czwartek, października 16, 2003

10:34 — Podobno jednym z objawów obłędu jest uporczywe powtarzanie tych samych czynności i liczenie na różne wyniki. Rząd wycofał się już z pomysłu niepłacenia za pierwszy dzień zwolnienia krótszego niż tydzień — bo ludzie przestali brać krótkie zwolnienia i ilość płatnych dni choroby efektywnie wzrosła. Teraz w ramach akcji zwiększania ilości stałych etatów wymyślili że po dwóch umowach o pracę na czas określony, trzecia umowa ma być na nieokreślony okres czasu. W praktyce oznacza to, że tak jak kiedyś pracodawca podpisałby ze mną trzecią (i kolejne) umowę o pracę, tak teraz zwolni mnie i zatrudni inną osobę na moje stanowisko — oczywiście znowu na czas określony, bo tak jest taniej i wygodniej.

Czyli znów rozwiązanie które z założenia się nie sprawdzi ponieważ wprowadza tylko ograniczenie do obejścia zamiast powodować żeby zatrudnianie na stałe się naprawdę opłacało. Już tyle razy gratulowałem polskim politykom że chyba nie muszę ponownie tego robić by dalej czuli na plecach gorący i wilgotny powiew mojego podziwu.

Oczywiście to tylko moje zdanie ale jeżeli chcemy żeby ludzie brali mniej zwolnień, to branie zwolnienia musi się przestać opłacać. Oczywiście to wyjątkowo radykalny pomysł i wielu ludzi uzna mnie za szaleńca, ale może tak przestać zmuszać pracodawców do płacenia pracownikom za nieprzepracowane dni? Może ułatwić zwalnianie pracowników tak, by pracodawca mógł w łatwy sposób wybrać pracownika najlepszego z dostępnych i żeby bez większych problemów mógł pozbyć się tego który pije, obija się i ciągle chodzi na zwolnienia?

Pomijając oczywiście tak skrajne idee jak zlikwidowanie "chronionych" stanowisk pracy dla wybranych członków związków zawodowych — kluczowych członków pracodawcy nie wolno zwolnić, bez względu na sytuację finansową firmy i na jakość pracy przez nich wykonywanej — czy zmniejszenie ilości posłów do np. pięćdziesięciu. Powinni mnie zamknąć.

Brak komentarzy: