sobota, sierpnia 16, 2003

15:04 — Stanowczo chcę jechać do Ameryki Południowej, odwiedzić Chile, Boliwię, ale przede wszystkim Peru. Czytając sprawozdanie podróżnika który zjeździł skromny, ale reprezentatywny kawałek tego kraju doszedłem do wniosku, że znalazłem kolejne — po Jamajce i Nowej Zelandii — miejsce w którym chętnie spędzę jakiś kawałek życia.

Za dużo czasu spędziłem żyjąc w jednym kraju, jednym mieście właściwie. To co warto zobaczyć zwykle znajduje się gdzieś indziej niż w danym momencie jesteśmy. Czyli oprócz zostania pisarzem lub dziennikarzem mogę zostać także podróżnikiem, co nawet pasuje bo zawód podróżnika jest zwykle połączeniem dwóch poprzednich i dodaje bonus w postaci darmowego, a czasem nawet lukratywnego zwiedzania świata.

Jak wiadomo najlepszy sposób na podróżowanie, to podróżowanie na cudzy koszt. Darmowe posiłki niestety nie istnieją, więc żeby namówić kogoś na sposorowanie wojaży, szczególnie tych bardziej kosztownych, trzeba udowodnić mu że zyski z wysłania mnie w jakieś piękne, egzotyczne miejsce przekroczą koszt biletów lotniczych, zakwaterowania, jedzenia i kosztów nieprzewidzianych, najlepiej dla dwóch osób. Muszę pamiętać żeby przed udaniem się na rozmowy w tej sprawie pójść na solarium (dla dyrektora lub naczelnego) i poćwiczyć jakiś seksowny akcent (dla sekretarki).

Czy redaktor nazywa się naczelnym dlatego że jego właśnie z całej redakcji najmniej dzieli od homo sapiens?

Brak komentarzy: