poniedziałek, lipca 26, 2004

Sieci

Jednymi z największych słabości Internetu w obecnej formie są zcentralizowane przesyłanie danych (przez operatorów, "dostawców" Internetu) i kłopotliwe zmiany obsługujących nas operatorów.

Przyszłość sieci to łącza bezprzewodowe. Łączność bezprzewodowa pozwoli na korzystanie z usług dowolnej ilości operatorów. Wtedy nasze domowe komputery będą mogły korzystać z usług tego dostawcy, który zapewnia najtańsze i najszybsze transfery w danym momencie. Gdy rozwiniemy automatyczne sterowanie siecią w zakresie szybkości transferów i będziemy mogli wygodnie je przydzielać, prywatni użytkownicy mogą przesyłać dane między sobą, za darmo, na zasadzie sieci P2P. Wtedy krótkodystansowe przesyłanie danych może być optymalnie szybkie i darmowe.

Z czasem płatne staną się jedynie łącza długodystansowe, kablowe i satelitarne. Każdy uczestnik będzie jednocześnie "odbiorcą" i "dostawcą" danych. Wymaga to opracowania wydajnych procedur dynamicznego wyszukiwania połączeń i procedur przydzielania wolnej przepustowości we własnej sieci zewnętrznym użytkownikom.

Wymaga to bardzo szybkich bezprzewodowych sieci, które powinny się pojawić w ciągu najbliższych 10-15 lat. Technologia dostępu P2P pozwoli Internetowi na dalszy, tani rozwój. Zwiększanie się pojemności dysków w zwykłych domowych komputerach pozwoli na automatyczne buforowanie najczęściej przesyłanych obiektów (np. filmów, muzyki).
Łącza bezprzewodowe w komórkach dadzą nam darmową (po cenie dostępu do Internetu w danym miejscu) bezprzewodową telefonię cyfrową, łącznie z wideotelefonią.
 
Potrzebna jest do tego niestety też chęć współdziałania, więc prognoza 10-15 lat może być przesadnie optymistyczna. Jestem jednak dobrej myśli.

sobota, lipca 10, 2004

Sho Yano, geniusz

Sho Yano ma 13 lat, IQ powyżej 200 i studiuje obecnie -- po zrobieniu doktoratu w Uniwersytecie Kalifornijskim -- na Akademii Medycznej Pritzkera w Chicago. Gdy mając 9 lat rozpoczął studia, Sho był źle traktowany przez część rówieśników i pracowników uniwersytetu. Jego ojciec napisał wtedy do niego:

Gdy idzie ci dobrze, ludzie zazdroszczą. Gdy idzie ci źle, śmieją się z ciebie. Gdy jesteś taki jak inni, ignorują cię. Czy masz się zmienić pod ich wpływem? Nie. Jeżeli się zmienisz, nie jesteś już sobą, lecz liściem rzucanym przez wiatr z ust ludzi którzy cię nie znają, którym na tobie nie zależy i którzy są bardzo zajęci dbaniem o swój własny interes.
Ładne.

środa, lipca 07, 2004

Amanita Design

Noizz wrzucił linki do cudownego Samorosta i nieco gorszego A Quest For The Rest, ale warto też zobaczyć site twórców -- Amanita Design.

Na zachętę Robo, Stepslet i porfolio Blanki Kasperkovej we flaszce.

wtorek, lipca 06, 2004

Update

Nie piszę ostatnio, bo wszystkie wolne chwile poświęcam albo Kici, albo pisaniu oprogramowania do Ploga. Ale to może lepiej, bo po co tyle o pierdołach gadać, jak coś ważnego znajdę, to przyniosę tu.

Swoją drogą Google zmienia świat na lepsze. Wystarczy spojrzeć na to, jak wygląda dzisiaj MSN Search czy Yahoo Search. Yahoo Mail daje za darmo 100MB na pocztę, a Hotmail obiecuje jeszcze więcej.

Polskie portale jeszcze nie nadgoniły -- WP i Onet dają po 10MB, większość chyba już zupełnie przestaje rozdawać konta. Ale nadrobią, a jak nie, to jest dużo ludzi którzy ich zastąpią.

Ostatnio patrzyłem na różne serwisy do blogowania i też żenada. Blog.pl każe sobie płacić za założenie bloga, a i tak potem są reklamy. Na Myblog nawet nie udało mi się zarejestrować. Na Onecie jest kiszka z obsługą, a na Tenbit nawet nie wiedziałem jak coś napisać (nie pomogło przeczytanie FAQ). W Polsce nikt jeszcze dobrze tego nie zrobił (oprócz mnie, ale ja jeszcze nie skończyłem).

poniedziałek, lipca 05, 2004

Piosenka

Gdy ujrzała go był maj, pachniały bzy
W twarz uderzył wiatr, stanęły w oczach łzy
On uśmiechnął się, podniósł dłoń, spojrzeniem przywołał ją do siebie
Ujęła jego dłoń, ścisnęła mocno
Gdzieś w oddali ptak wzniósł pieśń radosną
Czy to wiosny czar, czy miłosny żar sprawiły to...

Że ona robbie loe d’amour, bo umi
Robbie loe d’amour, bo lubi to
Robbie loe d’amour, jakie to piękne jest

Że ona robbie loe d’amour, bo umi
Robbie loe d’amour, bo lubi to
Robbie loe d’amour a wokół kwitną bzy

Ciepłem swoich warg ogrzała go całego
On palce w jej włosy wplótł i spojrzał w niebo
W welurze jego ud znalazła schronienie swe i radość
Przed końcem drogi tej nie czuł już leku wcale
Cytować zaczął więc Goethego oryginale
Na koniec białym bzem udekorował włosy jej

Bo ona robbie loe d’amour bo umi
Robbie loe d’amour bo lubi to
Robbie loe d’amour jakież to piękne jest

Że ona robbie loe d’amour bo umi
Robbie loe d’amour bo lubi to
Robbie loe d’amour a wokół kwitną bzy

(Spec, Robbie loe d’amour)
Dzięki Tom! Podobno jest już kultowa w niektórych kręgach, w szczególności jako piosenka obozowa :) Powinni opublikować do tego chwyty gitarowe.

piątek, lipca 02, 2004

Apolityczni

Kierownicze stanowiska w administracji rzadowej moga obejmowac tylko apolityczni urzednicy - tak od dzisiaj stanowi przepis ustawy o sluzbie cywilnej. Przepis ten czekal na wejscie w zycie 5 lat. (Donosy #3768)
Dla jak szerokiej definicji słowa "apolityczni"?

środa, czerwca 30, 2004

Beady Belle, "Game"

Gra zaczyna się w domku dla lalek
Ona jest Księżniczką a on małym Księciem
Niezagrożeni przez ogra co zajął plac zabaw
Mają własny sposób na rozwiązywanie sporów
I tak zdecydują które z nich ma rację
Jeśli chcą być koronowani muszą być grzeczni i żyć z sobą w zgodzie

Chłopiec ma pistolet-zabawkę na wypadek wojny
I na nią właśnie najbardziej on czeka
Ona popycha kołyskę udając, że Barbi jest dzieckiem
Chłopiec stara się być twardy i wyluzowany
Dziewczynka miękką jak najlżejsza wełna
Książe jest gentelmanem, a Księżniczka najprawdziwszą damą [..]

Książe chce by Księżniczka widziała go w walce
Ona zaś nie widzi dla niej usprawiedliwienia
Ale on pokazać chce jej, że jest jej zwycięzcą
Na zewnątrz domku dla lalek, ogr rozpoczął atak
Trzęsąc domkiem tak długo, aż ten się rozpada
Muszą uciekać, Księżniczka i Książe, by nie być jego obiadem

Uciekają razem, cele mając wspólne
Lepiej w domu siedzieć i bawić się z dorosłymi
Mama mówi: "To tylko gra" i żeby się nie martwić
I w kuchni rozpoczyna się gra
Mama jest księżniczką, a Tata jest księciem
Dzieci nudzą się oglądaniem kopii tej starej historii

Wiedzą dokładnie jak się bawić
Wiedzą dokładnie co powiedzieć
Każde z nich sumiennie odbyło naukę swej roli

niedziela, czerwca 27, 2004

Przechowalnia

Pracuję w Przechowalni Rzeczy Nigdy Nie Odnalezionych. To miła praca, w ciepełku, a od czasu gdy wprowadziliśmy komputerową ewidencję, nie trzeba się nawet zbyt wiele gimnastykować na przesuwnej drabince.

Co kryje się w naszych przepastnych magazynach? Jest tu bardzo dużo Tych Jedynych Miłości, Bratnich Dusz i małych, smutnych, Bezpańskich już Piesków. Mamy też spory zapas Talentów i Zdolności, oraz wciąż rosnący zbiór Ukojenia.

Mamy też wiele bardziej trywialnych elementów życia: Adresów Stron Internetowych, Numerów Telefonów Do Tej z Oczami Jak Ogień i Miłych Wspomnień z Dzieciństwa. Ale znajdziesz u nas też Sens, Cel Życiowy, Powołanie i Słowa By Powiedzieć Co Czujesz.

Oczywiście są u nas też Kwity z Pralni, Ważne Dokumenty w Wordzie, Szklane Kulki i Końcówki do Uniwersalnych Śrubokrętów, chociaż tylko dwa Listy Do Cioci, bo te prawie nigdy się nie gubią. Listy Do Cioci są tak rzeczywiste, że przyklejają się bardzo ściśle do świata i spadają do naszego biura tylko w naprawdę wyjątkowych okolicznościach.

To dobra praca, może tylko czuję się czasem trochę samotny. Przechowalnia nie przyciąga zbyt wielu klientów -- jeżeli się zastanowić to w ostatnim czasie było ich dosłownie kilku. Więc gdy zobaczysz nasz szyld, wpadnij na chwilkę. Porozmawiamy, wymienimy się plotkami, a może nawet znajdziemy coś co kiedyś należało do Ciebie?

I nie mów proszę, że masz wszystko co ci jest potrzebne do szczęścia. Gdzieś tam w środku każdy ma puste miejsce, miejsce w które razem uda nam się coś dopasować.

Pozdrawiam,
Michał T.
(pełniący obowiązki Starszego Archiwisty)

piątek, czerwca 25, 2004

Ech

Kicia jest na mnie zła chyba, chociaż mówi że nie jest i nie chce powiedzieć dlaczego, bo przecież nie jest zła to jak może mieć powód. I do tego smsy, a ja nie znosze, bo w 160 znakach to mogę napisać wstęp do pierwszego rozdziału przedmowy do czegoś, a nie wyrazić spójną i ładnie brzmiącą myśl.

No i siedze tu jak gupi teraz. Może zaczekam do rana i ona odpisze, że już jest ok i wtedy pójdę spać jak człowiek.

Zachciało mi się na starość romansów, ech.

czwartek, czerwca 24, 2004

A tak protestowali...

A tak się kurcze bronili przed tą Unią, a tak Leppera kochali... Proszę bardzo, to jest właśnie dobry argument przeciw Samobronie, nie rysowanie świń w pasiastych krawatach. Swoją drogą słyszałem, że Lepper ma problemy ze zdrowiem i nie bardzo już może jeździć po kraju. Gdy on padnie, Samoobrona padnie razem z nim.

Minister Rolnictwa

namawia rolnikow, zeby zglaszali sie do Samoobrony po odszkodowania za utracone dochody. Lepper istotnie straszyl, ze zaleje nas tania zywnosc z Unii i rolnicy nie beda mogli nic sprzedac. Tymczasem jest na odwrot: o wykupywaniu polskiego miesa juz pisalismy. W zachodnich wojewodztwach mocno zdrozalo mleko. Lokalne mleczarnie skarza sie na brak surowca. Wszystko dlatego, ze niemieckie mleczarnie kupuja mleko u polskich producentow i wywoza przerabiac u siebie. Zachodni farmerzy chetnie kupuja tez w Polsce zywe cieleta, zeby u siebie podchowac i sprzedac. Dostaja za to wieksza doplate z UE, niz polski hodowca. Rolnicy obecnie moga za cielaka dostac i 3 razy wiecej, niz jeszcze
2 miesiace temu.

Zdaniem ministra, kto uwierzyl Lepperowi i ograniczyl produkcje, ma prawo czuc sie teraz oszukany. (Donosy #3762)

poniedziałek, czerwca 21, 2004

Kto daje i odbiera?

PKP bardzo walczyło o te swoje miliony złotych dotacji, więc teraz Urząd Antymonopolowy dowalił im kare w wysokości 40 mzł (milionów złotych). Fajnie :)

Za sto lat

Za sto lat ludzie będą śmiać się, że "ci głupi ludzie z początku poprzedniego wieku naprawdę uwierzyli, że Irak miał broń masowego rażenia". Będą z oburzeniem czytać w szkolnych podręcznikach, że w wyborach prezydenckich mogliśmy głosować tylko na jednego kandydata, co w oczywisty sposób ograniczało demokrację, i że tego nie rozumieliśmy, no ale "sto lat temu ludzie byli poprostu głupsi". Będą rechotali nad wyborczymi obietnicami "stworzenia miejsc pracy", "zmniejszenia korupcji przez stworzenie kolejnego przekupnego urzędu do spraw korupcji" i "zmniejszenia podatków przy jednoczesnym zwiększeniu wydatków budżetowych i bez zwiększania deficytu".

Będą kręcić głowami nad naszym głupim przekonaniem, że jak się zabroni używać narkotyków, to natychmiast wszyscy przestaną je brać, zamiast handel środkami odurzającymi zwyczajnie opodatkować i kontrolować prawem. I nad tym, że legalnie kupowaliśmy papierosy, niezwykle szkodliwe i alkohol, bardzo silnie uzależniający, a konopie, roślina która nie dość, że przyjemna i mało szkodliwa, to jeszcze mająca ewidentne zastosowania przemysłowe i medyczne była traktowana na równi z uranem i sarinem. I że uczyliśmy nasze dzieci obrzydliwego kłamstwa, że wszystkie nielegalne narkotyki są tak samo szkodliwe, przez co masa młodych ludzi uzależniła się od amfetaminy i heroiny.

Będą zaśmiewać się z naszych wydumanych i pompatycznych religii i obrzędów, tak jak my patrzymy dziś na krwawe ofiary Inków czy katolicką Ikwizycję. Nie będą w stanie zrozumieć, jak to mogło być, że tak wielu gotowych było ginąć za jakiś nieistniejący już kraik, a tylko garstka za planetę na której te państewka się z trudem mieściły. Że mimo ostrzeżeń ekologów i wyjątkowo wyraźnych -- nawet jak na naszą prymitywną technologię -- zdjęć satelitarnych na których było czarno na białym widać ZAJEBISTĄ DZIURĘ W OZONIE NAD BIEGUNEM. "Szkoda, że bardziej nie dbali, bo przez to była ta epidemia raka skóry w 2050, no ale przecież to byli kretyni."

Zmądrzejmy, albo będziemy pośmiewiskiem przyszłych pokoleń.

