12:16 — Całe życie staram się stworzyć jedną, zunifikowaną teorię wszystkiego. Czy raczej system teorii które jako całość opisują znany mi świat, każdy drobny aspekt. Po pierwsze leży to w mojej naturze, traktowanie świata jako jedności, jako w dość szerokim sensie żyjącego organizmu. Po drugie stworzenie takiego systemu nie jest szczególnie trudne, przez co rozumiem że jest to wykonalne dla jednej osoby. Po trzecie, ale to już punkt którego jestem mniej pewny, stworzenie takiego zespołu praw obejmującego wszystkie istotne aspekty życia może być przydatne dla mnie samego.
Chociaż to nie do końca to samo co przydatne, tworzenie takiego systemu jest dla mnie niezwykle przyjemne. Mielenie w głowie możliwości, testowanie kolejnych aksjomatów, szukanie połączeń pomiędzy pozornie odrębnymi ideami, to dla mnie jak poranna rundka po parku dla zapalonego biegacza.
Jak już wam doniosłem, przeczytałem ostatnio trochę na temat mojego typu osobowości (INTP w modelu Myers-Briggs). Fragment o tym jak mogę rozwijać swoją osobowość zawierał między innymi poradę by zwracać uwagę na to jak się zachowują i w co ubrani są ludzie których spotykamy w danej sytuacji — czego rzeczywiście zwykle nie robię — ale bez oceniania, bez krytyki czy szufladkowania. Po prostu patrzeć i zapamiętywać. Dzięki temu będę chyba mógł lepiej rozumieć co się do mnie mówi, przez mowę ciała i typ ubioru innych. Może faceci to wzrokowcy, ale w życiu nie zastanawiałem się w czasie rozmowy czy to o czymś świadczy że ktoś kładzie dłonie na stole albo patrzy mi w oczy i w jaki sposób to robi. Oczywiście zwracałem uwagę na niektóre specyficzne aspekty mowy ciała związane z mową, takie jak intonacja głosu i płynność wypowiedzi, ale widzę teraz ogromne, nieodkryte pola percepcji i rozumienia.
Zakładam że duża część, może większość ludzi ma uwagę podzieloną między treść wypowiedzi i sposób w jaki się treść przekazuje inaczej niż ja, wypośrodkowaną lub odwróconą względem mnie. Natura badacza powoduje, że zwykle nie mam w interakcji określonego celu, lecz raczej obserwuję (słucham) i wyciągam wnioski, szukam powiązań i wzorców. Rzadko zadaję pytania — nie wiem co mnie powinno zainteresować, czego oczekuję od danej osoby i co chciałbym od niej usłyszeć. To chyba różni mnie od ludzi akcji, którzy mają cel i starają się go osiągnąć. Ja się wciąż uczę co jest możliwe do osiągnięcia i czy osiągnięcie tego mnie interesuje.
Ludzie akcji mają węższą perspektywę, ale też większą skuteczność niż marzyciele. Jeżeli będę kiedyś decydował o naborze na stanowiska kierownicze w jakiejś firmie, postaram się zrównoważyć marzycieli (raczej na stanowiskach doradczych) i ludzi czynu (raczej na stanowiskach wykonawczych). Prezesem zostanie ktoś o charakterze wyrównanym, taki twardo stąpający po ziemi marzyciel.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz