Went to the Museum of London instead. It is remarkable what our species is capable of, both the objects presented for the viewers, and the impressive architecture of the museum and surrounding buildings. Concrete was not supposed to be bent into such fancy shapes.
The biggest threat to the society today is not the forest-dwelling, bomb-building eco-freaks, but rather someone who'd commit a destructive act that was at once impulse-driven (required not more than a day to prepare), easy (required no rare items nor extensive knowledge), and shocking (killing or permanently injuring substantial numbers of people).

Because everyone hates someone. Everyone wants to be famous. Everyone wants to see their name on the news.

But no, no. It's the evil terrorists, really. They all have towels wrapped around their heads and quote the prophet from their holy books. If you want us to, we can stop them with this trillion-dollar stealth submarine project — and only a communist... I mean a terrorist wouldn't want as to do that. Right, citizen?

poniedziałek, października 27, 2003

The problem with being nice to people all the time is that sometimes (more often than not) you have to lie. When you lie about what you think of me, for example, I have to guess what are your real intentions. If I get used to people being constantly nice to me — and that would likely make me start doing that too — I'll have to be on a neverending lookout for the slightest of negative feeling in others.

And when you're looking for the signs long enough, they start appearing more and more.

Therefore I postulate for the honesty to be considered more important than niceness. Let's stop the lying, let's discontinue deceiving each other, and finally act like the adult, intelligent people we like to think we are.
The ultimate result of shielding men from the effects of folly is to fill the world with fools.
Herbert Spencer (1820-1903)
Exactly my argument against socialism. If we now start protecting people from the effects of their thoughtlessness, irresponsibility, and sloth, we are eventually gonna end up with a nation majority of which is stupid, careless, and lazy. Sounds familiar? You know, like the land of the free to sue the bloody daylight out of you for making anything they might manage to hurt themselves with available within their reach?

If I'm punished for selling you something, and certainly when you are punished for buing it from me, you are not an adult. Adults take responsibility for their actions. You are a child, a puppet, a domesticated animal.

And by the way, as it's wrong to be a predator and feed on others, and it's bad to be a victim and be fed upon, who the fuck am I supposed to be?

niedziela, października 26, 2003

From AP: "MANILA, Philippines - The Philippine government press undersecretary has apologized for urinating while drunk on President Gloria Macapagal Arroyo's chartered jet last month, newspapers reported Wednesday."

Well, at least the guy — Heraclio "Rocky" Nazarano — knows how to party. Do your politicians enjoy themselves that good?

Yes, yes they do.
Spencer Tunick, a contemporary photographer who presuades hordes of naked people to lay around while he jumps around doing his business. That's my hobby too.
Oh come the fuck on. From Reuters: "A journalist who read tens of thousands of messages left by visitors to the crypt where the fascist dictator is buried said that many of them implored Mussolini's help with health, love or money issues and even with their soccer team's problems."

As much as I consider the raise of facist forces in Europe the fault of all the Europeans, not just of a couple of uptight, badly dressed blokes such as A. Hitler and B. Mussolini, there is a fine line between removing part of the guilt from a guy's name and making him God.

And if divine intervention is needed for the team you support to win, perhaps it's time to consider, I don't know, reading a book instead?
10:27 — Nuda. Nie mam o czym pisać. Potrzebuję jakiegoś bodźca, żeby coś się zaczęło dziać.

sobota, października 25, 2003

- Would you like to go on a date with me? I mean, I like you, and you tend to smile at me which, if I have understood the ancient scripts correctly, means that you don't actively despise the look of I. Although the possibility is that it's just a defensive reflex, which would be more clearly indicated by your backing towards the door without sudden movements and while making gentle, cooing noises. So, would you like to go out, say, Friday at seven?

- Oh, my smile was only to mean that I kindly tolerate your presence for as long as I am made to. And I don't make cooing noises unless in the presence of an infant, and mental underdevelopment isn't exactly the same thing as infancy but makes you a rather sad person.

- So, is that a "yes"?

- Sure, the one made of two consecutive letters starting with an "n".

- Why are you stop showing off your unique Spelling skills in public like that? Don't be so careless or someone could make you appear on Jay Leno's show or something.

- Oh, I think I saw you on the show once! The Talking Monkey Boy, you're for real! I ain't got any 'nanas, but here, have a Bounty bar.

- Monkey Boy? Oh man, are you a furry? I've read about you guys on the 'net! They say Furries get turned on by fantasies of animal fur on humans. Apparently — and sadly, and also frighteningly — Chubaca is considered by many of you "a sexy beast."

- Yes, indeed you are my unshaven fantasy. Now if you excuse me, I have a life to attend.

Saying that she left. It would be all cute and romantic to be able to say something in the lines of her perfume claiming the air for a minute or two more after she left, but the next hour is a blur in my memory. I kept falling on things and forgetting what I was to do four seconds earlier.

I think she likes me.
"Ben & Jerry's":
- One man's imprecision is another man's extra marshmallows.
- We thought of buying scales to measure out the pecans, and then we thought we'll just buy more pecans.
- We reserve the right to turn our leftovers into whole new flavours.

And good icecream, too.
"Kill Bill, vol 1" turned out to be a huge wad of joy. Mark my words, there's gonna be at least three volumes of this baby. Chicks, blood, limbs flying everywhere, StarTrek referrences, anime cut-in — the action flick of the new era.

Which reminds me, if you're over twenty you are just starting to live in the future. Which doesn't mean that you're living in what is going to be, it's not a trip or adventure. The future is begining all the time, and when you start recognizing it, you begin living it.

Isn't it gonna be cool? Wireless Internet available everywhere, animated billboards, cars running on nitrogen, clean and safe metropolies taking over the non-urban areas, voice-activated computers, all the media on demand, every-fucking-thing.

I can't wait.

piątek, października 24, 2003

"Almost 40 per cent of computer users admit to swearing, shouting and becoming violent with troublesome PCs, and the problem is set to get worse."

Jesus fucking Christ. Get a life, people.

Anyways, I'm off to see Tarantino's "Kill Bill". Hope it's as good as I'm told and written it is. Gonna let you know.
From what I see it is apparent that the only thing that would serve to stop the gradual process of dissipating public wealth throughout the pockets of well-connected individuals is to get rid of this neurotic secrecy surrounding public projects. Kinda ironic for the public projects to be secret, innit? Kinda like if we were not really in charge, like there were some private interests directing the public distribution of goods. Like if we were ruled by a huge, international conspiracy trying to suck as much blood out of us as it is possible, and create an invisible terror-web to prevent us from even thinking...

Oh, sorry. Wrong meeting.

(thank you for being our inspiration Mr Hicks, rest in peace)

czwartek, października 23, 2003

Wojtek is fucked up on pot and keeps on calling Karoline at the shop. Oh what fun will it be to keep him company. I'm gonna light up on the way not to fall asleep, as dumb as it may sound.

- How much is Pakistan Direct?
- Three-ninety-nine.
- Oh, they went up?
- No, fucking sideways - Karoline almost answered.
A guy brought back a PC monitor he had bought from us. When you hook it up to a power source it beeps regularly, once a second perhaps. Maybe that's where Saddam has hidden the weapons.

środa, października 22, 2003

From "Sinfest":
- Heya. Whatcha doin'?
- Art.
- Art? Looks like you're slacking off.
- To the untrained eye, perhaps.
Evolution is sometimes very difficult to grasp despite the strongest belief in it. Some plants for example develop intricate relationships with insects that pray upon them for food. A family of orchids lures their victims into a Byzantine maze with a compulsory giftshop at the end that leaves the visitor with unwieldy yellow blobs that have no practical application and are usually left at the next nearest establishment of the kind.

I don't really know what social Darvinism is, but I do believe that the processes of evolution take place in the development of cultural and social structures. Just look at how music changes with time, always basing on previous achievements but all the time changing itself to match it's habitat, which is the human society. And as with the evolution of species, the new branch is not necessarily prettier than the one it sprang from.

wtorek, października 21, 2003

Oh, and ladies, if you want us to see you as more than just a nice piece of ass THEN BE ANYTHING FUCKING MORE THAN THAT.

It had to be said.
Podsumowanie nie jest dostępne. Kliknij tutaj, by wyświetlić tego posta.
Britons have the best advertising I have ever laid my eyes upon. Here's a few social ads that actually made me visit the website: "Sonya is hard to reach...", "They say Billy is damaged...", "Errol is not afraid of death...". Brilliant artwork.
18:41 — Mówi się, że Brytyjczycy mają najlepsze reklamy. Zobaczcie kilka reklam społecznych które rozplakatowane są w metro: "Sonya is hard to reach...", "They say Billy is damaged...", "Errol is not afraid of death...". Pięknie namalowane.

Been to Leister Sq and so to meet Paulina and Kamil, a couple of friends of mine. Took me a century to get there, as the Northern Line was being particularly difficult, and also 'cause I got off at Oxford Circus by accident — or rather by the horrible carcrash that my memory is lately.

Obviously, marijuana makes your short-term memory go poop, but I am not the one to ever resist a temptation. This is partially 'cause I'm being bored instantly by anything that hasn't got a clitoris, and therefore am constantly looking for new things to do. Well, smoking up is certainly not a new thing for me, but it lets me focus on a vaguely difficult activity like, say, writing a senile blog entry that even if my family reads, it will only be to put end to my nagging, which lets me happily waste a couple of hours.

I think I'll skip the school tomorrow. Commuting from Tooting to Sheperd's Bush during the morning peak hours is a tragedy in making. It is only a matter of time until someone stands up (or keeps standing, more likely), shouts "I CAN'T TAKE THIS ANYMORE!" while ripping off his jacket to reveal an interconnected bundle of home-made pipe-bombs, and does something that will have to be promptly attributed to Islamic extremists to keep you happy and docile, you obedient consumers you.

Shagless for a month now. My palms are definitely starting to grow hair.

poniedziałek, października 20, 2003

Probably am just depressed, cause it can't be that all the people I meet are knuckleheads. There must be some reasonable explanation for that. Please, God, make it so!

Man, I'm feeling woof today. The sky above London is a sunny place, my ass a pitch-black one, and the mind is somewhere in-between. Just as the last samurai, I would have killed if I fought with a real sword but unfortunately all I've got is the Lucas' lightsabre crapstick.
- How much are your calling cards?
- Three-ninety-nine.
- Three-ninety...? But they are three-fifty in the shop down the road!
- ...Oh, I'm sorry, you must have mistaken me for someone who gives a shit — I should have said.

sobota, października 18, 2003

16:55 — Dziwne rzeczy się dzieją na świecie.

W Korei matki okaleczają swoje dzieci zlecając chirurgiczne poprawienie języka bo pomaga to podobno w pozbyciu się azjatyckiego akcentu przy mówieniu po angielsku — w międzynarodowym języku biznesu. Operacja polega na (zaznaczam że nie jestem lekarzem i nie znam się na tym) podcięciu wiązadełka języka — tego kawałka pod językiem którym przyczepiony jest do spodu jamy ustnej. Chociaż sam sobie pewnie kiedyś zrobię żeby zyskać większą swobodę ruchów językiem :)

W Stanach władze zabrały facetowi z mieszkania tygrysa i aligatora które sobie chodował jako domowe zwierzątka. Trzymał też królika, kota i wcześniej lwa którego jak się przypuszcza zabił tygrys.

Również w Stanach Zjednoczonych sąd najwyższy nie podtrzymał wyroku niższej instancji by zabronić lekarzom doradzać chorym na raka pacjentom marihuanę jako środek łagodzący objawy nowotworu i chemoterapii — m.in. jako środek pobudzający apetyt, pomagający utrzymać jedzenie w układzie pokarmowym (po chemoterapii wymiotuje się non-stop) i ogólnie poprawiający samopoczucie. Na szczęście nie podtrzymał, ale jak na kraj słynący z wolności to strasznie trzeba tam uważać co się mówi, nawet w gabinecie lekarskim. Oczywiście wszystko dla dobra chorych bo przecież jeszcze by się uzależnili, a tak to przynajmniej umrą zdrowi.

A do tego mam dość dobry humor :)

17:55 — Znalazlem dwa komiksy które mi się spodobały na pierwszy rzut oka: Sinfest i Electric Sheep. Pierwszy to standardowy czarno-biały, zabawny strip, a drugi to kolorowy i częściowo animowany komiks, bardzo pokręcony. Część którą czytam mówi o kolesiu którego zabrano do nieba żeby zrobić z niego proroka, "wygląda trochę strasznie, ale to dobry i sprawiedliwy bóg; tylko postaraj się go nie wk***, huh-huh-huh".

piątek, października 17, 2003

17:49 — Idę zaraz do kina. Nie mogę się zdecydować który film obejrzeć, ale po raz pierwszy od dawna to dlatego że do wyboru jest kilka filmów które koniecznie chcę obejrzeć: "Finding Nemo" z wytwórni Pixar (znanej z "Potworów i Spółki"), "League of Extraordinary Gentlemen" z Seanem Connery, "Kill Bill" z Umą Turman i "Pirates of the Caribbean" z Johnnym Deppem. Wszystkie bardzo dobre.

Muszę kupić jakiś ładny prezent na urodziny Karoliny 29-go. A przynajmniej muszę tu tak napisać :)

Karolina: musi musi:)

czwartek, października 16, 2003

10:34 — Podobno jednym z objawów obłędu jest uporczywe powtarzanie tych samych czynności i liczenie na różne wyniki. Rząd wycofał się już z pomysłu niepłacenia za pierwszy dzień zwolnienia krótszego niż tydzień — bo ludzie przestali brać krótkie zwolnienia i ilość płatnych dni choroby efektywnie wzrosła. Teraz w ramach akcji zwiększania ilości stałych etatów wymyślili że po dwóch umowach o pracę na czas określony, trzecia umowa ma być na nieokreślony okres czasu. W praktyce oznacza to, że tak jak kiedyś pracodawca podpisałby ze mną trzecią (i kolejne) umowę o pracę, tak teraz zwolni mnie i zatrudni inną osobę na moje stanowisko — oczywiście znowu na czas określony, bo tak jest taniej i wygodniej.

Czyli znów rozwiązanie które z założenia się nie sprawdzi ponieważ wprowadza tylko ograniczenie do obejścia zamiast powodować żeby zatrudnianie na stałe się naprawdę opłacało. Już tyle razy gratulowałem polskim politykom że chyba nie muszę ponownie tego robić by dalej czuli na plecach gorący i wilgotny powiew mojego podziwu.

Oczywiście to tylko moje zdanie ale jeżeli chcemy żeby ludzie brali mniej zwolnień, to branie zwolnienia musi się przestać opłacać. Oczywiście to wyjątkowo radykalny pomysł i wielu ludzi uzna mnie za szaleńca, ale może tak przestać zmuszać pracodawców do płacenia pracownikom za nieprzepracowane dni? Może ułatwić zwalnianie pracowników tak, by pracodawca mógł w łatwy sposób wybrać pracownika najlepszego z dostępnych i żeby bez większych problemów mógł pozbyć się tego który pije, obija się i ciągle chodzi na zwolnienia?

Pomijając oczywiście tak skrajne idee jak zlikwidowanie "chronionych" stanowisk pracy dla wybranych członków związków zawodowych — kluczowych członków pracodawcy nie wolno zwolnić, bez względu na sytuację finansową firmy i na jakość pracy przez nich wykonywanej — czy zmniejszenie ilości posłów do np. pięćdziesięciu. Powinni mnie zamknąć.

środa, października 15, 2003

13:39 — Kobiety nigdy nie zrozumieją mężczyzn ponieważ w przeciwieństwie do nich nie są opętane seksem. Mężczyźni nie zrozumieją nigdy kobiet bo nie odczuwają potrzeby urodzenia dziecka. Najlepsze co możemy zrobić to postarać się wyobrazić sobie jak to może być.

Kobieta pragnie mieć dziecko z jednym, najlepszym partnerem. Zawsze będzie starała się żeby ojcem był "alfa", najlepszy samiec w grupie. Mężczyzna będzie starał się zapłodnić wszystkie najlepsze samice w swoim otoczeniu.

Ale przecież jesteśmy bardziej wyrafinowani, dobieramy partnerów pod względem inteligencji i charakteru; nie kierujemy się czysto biologicznymi względami. Najlepszy samiec to nie zawsze jednak najsilniejszy i najzdrowszy (chociaż wciąż jest to ważne), ale ten który najlepiej radzi sobie w danych okolicznościach. Nastolatki zakochujące się w gwiazdach muzyki popularnej kierują się naiwnym założeniem że ich potomstwo z takim samcem odziedziczy bardzo atrakcyjne cechy. Miłość bowiem jest niczym więcej niż narzędziem układu rozrodczego, sposobem w jaki odczuwamy że to właśnie z tą osobą chcemy przebywać (poczucie bezpieczeństwa, wymiana doświadczeniami i wnioskami) i potencjalnie w przyszłości wychować dzieci (zdrowy i "skuteczny" genotyp). Miłość jest też po to by nie było łatwo zmarnować zainwestowanego w związek czasu i energii, żeby starać się usuwać wszystko co mogłoby zaszkodzić związkowi, co po części tłumaczy dlaczego niektóre kobiety akceptują bicie przez małżonków: czują że ich inwestycja jest szczególnie duża i nie chcą jej przedwcześnie porzucić.

Nie wiem tylko czemu ludzie uważają że takie rozumienie miłości jest gorsze niż ponadnaturalne i wzniosłe, kwiaty i pogonie przez pół świata, pospieszne pocałunki w tajemnicy i pląsanie po łąkach w nocy i bez bielizny. Myślę że dopiero patrząc na związki w prosty i nieskrępowany niedomówieniami sposób będziemy mieli szansę naprawdę się zrozumieć i nie tylko wychować dziecko lub parkę, kupić psa i pójść raz w miesiącu do kina, ale też dobrze się przy tym zabawić.

Bo gdy już jesteśmy zdrowi, bezpieczni, najedzeni, a nasze powielone DNA pełza po podłodze, jest na imprezie, bądź nie dzwoni już od miesiąca to jedyne co nam pozostało do zrobienia to dobra zabawa.

20:13 — Nie mogę uwierzyć że nie usłyszałem o tym przez megafony na ulicach, ale Chińczycy wymyślili sposób na zmniejszenie przyrostu naturalnego przez prosty pomysł wyekspediowania nadmiaru w kosmos. Narazie pozbyli się jednego, który w dodatku zapowiedział się z góry że po paru godzinach wraca, ale rokowania są pozytywne.

Żadna stacja telewizyjna w Stanach Zjednoczonych nie transmitowała wydarzenia.

21:33 — 20 porad jak wydajniej korzystać z Google.

poniedziałek, października 13, 2003

23:03 — Niunia, moja przyjaciółka jest ładniejsza od 92% dziewczyn. Co znaczy również że jedna na trzynaście dziewczyn jest ładniejsza od niej. :)

czwartek, października 09, 2003

20:42 — Urodziny miałem wczoraj, trochę życzeń (przynajmniej trzy szczere i osobiste), parę prezentów (przynajmniej dwa przemyślane i niepowtarzalne). Życzenia składały mi w czterech językach osoby trzech różnych kolorów skóry. Myślę że to dość dobry wynik.

Pewnie już o tym pisałem, ale pisanie bloga w charakterze pamiętnika (pisanego szczerze i głównie dla siebie) jest dla mnie dość kłopotliwe. Główny problem to że czytają go ludzie względem których nie mogę być w pełni szczery. Nie chodzi tu o nic strasznego, ale jeżeli na przykład piszę o dziewczynie która mi się podoba, muszę wziąć pod uwagę że może ona przeczytać o tym publicznie. Nie jest to pewnie nic złego, ale już na tyle przyzwyczaiłem się ukrywać swoje prawdziwe myśli że trudno jest przestać. Może blog to forma autoterapii?

Jak można się domyśleć nie piszę tego w próżni, jest jedna dziewczyna która mi się podoba i dlatego o tym tu nie przeczyta. Ale pewnie i tak chodzi mi tylko o seks ;)

Kiedyś tłumaczyłem E. różnicę w sposobie traktowania potencjalnych 'drugich połów' przez kobiety i mężczyzn: dla kobiety ważna jest przyjaźń i kiedyś ewentualnie seks; dla faceta to seks i kiedyś ewentualnie przyjaźń. Niewykluczone jednak że mówię tu tylko za siebie.

Czy powinniśmy naprawdę traktować seks tak strasznie binarnie, jako ściśle zamkniętą i wydzieloną część życia? Każdy chyba dotyk pomiędzy kochającymi się partnerami jest w jakimś stopniu seksualny, ma sprawić przyjemność, podkreślić bliskość. W idealnym związku nie przechodzi się z trybu 'codziennego' na tryb 'seksualny' ponieważ ten drugi cały czas jest obecny.

niedziela, października 05, 2003

12:16 — Całe życie staram się stworzyć jedną, zunifikowaną teorię wszystkiego. Czy raczej system teorii które jako całość opisują znany mi świat, każdy drobny aspekt. Po pierwsze leży to w mojej naturze, traktowanie świata jako jedności, jako w dość szerokim sensie żyjącego organizmu. Po drugie stworzenie takiego systemu nie jest szczególnie trudne, przez co rozumiem że jest to wykonalne dla jednej osoby. Po trzecie, ale to już punkt którego jestem mniej pewny, stworzenie takiego zespołu praw obejmującego wszystkie istotne aspekty życia może być przydatne dla mnie samego.

Chociaż to nie do końca to samo co przydatne, tworzenie takiego systemu jest dla mnie niezwykle przyjemne. Mielenie w głowie możliwości, testowanie kolejnych aksjomatów, szukanie połączeń pomiędzy pozornie odrębnymi ideami, to dla mnie jak poranna rundka po parku dla zapalonego biegacza.

Jak już wam doniosłem, przeczytałem ostatnio trochę na temat mojego typu osobowości (INTP w modelu Myers-Briggs). Fragment o tym jak mogę rozwijać swoją osobowość zawierał między innymi poradę by zwracać uwagę na to jak się zachowują i w co ubrani są ludzie których spotykamy w danej sytuacji — czego rzeczywiście zwykle nie robię — ale bez oceniania, bez krytyki czy szufladkowania. Po prostu patrzeć i zapamiętywać. Dzięki temu będę chyba mógł lepiej rozumieć co się do mnie mówi, przez mowę ciała i typ ubioru innych. Może faceci to wzrokowcy, ale w życiu nie zastanawiałem się w czasie rozmowy czy to o czymś świadczy że ktoś kładzie dłonie na stole albo patrzy mi w oczy i w jaki sposób to robi. Oczywiście zwracałem uwagę na niektóre specyficzne aspekty mowy ciała związane z mową, takie jak intonacja głosu i płynność wypowiedzi, ale widzę teraz ogromne, nieodkryte pola percepcji i rozumienia.

Zakładam że duża część, może większość ludzi ma uwagę podzieloną między treść wypowiedzi i sposób w jaki się treść przekazuje inaczej niż ja, wypośrodkowaną lub odwróconą względem mnie. Natura badacza powoduje, że zwykle nie mam w interakcji określonego celu, lecz raczej obserwuję (słucham) i wyciągam wnioski, szukam powiązań i wzorców. Rzadko zadaję pytania — nie wiem co mnie powinno zainteresować, czego oczekuję od danej osoby i co chciałbym od niej usłyszeć. To chyba różni mnie od ludzi akcji, którzy mają cel i starają się go osiągnąć. Ja się wciąż uczę co jest możliwe do osiągnięcia i czy osiągnięcie tego mnie interesuje.

Ludzie akcji mają węższą perspektywę, ale też większą skuteczność niż marzyciele. Jeżeli będę kiedyś decydował o naborze na stanowiska kierownicze w jakiejś firmie, postaram się zrównoważyć marzycieli (raczej na stanowiskach doradczych) i ludzi czynu (raczej na stanowiskach wykonawczych). Prezesem zostanie ktoś o charakterze wyrównanym, taki twardo stąpający po ziemi marzyciel.

sobota, października 04, 2003

11:24 — Jak można było się spodziewać pomysł rządu na obniżenie kosztów absencji pracowników przez niewypłacanie wynagrodzenia za pierwszy dzień krótszego niż tydzień zwolnienia wypalił, ale autorom w twarz. Wbrew oczekiwaniom naszych światłych polityków ilość płatnych dni zwolnionych z pracy wzrosła, bo teraz ludzie biorą ich minimum siedem. Gratulacje.

czwartek, października 02, 2003

17:30 — Jeżeli znudzą ci się standardowe ostrzeżenia Ministra Zdrowia, Szczęścia i Opieki Społecznej, możesz kupić dodatkowe, dodające spornej kwestii palenia tytoniu więcej obiektywizmu.

18:37 — Amazon.com wprowadził nowy sposób porównywania cen w sklepach internetowych. Wystarczy teraz za pomocą telefonu komórkowego zrobić zdjęcie kodu ISBN i wysłać je do serwisu Amazon by otrzymać informacje na temat książki, łącznie z ceną. Jest do przeczytania artykuł (po angielsku) na ten temat.

W tym właśnie kierunku moim zdaniem podąża rynek. Powszechne wprowadzenie etykietek identyfikujących pojedyncze produkty pozwoli nie tylko uprościć zakupy przez skrócenie do minimum czasu spędzonego przy kasie i informowanie na bieżąco obsługi których produktów brakuje na półkach. Przede wszystkim pozwoli ono stworzyć urządzenia informujące o konkurencyjnych ofertach innych firm i ocenach produktu przez innych użytkowników. Jeżeli pójdziemy dalej tą drogą — i zaczniemy na szerszą skalę kupować przez Internet — idziemy w stronę systemu automatycznie decydującego na podstawie naszych preferencji których maszyna się nauczy o tym gdzie kupić który produkt tak, by wyszło najtaniej. System taki uwzględni wszelkie możliwe promocje i obniżki, karty stałego klienta i podobne sztuczki marketingowe.

wtorek, września 30, 2003

17:11 — Zrezygnowałem z pracy przy naprawianiu komputerów. Nie do końca rozumiem dlaczego to zrobiłem. Może pierwszy raz w życiu zadziałałem instynktownie.

I jestem znów samotny.

Słyszałem kiedyś, że zanim ktoś popełni samobójstwo powinien zmienić partnera, pracę i kraj w którym mieszka. Nie spowoduje to że przestanie chcieć zakończyć życie, ale przynajmniej przestanie udawać że mu zależy.

U mnie to nic z tych rzeczy. Brnę powoli, ale do przodu. A może stoję w miejscu? W każdym razie nie cofam się ani o krok. Tyle że stojąc w miejscu człowiek się cofa.

Muszę przestać udawać zaangażowanie emocjonalne gdy takiego naprawdę nie czuję. Nauczyłem się instynktownie reagować w sposób który powoduje najmniejszy opór nie biorąc pod uwagę tego co naprawdę czuję. Zgadzam się pomagać ludziom z którymi nie chcę mieć wiele wspólnego. Okazuję entuzjazm wobec idei które mi się nie podobają. Ekscytuję się pracą która nudzi mi się po tygodniu.

Wynika to z zupełnego braku wyobraźni.

20:00 — Zabawki na dzisiaj to: Trevor Van Meter (portfolio bardzo dobrego grafika), Rocket Powered Mice (szczególnie fajne, mocny klimat) i Fly Guy ("gra" autorstwa TVM).

21:29 — Kilka pytań na które ludzkość jeszcze sobie nie odpowiedziała:

Czy gdyby krowa bardzo się śmiała, mleko poszło by jej nosem?
Czy pracownicy Liptona robią przerwy na kawę?
Czy można sobie wyobrazić świat bez hipotetycznych sytuacji?
Dlaczego Superman odbijał pociski klatką piersiową, ale uchylał się gdy ktoś w niego rzucił pistoletem?
Po co naciska się mocniej przyciski pilota gdy kończą się w nim baterie?
Jak w zimie dojeżdża do pracy kierowca pługa śnieżnego?
Czy gdy utonie pływaczka synchroniczna jej koleżanki też muszą?
Czy żółw bez skorupy jest nagi czy bezdomny?
Czy Bóg po LSD mógłby zobaczyć ludzi?
Jak wielu ludzi wpadło na pomysł wyprodukowania małych, żółtych, samoprzylepnych karteczek i tylko nie miało na czym go zapisać?
Jeżeli kot spada zawsze na cztery łapy, a kromka chleba masłem do dołu, co się stanie gdy przywiążemy kromkę chleba masłem do kota? (Odpowiedź: wiatraczek)
Jeżeli masz otwarty umysł czemu ci mózg nie wypada?
Czy krematoria powinny dawać zniżki ofiarom pożarów?
Czy nie powinno być krótszego słowa na "jednosylabowy"?
Jakiego koloru robi się przyduszony Smerf?
Dlaczego jest tylko _jedna_ komisja antymonopolowa?
Jakie jest inne słowo na "synonim"?

piątek, września 26, 2003

18:49 — Rozterki moralne sa dla mnie nierozlaczne z profesja technika komputerowego. Jezeli nie naprawilem komputera do konca — bo np. to niemozliwe lub wymaga uzycia brakujacego oprogramowania — jak moge pobrac pelna kwote oplaty? A jezeli nie wezme, co powiem mojemu pracodawcy?

W ciagu ostatnich dwoch dni dostalem dwa razy po dwadziescia quid napiwku, oba od tej samej kobiety ktorej nie naprawilem komputera. Glupio bylo brac od niej pieniadze, zwlaszcza ze naprawde mila i dobrze sie z nia rozmawialo. Chyba mam zbyt mile usposobienie, powinienem z durnych angoli doic kasy ile wlezie, a robie z tego igrzyska olimpijskie.

No i po co bylo mi sie rodzic osmego pazdziernika? Nie wierze w zabobony, ale w znakach zodiaku cos musi byc. Staralem sie kilka razy znalezc jakis racjonalny zwiazek miedzy data urodzenia a rodzajem charakteru, ale widze tylko wplyw warunkow pogodowych i biologicznych. Czy temperatura i dieta maja az tak duzy wplyw na charakter? Inne pytanie, czy znaczenia znakow zodiaku sa uniwersalne dla calego swiata, czy dzialaja odwrotnie na poludniowej polkuli, czy moze w Afryce nie sprawdzaja sie zupelnie?

Coraz bardziej kusi mnie San Francisco — wszyscy ktorych pytalem (wliczajac w to hojna w napiwkach i bywala w wielu stronach swiata prawniczke) bardzo lubia i polecaja to miasto.

środa, września 24, 2003

21:50 — Od kilku dni moje ręce zapewniają radość zamożnym mieszkańcom Londynu. Nie wiem jak moja stawka — trzydzieści quid za godzinę — stoi w stosunku do pobieranych przez konkurencję, ale za pieniądze te wykonuję usługi rzetelnie, z uśmiechem i nie roznoszę wirusów.

22:29 — Miałem dzisiaj wątpliwośc co do pracy, czy mi się podoba czy nie, czy chcę to dalej robić. Na razie jednak nie jest źle, mam czas czytać, zwiedzam wiele nowych miejsc, oglądam to miasto z nowej strony. Jednak nie mam czasu chodzić do szkoły, to problem który muszę szybko rozwiązać.

sobota, września 20, 2003

19:30 — Wyrażanie uczuć nie jest już domeną głównego bohatera kiepskiego serialu sensacyjnego z Polsatu. Niezbyt dawno temu Sony i Toyota połączyły swe siły by stworzyć skomputeryzowany samochód Pod. Pojazd ten posiada między innymi dostęp do Internetu dla wszystkich pasażerów i w pełni elektroniczne sterowanie bez pedałów, ale to co wyróżnia go najbardziej to zespół świateł we wnętrzu i na zewnątrz pojazdu.
Podczas normalnej jazdy światła te mają kolor pomarańczowy by dać wyraz radości z bliskości kierowcy i poprawnego działania. Gdy kończy się benzyna lub gdy kierowca zostawi samochód na dłużej palą się światła niebieskie, oznaczające smutek. Przy agresywnej jeździe Pod staje się jasnoczerwony.

Dla pełniejszego kontaktu ze światem
Pod wyposażony jest w antenę którą może machać w najszczęśliwszych momentach.
Nie zmyślam tego.

20:09 — Pixar, autorzy Toy Story (PL, EN), A Bug's Life (PL, EN), Monsters Inc. (PL, EN), a ostatnio Finding Nemo (PL, EN) opublikowali niedawno pierwszy trailer do filmu który obejrzeć można będzie niestety dopiero w listopadzie przyszłego roku — The Incredibles (PL, EN). Film mówi o rodzinie emerytowanych herosów żyjących pod skrzydłami programu ochrony świadków, chroniącego ich przed szczególnie niebezpiecznym złym superbohaterem. Gdy ich cichą idyllę przerywa wezwanie do służby ojczyźnie i światu, dowodzeni przez głowę rodziny, Mr. Incredible, bez wahania — lecz nie bez nieporozumień i kłótni rodzinnych — wkraczają do akcji. Kolejna komedia ze stajni Pixara zapowiada się bardzo fajnie.

20:40 — Od jutra będzie mnie mniej widać na sieci, nie będę miał stałego dostępu i nudnych godzin przed ekranem. Nie zapominam jednak o was i jak tylko przyjdzie coś do głowy, napiszę.

20:47 — Jednogłośnym zwycięzcą zagadki z cykadami które widują światło dzienne raz na trzynaście lub siedemnaście lat został Noizz — dla kogoś z matematyczną inklinacją w charakterze nie jest to szczególnie trudne pytanie. Jednogłośnym, bo tylko on odważył się odpowiedzieć. Nagrodą jest uśmiech prezesa i balonik gorącego entuzjazmu (bez sznureczka i elementu gumowego).

21:20 — Po prostu świetne :)

piątek, września 19, 2003

16:56 — Dobrze, że to nie u nas.

17:46 — Zauważyłem że zepsuły się polskie znaczki w całości bloga. Chociaż tak naprawdę to ja sam zepsułem, tylko się nie chcę przyznać. Tak czy inaczej, naprawiłem kilka ostatnich postów, więcej nie mam siły.

20:15 — Jestem już zmęczony tą pracą, naprawdę wyprany ze wszelkiego entuzjazmu. Dobrze że to ostatni dzień.

czwartek, września 18, 2003

12:46 — Nikt nie robi lepszych reklam niż Apple. Spojrzcie na ich pierwszy spot z 1984 roku. Reżyseria: Ridley Scott.

13:05 — Reklama reklamą, ale same produkty też wychodzą Apple Computers nieźle. Powiew przyszłości: klawiatura i myszka Bluetooth. I do tego jakie ładne. :)

środa, września 17, 2003

20:53 — No ja wiem, że rzadko ostatnio piszę, proszę się nie gniewać. Zmieniam pracę (na naprawianie komputerów) i jestem leniwy (od urodzenia).

To że poziomy edukacji, kultury osobistej i zaangażowania w wykonywany zawód są wśród polskiej klasy politycznej niziutkie wszyscy wiemy. Czytając wywiad z panią od niedawna poseł Marią Wiśniowiecką zastanawiam się jednak czy z hasłem "władza w ręce ludu" nie posuwamy się już zbyt daleko. W końcu lud to nie tylko chłopi, w dodatku zabici dechami.

Jak tak dalej pójdzie trzeba będzie nieźle się nawyginać żeby dożyć do pierwszego, więc może już lepiej zacząć ćwiczyć? A jeżeli się nie zmieni, to już zawsze będę starał się oglądać rodzinne strony dokładnie z takiej odległości.

Dziękuję Emmie i Niuni za linki, cheers pumpkins :)

22:22 — Mój typ osobowości w/g klasyfikacji Myers-Briggs to INTP. Moim główny trybem myślenia jest racjonalna i logiczna introwertyczna analiza, a ze światem zewnętrzym komunikują się bardziej intuicyjnie (pewnie bo nie mam czasu przemyśleć).

sobota, września 13, 2003

21:27 — Stara kupa w nowym, błyszczącym pudełku. Przeniosłem bloga z blog.pl na blogger.com. Blogger jest szybszy i ma dużo lepszy interface użytkownika. Postaram się chwilowo umieszczać wpisy, niewiele ich ostatnio, na obu serwisach. Zobaczymy czy będzie wam się podobał blogger. Nowy adres bloga to jestempies.blogspot.com.

wtorek, września 09, 2003

23:23 — Czytam ostatnio książkę Richarda Dawkinsa pt. "The Blind Watchmaker". Traktuje ona w stosunkowo lekki i rozrywkowy sposób o teorii ewolucji, o powstaniu życia na Ziemi, tego typu rzeczy.

Nie wiem jak się do tego ma świat nauki, ale moim zdaniem teorię ewolucji odnieść można właściwie do każdego systemu w którym istnieje dziedziczenie obarczone niewielką ilością drobnych losowych zmian i w którym przeżywa "najlepszy". Na przykład muzycy grają prawie to co ich poprzednicy, ale trochę inaczej, a "przeżywa" ten kto jest "najlepszy".

Jest takie ciekawe zwierzątko które nazywa się, o ile dobrze pamiętam, cykada okresowa. Jak powszechnie nie wiadomo okres larwalny owadów trwa dużo dłużej niż ich okres "dorosły". Dorosłość cykad okresowych trwa, nic w tym niezwykłego, kilka tygodni. Jednak ich okres larwalny trwa... trzynaście lub siedemnaście lat. Co ciekawsze okres larwalny nie zależy od gatunku — znane są trzy różne gatunki cykad, a w zakresie każdego gatunku część owadów trwa w okresie larwalnym trzynaście lat, a część siedemnaście. Do tego każdy gatunek doszedł do tych wartości samodzielnie. Nie wiadomo dlaczego akurat trzynaście i siedemnaście lat to okresy ulubione przez cykady; jedyna znana mi teoria zakłada że chodzi o matematyczną cechą wspólną tych dwóch liczb. Kto zgadnie o jaką cechę chodzi?

"Niewidomy zegarmistrz" to jedna z najciekawszych książek jakie czytałem, bardzo polecam, na równi może z książkami Douglasa Adamsa.

sobota, września 06, 2003

15:13 — Dzisiaj zapowiada się (i dotychczas nawet udaje) dobry dzień. Nieduży ruch w sklepie, na tyle żeby nie zasnąć; dostałem od Wojtka plakat przestawiający słynny eksperyment przewodzenia prądu do elementów uziemionych, delikatnie wzbogacony przekazem o charakterze polityczno-społecznym; do tego jeden z klientów kafejki znalazł na podłodze pięć quid i oddał mi je. Oby tak dalej. 

czwartek, września 04, 2003

18:00 — Jeżeli ktoś — tak jak ja — lubi ślinić się przed monitorem to powinien zobaczyć coś, co wielu mężczyzn (i pewnie również kilka kobiet) chciało zobaczyć już od dawna: Madonna i Britney. Trochę się zawiodłem, wolę to sobie jednak wyobrażać niż widzieć.

19:57 — Amartya Sen, ekonomista i zdobywca nagrody Nobla odkrył kiedyś, że w żadnej sprawnie działającej demokracji nie doszło nigdy do zjawiska powszechnego głodu. Nie czytałem jego prac i nie wiem czy nie można tego związku odwrócić (nigdzie gdzie zaistniał powszechny głód nie działała demokracja — np. ponieważ gdy zbliża się głód ludzie odchodzą od demokracji), ale mogą intuicyjnie zrozumieć związek w tym kierunku. Zresztą wystarczy spojrzeć w których krajach ludzie głodują: Korea Północna, Chiny, Rosja i kraje post-sowieckie, wiele krajów afrykańskich. Do przemyślenia dla zwolenników odgórnego regulowania gospodarki.

21:07 — Zauważyłem że jestem zwykle zły na ludzi przed którymi wychodzę na półgłówka — słowenki które wziąłem za rosjanki, angol któremu podziękowałem czymś bardziej zbliżonym do 'cheese' niż 'cheers', ci którzy nie potrafią zrozumieć mojego 'three' i cała masa innych, całkowicie nieświadomych tego osób. Czy to dlatego że jestem w oczywisty sposób idealny i nie podoba mi się gdy okazuje się, że może być inaczej?

21:26 — Powyższe prowokuje pytanie czy ludzie którzy są dla mnie bez wyraźnego niemili nie czują tego samego — że wychodzą przy mnie (lub ogólnie przy wszystkich) na idiotów? Czy ta blondynka ze skwaszoną miną nie uważa że jest brzydka i porusza się jak stojak na parasole? Czy ten starszawy pakistańczyk nie jest samotny i smutny? Jeżeli tak, to czy powinienem się nimi przejmować czy raczej spokojnie ignorować?

środa, września 03, 2003

14:01 — No dobrze, czwarty dzień z rzędu robię piętnaście godzin pracy. Zapomniałem już jak wygląda wolny czas i gdy będę mógł usiąść na chwilę w innym miejscu niż to krzesełko przy kasie nie będę wiedział co mam robić. Przyznaję, nie jest to ciężka praca, ale spędzam większość życia (!) słuchając biednej muzyki, wymieniając zdawkowe słowa z ludźmi nie znającymi zwykle języka którym staram się z nimi komunikować i przeglądając archiwa komicznych serii komiksowych. Rozwijam się jak dywan po wizycie premiera.

Nie wiem dlaczego tak jest, że trójka jest istotna dla poczucia pełni, dla zamknięcia cyklu, ale zwróćcie uwagę jak niedomknięty byłby ten wpis gdyby skończył się właśnie w tym momencie.

Oczywiście zależy to również od doboru słów, konstrukcji zdań i pewnie też od osobistej wrażliwości (może to tylko ja uważam że wpis byłby niedomknięty). Jeżeli pozostawiam paragraf w oczekiwaniu na odpowiedź odbierane jest to inaczej gdy zamykam go jakimś wnioskiem, podsumowaniem lub chociaż dowcipem. Jeżeli jednak nie jestem ofiarą iluzji i zauważalna — lub co lepsze niezauważalna, lecz odczuwalna — jest taka zależność, warto na nią zwrócić uwagę. Gdy idzie się nad skraj przepaści, najważniejszy jest ostatni krok.

sobota, sierpnia 30, 2003

22:44 — Edyta wyjeżdża jutro do Polski, a ja pracuję cały dzień więc nawet nie będę mógł jej odprowadzić na autokar. Dzisiaj wieczorem impreza pożegnalna, pójdę po pracy i zostanę pewnie do rana. Spuśćmy głowy nad tym smutnym faktem (tj. wyjazdem, nie imprezą) i uczcijmy go paragrafem ciszy.

...

Dzięki przytomności jej umysłu dostałem ostatnio dwuosobowy materac — taki ze sprężynami w środku, nie dmuchany — więc będę miał gdzie wygodnie spać gdy wyjedzie. Nie będę musiał codziennie spędzać pociętego przekleństwami pół godziny na dmuchaniu dziurawego gumowca.

Smutkiem zawsze fajnie się z kimś podzielić, więc pewnie więcej czasu poświęcał będę blogowi. Niech mi się tylko nikt nie próbuje z tego ucieszyć.

Za to do szkoły zacznę może chodzić bardziej regularnie. Na poprzednich zajęciach udzieliłem mojemu wykładowcy, Zakowi miażdżącej lekcji pokory w piłkarzyki — 9-1, 10-5. Trzeciego meczu nie chciał ze mną zagrać. W najbliższy czwartek nasza grupa (i może jeszcze Mike) idzie się integrować do ponoć niezłej hinduskiej restauracji. Polubiłem ciapatą kuchnię, szczególnie curry z kurczaka i chleb nan który nie jest tak naprawdę chlebem ale rodzajem napompowanego placka. Za dwa quid można kupić w Sainsbury's do samodzielnego zrobienia w domu.

Karolina mówiła że widziała niezbyt używaną dziewczynę na wystawce jeżeli chcę sobie wziąć, ale chyba się nie zdecyduję. Bieliznę i dziewczyny wolę jednak nowe i najlepiej z gwarancją.

środa, sierpnia 27, 2003

22:24 — Jak nie mam co robić to czytam (i się objadam). Jako człowiek uzależniony od informacji z przyjemnością obserwuję rozwój technologii RSS, zauważony ostatnio nawet przez mainstreamowe czasopisma elektroniczne. Ogólnie rzecz biorąc RSS to sposób rozpowszechniania informacji, w szczególności nagłówków wiadomości publikowanych cyklicznie. W praktyce wygląda to tak, że mam spis `feedów' (źródeł wiadomości, np. czasopism internetowych, blogów takich jak ten) i po kliknięciu na wybrany pokazuje mi się — aktualizowana co kwadrans — lista wiadomości z oznaczonymi najnowszymi. Po kliknięciu na nazwę wiadomości mogę ją przeczytać. Brzmi to dość banalnie, ale gdy czyta się wiadomości z wielu serwisów agregacja w jednym miejscu bardzo ułatwia życie.

Najbardziej oczywisty problem polega na tym, że znajduję wiele wartych podania wam adresów, ale są to wyłącznie strony angielskojęzyczne. Dajcie znać czy jest sens je podawać.

Znalazłem jednak serwis ze starymi amerykańskimi reklamami, niektóre są dość zabawne, ale przede wszystkim ta stylistyka!

niedziela, sierpnia 24, 2003

21:20 — Znalazłem ciekawy artykuł Mizuki Ito o tym jak zmienił się sposób korzystania z telefonów komórkowych przez młodzież (pokolenie Y) i jej rodziców (pokolenie X). Kiedyś zajęcie się telefonem komórkowym — czy to połączeniem głosowym, czy nawet wiadomością tekstową — w czasie bezpośredniej rozmowy w grupie, a tym bardziej jeden-do-jednego uważane było za duży nietakt, wyjątkową niegrzeczność wobec adwersarza. Ĺ»eby zadzwonić do kogoś należało przeprosić obecnych i odejść przynajmniej o parę kroków.

Młodzież używa telefonów komórkowych dużo swobodniej, nie jest niczym nadzwyczajnym gdy przy stole siedzą cztery osoby i każda z nich wzrok utkwiony ma w komórce. Nie oznacza to jednak, że rozluźniły się więzy społeczne, czy że ludzie ci są "razem, a osobno". Wprost przeciwnie, ciągły kontakt z fizycznie nieobecnymi członkami grupy towarzyskiej wzmacnia grupę. Co więcej, zmniejszenie znaczenia fizycznej obecności zmniejsza automatycznie znaczenie samej fizyczności na rzecz poczucia humoru, inteligencji czy wygadania, a ograniczenia formy zmuszają do ustępstw formy na rzecz treści wypowiedzi, co uważam za bardzo pozytywny trend.

Zmienia się też sposób w jaki umawiamy się na spotkania i odnajdujemy. Kiedyś wszyscy umawiali się na spotkanie np. pod znanym pomnikiem lub kościołem, gdzie o określonej z góry godzinie wszyscy mieli się zebrać. Teraz wystarczy kilka minut by obdzwonić znajomych i zaprosić je w miejsce które można przy okazji ustalić. Nie trzeba zbierać się o określonej porze, miejsce może się zmieniać w trakcie trwania spotkania i nikt nie musi być wykluczony.

Myślę że trend ten pogłębi się wraz ze spadkiem cen i poszerzaniem zakresu usług telekomunikacyjnych.

czwartek, sierpnia 21, 2003

11:24 — Na kilka dni mam pracę z Polski (poprawki w kodzie jednej strony WWW którą robiłem będąc w Polsce) więc updates nie będzie. Nie zapłaczcie się.

11:00 — Gdy robię coś w rodzaju obsługi klientów tutaj w kafejce, nie staram się słuchać i rozumieć co do mnie mówią, ale raczej odruchowo odpowiadać na hasła którymi się posługują. To dlatego że często muszę działać szybko (i.e. gdy przyjdzie kilku klientów naraz i trzeba ich szybko obsłużyć) a mój umysł działa powoli, więc żeby szybciej reagować wyrabiam sobie odruchy.

Jedynym sensownym rozwiązaniem jest przestać przejmować się szybkością i naprawdę słuchać tego co się do mnie mówi.

11:40 — Jest pewna zasada którą warto się posługiwać w logicznym rozpatrywaniu problemów: korelacja nie oznacza powodowania. Przykładem złamania tej zasady jest: a) psy lubią mięso, b) psy mają dobry słuch, c) jedzenie mięsa daje dobry słuch — w tym przypadku łatwo jest zauważyć błąd w rozumowaniu, ponieważ oczywiste jest dla nas (chociaż też nie wiadomo czy słusznie!) że taki związek nie zachodzi. Spójrzcie jednak na inne przykłady:
  • Wielu z ludzi uzależnionych obecnie od heroiny paliło kiedyś marijuanę, więc palenie marijuany powoduje późniejsze uzależnienie od heroiny. (hint: chęć używania i skłonność do nadużywania mogą wynikać ze wspólnego źródła dla obu narkotyków)
  • Jaskółki latały nisko, a potem spadł deszcz, więc jaskółki wiedzą kiedy będzie padał deszcz. (hint: na skutek unoszenia się mas powietrza jednocześnie spada ciśnienie przy powierzchni Ziemi i zwiększa się prawdopodobieństwo deszczu; niskie ciśnienie utrudnia latanie owadom które obniżają pułap lotu; jaskółki latają tam gdzie owady)
Nie zawsze łatwo jest zauważyć, ale dobrze jest zwrócić uwagę.

niedziela, sierpnia 17, 2003

20:53 — Pies — pogromca przestępców. Złapałem dzisiaj kradzioną kartę kredytową (tymczasowy właściciel upłynnił się po angielsku). Mam za to dostać pięćdziesiąt quid nagrody, bardzo przyjemnie.

21:40 — Klient przyszedł z pustą kartą i wmawiał mi, że przed chwilą zdrapał ją i nie może jej użyć. Zadzwoniłem do obsługi klienta gdzie miła pani powiedziała mi że karta jest pusta. Nie wiem czego się typ spodziewał, ale chyba początkujący bo najpierw zaakceptował moją decyzję, a po chwili zorientował się że za łatwo się poddał i zaczął trochę protestować, ale dość nieporadnie. A potem kupił drugą taką samą kartę. Ludzie są naiwni.

sobota, sierpnia 16, 2003

15:04 — Stanowczo chcę jechać do Ameryki Południowej, odwiedzić Chile, Boliwię, ale przede wszystkim Peru. Czytając sprawozdanie podróżnika który zjeździł skromny, ale reprezentatywny kawałek tego kraju doszedłem do wniosku, że znalazłem kolejne — po Jamajce i Nowej Zelandii — miejsce w którym chętnie spędzę jakiś kawałek życia.

Za dużo czasu spędziłem żyjąc w jednym kraju, jednym mieście właściwie. To co warto zobaczyć zwykle znajduje się gdzieś indziej niż w danym momencie jesteśmy. Czyli oprócz zostania pisarzem lub dziennikarzem mogę zostać także podróżnikiem, co nawet pasuje bo zawód podróżnika jest zwykle połączeniem dwóch poprzednich i dodaje bonus w postaci darmowego, a czasem nawet lukratywnego zwiedzania świata.

Jak wiadomo najlepszy sposób na podróżowanie, to podróżowanie na cudzy koszt. Darmowe posiłki niestety nie istnieją, więc żeby namówić kogoś na sposorowanie wojaży, szczególnie tych bardziej kosztownych, trzeba udowodnić mu że zyski z wysłania mnie w jakieś piękne, egzotyczne miejsce przekroczą koszt biletów lotniczych, zakwaterowania, jedzenia i kosztów nieprzewidzianych, najlepiej dla dwóch osób. Muszę pamiętać żeby przed udaniem się na rozmowy w tej sprawie pójść na solarium (dla dyrektora lub naczelnego) i poćwiczyć jakiś seksowny akcent (dla sekretarki).

Czy redaktor nazywa się naczelnym dlatego że jego właśnie z całej redakcji najmniej dzieli od homo sapiens?

środa, sierpnia 13, 2003

15:25 — Rozmawiałem przez moment z Kurą który miesiąc temu stał się cięższy o 4.5 grama (obrączka). Nie akceptuję tego że moi koledzy mogą się żenić, będę spokojnie karmił się iluzją własnej niedojrzałości. Są osoby, które uważają że moja niedojrzałość nie jest iluzją. Tego również nie akceptuję.

Zacząłem chyba pisać książkę, na razie po angielsku, ale pewnie przejdę na polski, bo angielskiego stanowczo nie znam na tyle żeby wycisnąć z siebie kilkaset tysięcy zabawnie ułożonych słów. Dwa pierwsze akapity jeżeli ktoś ma ochotę:

As the sun silently scorched the earth with UV rays, Bee sat in his back yard, doing what could only be described as nothing. A sea of blankness that his mind was at the moment was rippled periodically by a stray thought of frozen arctic fields of light-blue icebergs, slowly scraping their way through the seabed, carrying on their backs various creatures who's forefathers thought it a really neat idea to adapt themselves to areas where even snowflakes start wearing warm underwear and complain about frostbites.

He opened an eye carefully, trying to find the cool, paper-umbrella-laden drink that he evidently neglected to prepare earlier. Lazily, he pondered on the thought of helping himself to the fridge to prepare a really stiff soft drink, caressing the thought of ice cubes floating happily along with slices of lemon, but a quick calculation proved it not beneficial enough to bother. Neglecting all exercise he could weasel his way out of, he needed little more than peeling an orange to break into sweat. On such excruciating journey as that to the kitchen, the dehydration could prove lethal.

niedziela, sierpnia 10, 2003

21:17 — Dwie zmiany bez zmian. Piętnaście godzin pracy po czterech godzinach snu można już zakwalifikować jako deprawację sensoryczną.

Byliśmy wczoraj w Dog Star na Brixton. Nie siedzieliśmy długo, ale dyskoteka w porządku choć otwarte było tylko dolne piętro gdy zwykle otwarte są jeszcze dwa, w tym chillout z kanapami. Jezu, jak mi jest w tym momencie potrzebna kanapa.

sobota, sierpnia 09, 2003

14:03 — Praca -> nuda -> praca. Bardzo spokojny dzień — gorąca, słoneczna sobota, więc wszyscy normalni ludzie wyjechali na weekend, pozostawiając za sobą jedynie spaliny i kastę najniższą (do której należę). Przed chwilą był dzwonić Holender, którego trudno jest opisać słowami. Przychodzi dość regularnie, może raz lub dwa razy w tygodniu; za każdym razem podchodząc do lady i mówiąc "Chciałbym użyć waszego telefonu żeby zadzwonić do Holandii." — i patrzy wyczekująco, trochę jak autystyczne dziecko. Jest bardzo explicit, mówi powoli i wyraźnie, jest bardzo uprzejmy. Jeden z dziwniejszych, ale jednocześnie moich ulubionych klientów.

14:47 — Gdy mówię że nie jestem patriotą i że nie ma dla mnie większego znaczenia na którym dokładnie kawałku kontynentu europejskiego się urodziłem, ludzie często zdają się być urażeni moim brakiem szacunku dla tak fundamentalnej ich zdaniem wartości. Nie potrafią zrozumieć dlaczego nie jest to dla mnie ważne, ale też nie potrafią wytłumaczyć dlaczego takie być powinno. Padają urywane słowa, takie jak kultura, tradycja czy historia, ale gdy domagam się ściślejszych, logicznych wyjaśnień dowiaduję się jedynie, że jeżeli tego nie rozumiem to nie ma sensu ze mną rozmawiać.

Podobnie jest z innymi problemami w których rozum i rozsądek nie mają zbyt wiele do powiedzenia, takimi jak wiara religijna i moralność. Tak jak wolno mi wypowiadać się bez żadnych właściwie ograniczeń o teoriach naukowych, wygodzie mebli, pogodzie czy wyższości jednego święta nad drugim, gdy w grę wchodzą kwestie w których rozmówca nie jest w stanie sklecić jednego solidnego argumentu, podeprzeć się najchwiejniejszym nawet faktem czy wynikiem badań, racjonalna dyskusja staje się nie dość, że z oczywistych powodów trudna, to w dodatku jest przyjmowana wrogo, jako atak na wyznawane przez adwersarza wartości.

Słowa denerwują głównie ludzi niepewnych swoich racji. Jeżeli głosił będę publicznie, że chomiki nie istnieją, że ludzie je sobie tylko wymyślili, zostanę conajwyżej uznany za wariata. Gdy będę głosił, że nie istnieje bóg, że został wymyślony by zaspokoić pewne potrzeby, zależnie od poziomu publiczności stracić ją, odebraną krzesłem przytomność, lub w przypadkach radykalnych nawet życie.

Lepiej nie będę proponował żebyście to przemyśleli.

15:48 — Pojawił się nowy wirus e-mailowy, wysyła wiadomość o treści:
Hello there,

I would like to inform you about important information regarding your
email address. This email address will be expiring.
Please read attachment for details.

---
Best regards, Administrator
crrcbiwb
Nie dajcie się nabrać, nie jest to prawdziwa wiadomość, nie otwierajcie załącznika, używajcie aktualnych programów antywirusowych, używajcie prezerwatyw. To Dla Waszego Dobra™.