UPDATE: No dobrze, nie będziemy, ludzie za sto lat będą równie głupi co dzisiaj. Ale czyż nie wolno mi marzyć? (dzięki Milo)

niedziela, czerwca 20, 2004

Dla fanów H.P.Lovecrafta

Napotkałem przynajmniej jedną z niezwykle interesujących roślin-miraży o których opowiadało wielu z naszych ludzi. Anderson ostrzegł mnie przed nimi i opisał bardzo dokładnie ich wygląd: cienka łodyga, ostro zakończone liście i jakby oplecione pajęczyną kwiaty, których oszałamiające opary przedostawały się bez trudu przez wszystkie maski ochronne. [..] Choć wszystko niebezpiecznie się kręciło, spróbowałem ruszyć we właściwym kierunku, wycinając sobie drogę. Trasa którą przebyłem musiała być daleka od linii prostej, ponieważ dopiero po upływie wielu godzin uwolniłem się on wpływu rośliny-mirażu. Tańczące światełka powoli zniknęły, a mieniąca się, nierzeczywista sceneria nabrała bardziej solidnego wyglądu. Gdy mój umysł oczyścił się już całkowicie spojrzałem na zegarek, który ku mojemu zdziwieniu wskazywał zaledwie godzinę 4:20. Choć odniosłem wrażenie, że minęła wieczność, całe doświadczenie trwało zaledwie nieco ponad pół godziny. (H.P.Lovecraft, "In the Walls of Eryx" ("W murach Eryksu"), 1939)
Prawdopodobnie od tego czasu używa się różnych form liczby 420 w kontekście palenia marihuany ("Stary, jest 4:20, przyjdź tu szybko.").

UPR w Sejmie :)

Dzięki eurowyborom Unia Polityki Realnej ma wreszcie posła. Na miejsce Pawła Piskorskiego do Sejmu wszedł Leszek Samborski, który w wyborach startował z listy PO, ale obecnie jest w UPR. No proszę, a tak im się ta Unia nie podobała... (Donosy #3759)

sobota, czerwca 19, 2004

(muzyka) Nils Petter Molvaer, "Khmer"

Nils Petter Molvaer, "Khmer" -- jazz + elektronika; nie zachwyca, wolałem ich na płycie Funkstorung i wcześniej. Ma kilka silniejszych momentów, np. tytułowy Khmer, Platonic Tears czy spokojny jak muzyka do "Kolorów" Kieślowskiego Phum, ale wolę na przykład Skalpel czy Coltrane'a. Może się spodobać fanom klasycznego elektronicznego jazzu.

Papieros

Czasem gdy pomyślę, że chętnie bym zapalił patrzę na popielniczkę, a tam leży zupełnie nowy, świeżo podpalony papieros. Lubię te momenty.

czwartek, czerwca 17, 2004

Prawdziwe wyniki wyborów do PE 2004

Poparcie dla poszczególnych partii.

PO 5,0%
LPR 3,3%
PiS 2,6%
SAMO. 2,2%
SLD-UP 2,0%
UW 1,5%
PSL 1,3%
SdPL 1,1%

Najwyższe popracie uzyskała Platforma Obywatelska, na którą głosowało 1,5 mln ludzi. Wyniki na podstawie frekwencji 20,87% uprawnionych wyborców.

Anoreksja

Przeczytałem, że kubeczki smakowe mamy nie tylko na języku, ale też w przełyku i żołądku -- czyli na całej długości górnego układu pokarmowego. Zastanawiam się, czy anoreksja nie może wynikać z zachwiania logiki przetwarzania informacji właśnie na tym poziomie. Żołądek daje informacje sprzeczne z jakimś głębszym mechanizmem zapotrzebowania na substancje odżywcze (który może być uszkodzony i np. odrzucać białko jako trujące) i odpowiednie ośrodki dostają polecenie wywołania potrzeby wymiotów.

Taka sobie myśl, ale jestem ciekaw czy ktoś badał już w tym kontekście pozapsychologiczne uwarunkowania anoreksji.

Update 04/06/18: Kicia mi powiedziała, że to nie przy anoreksji się wymiotuje, tylko przy bulimii. Ale reszta argumentu dalej mnie interesuje. Dziękuję Kiciu :)

czwartek, czerwca 10, 2004

Stara anegdotka

Na ulicy podeszła do mnie kobieta i wskazując palcem moją zamszową kurtkę spytała "Wie pan, że żeby mógł pan nosić tą kurtkę zginęła niewinna krowa?". Rozglądając się gwałtownie na boki odpowiedziałem z szaleństwem w głosie, "Nie wiedziałem, że byli jacyś świadkowie. Teraz będę musiał panią też zabić."
Jake Johansen

niedziela, czerwca 06, 2004

Dalej aktualne

Witaj żołnierzu, jestem twoim karabinem
Jesteśmy to po ty, by działać obaj razem
Szalony fanatyk we krwi po szyję
Zniszcz go, zanim on cię zabije
Umowy naszych władców, tracą zyski
Musimy to zrobić w imię korzyści
Jesteśmy aktorami wielkiego spektaklu
Peter Arnett nadaje z Bagdadu

Hej ty żołnierzu, nie zapomnij o mnie
Jeśli wrócisz do domu, kiedykolwiek
A teraz szykujcie się do wielkich czynów
Matki, szykujcie na wojnę swoich synów
I pamiętaj, Bóg zawsze jest z nami
Tak jest teraz, tak i przed wiekami
On ci pomoże, walcz w imię Boże
Giń w imię Boże!

Ta wojna nie jest dla wolności
To wojna dla korzyści!
Ta wojna nie jest dla wolności
To wojna dla korzyści!
Ta wojna nie jest dla wolności
To wojna dla korzyści!
Ta wojna nie jest Boża!
To wojna o ropę blisko morza

Kazik, "Bagdad" (1991r.)

sobota, czerwca 05, 2004

Wołowina

Wołowina



Audio (mp3):
Studio Sport
Sonda
Piątek z Pankracym
Tik Tak
Sobotni Seans Filmowy
Piosenka o Nowej Hucie
Dziennik telewizyjny '60-'70
Smerfy
Rambit
Wilk i Zając

Obrazki (jpg):
Zegarek elektroniczny Unitra (ja muszę taki mieć koniecznie! zapytajcie rodziców czy nie mają, proszę proszę proszę, jeżeli będę musiał to nawet zapłacę :) )
torba Pewex
pistolet-zabawka Prezycja
naboje do syfonu
bilet SKM
i oczywiście stylowe "Relaksy"

To są zapomniane skarby polskiej kultury z serwisu PolskaLudowa.com (via Maciek oczywiście).

piątek, czerwca 04, 2004

Prawo

Prawa nie powinni tworzyć sami prawnicy, ani tym bardziej grupy interesu---partie chłopskie, robotnicze, czy inne skupiające się na określonym, wąskim problemie---ekolodzy, antykomuniści czy socjałowie. Prawo powinno być jednakowe dla wszystkich, więc nie powinno się tworzyć przepisów wspomagających jedną, określoną gałąź gospodarki czy grupę społeczną. Nie powinno być ono sposobem na wymuszanie przepływu środków od jednej grupy osób do drugiej---a zwróćcie uwagę, że tymi samymi słowami zdefiniować można zwykłą kradzież.

Jednak radykalni anarchiści mylą się gdy twierdzą, że nie powinny istnieć wogóle żadne prawa. Oczywiste jest chyba, że są one doskonalszym sposobem na regulację stosunków społecznych niż religia w obecnej, a nawet swej dawnej postaci---kiedyś spełniała ona więcej z dzisiejszych funkcji prawa, a ludzi którzy łamali jego prawa karano cieleśnie, czasem nawet zabijano, co widać choćby w Biblii, we wszystkim chyba scenie kamieniowania nierządnicy ("niech ten kto jest bez grzechu rzuci pierwszy kamień"). Jednak religia zawsze obciążona jest kosztem rytuału i balastem tradycji, a jej źródła informacji są skromne i niepewne, bo spowiedź stała się nieskuteczna w zdobywaniu zeznań po tym jak przestępcy nauczyli się, że gdy nie powie się księdzu wszystkiego, bóg nie zsyła gromów z nieba w formie pokuty---czyli w moim przypadku po drugiej wizycie w konfesjonale.

Prawa są przydatne i powinny istnieć, jednak sytuacja w której wspomaga się jednych kosztem drugich jest zdrowa do czasu, gdy wszyscy są zgodni co do tego, komu należy pomagać---ofiarom wypadków i przestępstw, niepełnosprawnym. Gdy jednak pomoc rozszerza się na tych którym tylko słabo się wiedzie---ubogich, bezrobotnych, samotne matki, tracących pracę, górników---zaczyna rosnąć opór reszty społeczeństwa, ponieważ coraz bardziej umowna staje się granica między krzywdą bliźniego, a moim własnym życiem. Niewielu ludzi uważa się za naprawdę bogatych, więc pomoc ubogim staje się uciążliwa gdy poziom ich życia nie różni się odczuwalnie od mojego. Coraz więcej kobiet samotnie wychowuje dzieci więc te z nich którym się nie pomaga, z zarobkami powyżej pewnej arbitralnej granicy, nie poczuwają się do obowiązku pomagania tym, które zarabiają niewiele mniej od nich. Szczególnie, że pomoc organizowana przez państwo, ogromną instytucję z przeogromną biurokracją, jest stosunkowo droga---procent każdej wpłaconej złotówki który dociera do potrzebujących jest zwykle mizerny.

Niepewność racjonalności redystrybucji środków budzi głos sprzeciwu w tych którzy płacą, zaś każda próba zaprzestania pomocy uprzywilejowanej grupie również musi wywołać jej, czasem nawet gwałtowny, sprzeciw. Konflikt który wtedy powstaje jest klasowy, dużo groźniejszy niż indywidualna akcja zdesperowanej wąskiej grupy społecznej. Jeżeli górnicy wyjdą na ulice z kilofami by zabijać innych i niszczyć mienie, mamy w Polsce dość policji---a w ostateczności również wojska---by ich powstrzymać. Niezbyt dobrze zorganizowani, słabo uzbrojeni i niewyszkoleni, nie stanowią realnego zagrożenia dla wprawionych w aktywnym stosowaniu przymusu sił policyjnych. Wojna domowa grozi nam jedynie gdy znaczna część społeczeństwa, znacznie większa niż jeden czy dwa procent populacji (czyli mniej powiedzmy pół miliona Polaków) sprzeciwia się działaniu rządu i sił porządkowych. Jednak grupa bez ideologicznego wsparcia większości lokalnej ludności może najwyżej na kilka dni zakłócić prace sporej metropolii i podpalić kilka sklepów czy samochodów. Straty nieporównanie mniejsze niż w czasie niewielkiej nawet prawdziwej rewolucji.

Prawo powinno być równe dla wszystkich, bo wtedy conajwyżej wszyscy bedą na nie wspólnie narzekać, bo dla wszystkich będzie równie uciążliwe. Takie prawo łatwiej jest uczynić skutecznym, gdyż wszyscy obywatele wspólnie cierpią przez jego słabości, oraz jest ono tańsze w egzekucji, bo nie trzeba tworzyć i zarządzać instytucjami określającymi kto konkretnie mu podlega, ani dbać o "równość" redystrybucji. Prawo postrzegane powszechnie jako dobre, jest trwałe---trudniej więc manipulować nim przy pomocy pieniędzy, a jego uniwersalność powoduje, że nawet gdy możliwe, manipulowanie prawem jest mało opłacalne.

Dlatego cieszy mnie coraz szersze poparcie społeczne dla idei "rządu fachowców", w którym kulturą kierują wielcy ludzie kultury, edukacją pedagodzy, przepisami drogowymi---ktokolwiek zajmuje się takimi rzeczami, a wszystkie ich projekty wyceniane są przez ekonomistów, spisywane przez prawników, głosowane przez najmądrzejszych z nas i wprowadzane w życie przez oszczędnych i pomysłowych biznesmenów. Pragnę państwa, które nie stara się nic ulepszać, bo od tego są naturalne prawa rynku, lecz tworzy prosty i przejrzysty system w ramach którego prowadzić można działalność ekonomiczną i życie społeczne.

Myślę, że potrzeba nam---szczególnie w tak niezwykłym i obiecującym okresie---takiego rządu fachowców, którzy nie będą się za bardzo wtrącać i zadbają, żeby wszystko co ma działać, poprostu działało.

środa, czerwca 02, 2004

Statystyka mojej poczty

Od 13 maja: 3,042 wiadomości

Śmieci (głównie wirusy): 2,062 (68%)
Spam (reklamy): 582 (19%)
Czytadła (newslettery itp): 120 (4%)
Inne (prywatne, praca i reszta): 287 (9%)

Biorąc pod uwagę, że ogromna większość wirusów rozsyła się dzięki dziurom w programie pocztowym Microsoft Outlook Express, jego producent, firma Microsoft jest dużo większym szkodnikiem internetowym niż wszyscy spammerzy rozsyłający codziennie miliony reklam razem wzięci.

Czyli nic nowego.

Jacek w Afryce

Jacek: Półtoragodzinna podróż danfo (autobus) minęła szybko i bezproblemowo. Mężczyzna siedzący obok mnie zapytał skąd jesteśmy. "Poland" – odpowiadam. "A-ha. Europe or Asia?" – dopytał jeszcze tylko mój rozmówca.

wtorek, czerwca 01, 2004

Primus - DMV

Byłem w piekle. Nazywa się... nazywa się DMV
Każdy kto tam był wie dokładnie o czym mówię
Stałem tam i czekałem, i dusiłem w sobie krzyk
Wolałbym już przespać się z szympansem
    — możecie uważać, że to bez sensu

Kiedy potrzebuję wytchnienia nazywam je THC
Może niektórzy z was wiedzą z grubsza co mam na myśli
Siedzę i wypalam sobie wielkie kawały pamięci
Powoli robiąc sobie pełną lobotomię
    — możecie uważać, że to bez sensu

Grille, czajniki na herbatę i grudy smaru do osi
Dla każdego mężczyzny przychodzi pora by wpłynąć na morze sera
Życie jest wielką misą hot-dogów, choć są też nieprzyjemnostki
Zimne siedzenia muszli klozetowych, fotele dentystyczne i wyprawy do DMV
    — możecie uważać, że to bez sensu

Byłem w piekle. Nazywa się... nazywa się DMV
Każdy kto tam był wie dokładnie o czym mówię
Stałem tam i czekałem, i dusiłem w sobie krzyk
Wolałbym już przespać się z szympansem
    — możecie uważać, że to bez sensu

Primus, "DMV"


DMV – Department of Motor Vehicles (Wydział Pojazdów Mechanicznych), załatwia się tam wszystkie sprawy związane z prawem jazdy oraz czeka w długaśnych kolejkach

"morze sera" – ("seas of cheese") od angielskiego "cheesee", czyli "wieśniackie"; w pewnym wieku mężczyźni przestają dbać o wygląd a zaczynają o trawnik przed domem, noszą czapeczki z prostym daszkiem i ogólnie stają się wieśniakami — wpływają więc na serowe morza.

Śmiesznostki

"Faceci w Czerni", "Star Wars"

poniedziałek, maja 31, 2004

niedziela, maja 30, 2004

Cyrkowe drzewa Axela Erlandsona

Słyszeliście o Bonsai Kitten, kotkach hodowanych w butelkach by osiągnęły określony kształt? Zobaczcie teraz Cyrkowe drzewa Axela Erlandsona.

PS. Drzewa są prawdziwe. Kotki bonsai — nie.

Naturalizm i kreacjonizm

Nie wiedziałem, że można posunąć się tak daleko w absurd nie nosząc przy tym aluminiowej czapeczki przeciw falom czytającym myśli, ale okazuje się, że jest w Stanach grupa ludzi która promuje wprowadzenie nauki o kreacjonizmie do programu szkolnego. Dzisiaj dzieci i młodzież w szkołach uczą się, że według teorii Darwina człowiek pochodzi od małpy (tak naprawdę małpa i człowiek pochodzą od tego samego przodka, ale autorytety naukowe uważają, że kłamstwa niezbędne są w edukacji). Kreacjoniści chcą, żeby uczyć ich też konkurencyjnej teorii, że człowieka i wszystkie inne żywe istoty stworzył Bóg.

Po części się z nimi zgadzam. Teoria Darwina jest tylko teorią i nie jesteśmy w stanie jej w pełni sprawdzić — cała wiedza na jej temat pochodzi z obserwacji biologicznych i badań skamieniałości pradawnych zwierząt i roślin. Teoria kreacjonizmu (czy jak wolą jej autorzy "intelligent design" czyli "inteligentnej kreacji") głosi, że ewolucja biologiczna nie może odpowiadać za powstanie najbardziej złożonych mechanizmów naszej planety, w szczególności za ludzi i inne zwierzęta. Tego oczywiście też nie można sprawdzić, ale wydaje się słuszne, żeby uczyć dzieci wszystkich najbardziej popularnych teorii w danym temacie.

Kreacjoniści piszą, że w nauce o powstaniu człowieka nagminnie używa się filozoficznej koncepcji "naukowego materializmu", która polega w skrócie na tym, że nauka zajmuje się tylko rzeczami materialnymi, co szczególnie widać w naukach ścisłych — fizyce, chemii itd. Piszą też, że dla nauki humanistycznej jaką jest historia, a szczególnie historia powstania człowieka, materializm naukowy jest wciąż gorąco debatowany jako ich potencjalne narzędzie.

Tu zaczynamy trafiać na schody. Po pierwsze historia powstania człowieka nie należy do nauk historycznych, które zajmują się działaniami człowieka, nie historią naturalną wszechświata, czy nawet tylko Ziemii. Powstawanie gatunku ludzkiego jest przedmiotem badania biologii, ale to niczego nie zmienia, bo historia też opiera się na materialiźmie. W (poważnych) książkach historycznych nie występują duchy, elfy, bogowie ani anioły. Występują w nich ludzie — głównie martwi — i przedmioty przez nich stworzone — głównie służace do czynienia martwymi innych. W szkole nie przykładałem się szczególnie do historii, ale chyba bym zauważył gdyby było tam cokolwiek o krasnoludkach i mówiących kamieniach.

Po drugie, kreacjonizm nie jest teorią naukową. Teoria naukowa, chociaż oczywiście jej definicja podlega dyskusji, wymaga określenia faktów i oparciu na nich wniosków. W kreacjonizmie nie ma żadnych faktów. Argumenty kreacjonistów to po pierwsze, że tak złożone mechanizmy jak człowiek czy zwierze nie mogły powstać tylko dzięki ślepemu losowi, a po drugie, że gdy skoro wszystkie nienaturalne (tj. nie będące dziełem natury) obiekty które znamy zostały przez kogoś (człowieka) zaprojektowane i zbudowane, to obiekty naturalne, czasem daleko bardziej złożone niż najbardziej skomplikowany samolot czy komputer, też musiały mieć swojego twórcę.

Jeżeli ktoś pisze (bez podania argumentów), że coś jest zbyt złożone by mogło powstać samo, to znaczy dokładnie tyle, że autor nie umie sobie wyobrazić jak coś takiego mogłoby powstać naturalnie. To, że ktoś czegoś nie rozumie nie jest dla mnie argumentem naukowym przeciwko czemukolwiek.

Idąc dalej, nie istnieje coś takiego jak przedmiot nienaturalny. Wszystkie obiekty nienaturalne są tak naprawdę dziełem człowieka, który z kolei jest częścią natury. Dużą, głośną, smrodliwą i często trującą częścią, ale wciąż częścią. Czy jeżeli ptak składa gniazdo z patyków i traw, pszczoły zakładają nowy ul, a żółwica wykopuje na plaży dziurę w której zakopie swoje jaja, to obiekty te powstały nienaturalnie? Człowiek robi to samo używając bardziej zaawansowanych technologii.

Uznanie za teorię naukową kreacjonizmu sprawia, że musimy rozpatrzeć naukowo istnienie Boga — które jest dla niej naczelnym warunkiem poprawności. Jeżeli jednak traktujemy Boga naukowo, to ogromna większość nauk naturalnych traci sens. Główny filar idei istnienia bóstw to ich całkowita niewykrywalność.

Wiara w Boga polega na tym, że wierzy się pomimo całkowitego braku dowodów — i proszę mi nie mówić o wszystkich możliwych "cudach" które prędzej czy później okazują się zbiegiem okoliczności albo oszustwem. Dalej, jeżeli nawet w jakiś niewyobrażalny sposób stwierdzilibyśmy bez wątpliwości, że Bóg naprawdę istnieje, musielibyśmy go jeszcze spytać czy to on i dostać jakąś odpowiedź. Tak więc prawdopodobieństwo zdobycia silnego argumentu (nie pewności, bo przecież Bóg mógł skłamać) za kreacjonizmem jest równie możliwe, co przeprowadzić dialog z Bogiem. Pozostawiam do waszej oceny jak bardzo jest to prawdopodobne, ale nikomu się jeszcze chyba nie udało.

Dodatkowo, jeżeli uznajemy zasadność uczenia w szkole, że Bóg stworzył człowieka, to żądam też poszanowania równości wszystkich religii wobec państwa i nauczania też teorii, że pierwszych ludzi tak naprawdę wysmarkał Wielki Grożny Potwór Z Eeeek (którego właśnie wymyśliłem).

Uczenie kreacjonizmu na równi z teorią Darwina jest moim zdaniem niedorzeczne. Kreacjonizm to teoria religijna i filozoficzna, trudno ją nawet porównywać z teorią biologiczną. Na kreacjonizm nie ma żadnych argumentów (oprócz czysto subiektywnego "nie wydaje mi się") i nie wiem nawet (ha, użyłem argumentu "nie rozumiem":) na czym miało by polegać uczenie go. Po trzecie, nie chodzi tu o konflikt między religią i innymi naukami. Chodzi o konflikt pomiędzy nauką i religią, w którym pewnie nauka wygra jak zawsze przedtem.

Chyba że wierzycie też, że Ziemia jest centrum wszechświata, ale w takim wypadku trzymajcie się ode mnie z daleka.

Update: Kreacjoniści twierdzą, że teoria stworzenia człowieka (lub życia na Ziemii) przez jakąś formę inteligencji nie wymaga istnienia Boga, więc nie jest oparta na religii. Ich zdaniem równie dobrym wytłumaczeniem są kosmici. No tak...

Jak powiedział Bill Hicks, ludzie którzy opowiadają się za kreacjonizmem wyglądają zwykle na bardzo mało wyewoluowanych.

czwartek, maja 27, 2004

Dziennikarstwo Wirtualnej Polski

W informacji WP o tajemniczym zaginięciu pisarki Helen DeWitt autor napisał:
Najbardziej znana powieść Helen Ostatni samuraj została ostatnio zekranizowana. Film pod tym samym tytułem został trzykrotnie nominowany do tegorocznych Oscarów. W roli głównej mogliśmy oglądać Toma Cruise’a.
Książka o której mówi autor to "Ostatni Samuraj", w którym DeWitt opowiada o dorastaniu pięcioletniego chłopca pod okiem jego niewiarygodnie oczytanej matki w realiach dzisiejszego Londynu. To cudowna i niezwykła opowieść o poszukiwaniu przez Ludo zaginionego ojca którego imienia matka nie chce mu wyjawić, o roli postaci ojca w życiu itd. Jedyni japońscy wojownicy którzy w niej występują to postacie filmu "Siedmiu Samurai" Kurosawy których Sibylla chce przedstawić swemu synowi jako siedem modeli zachowania, by z winy braku kontaktu z biologicznym ojcem nie czuł pustki braku archetypu mężczyzny.

Jako źródło informacji podana jest agencja Reuters. Poszukałem oryginalnego newsa i rzeczywiście jest tam mowa o filmie z Tomem Cruisem:
Her critically acclaimed debut novel "The Last Samurai," which is unrelated to Tom Cruise's latest movie of the same name, tells the story of a single mother and her son, Ludo, who reads ancient Greek at age 4 and obsessively watches the classic Japanese film "The Seven Samurai."
Kluczowe jest "is unrelated to", które znaczy coś dokładnie odwrotnego niż myślała redakcja wp.pl. Gratuluję. (via Emma)

Update: zaginiona pisarka już się podobno znalazła, była tylko z wizytą u cioci na wsi, czy coś takiego.

środa, maja 26, 2004

Mam konto na Gmail!

Ostatnio bardzo podniecam się nowym darmowym serwisem e-mail testowanym przez Google o nazwie Gmail. Google zamierza niedługo otworzyć własny serwis w którym będzie można założyć sobie za darmo konto e-mail o pojemności 1GB (1000 MB), co trudno nawet porównać z czterema megabajtami na Yahoo, czy dziesięcioma na Wirtualnej Polsce. Obsługuje się bardzo łatwo i jest szybsze niż mój program pocztowy pod Windows.

Ucieszyłem się i chciałem się pochwalić :)

Szwedzkie reality show na zamku w Grodźcu

Donosy #3742: Szwedzkie reality show na zamku w Grodzcu

Rozpoczeto juz krecenie odcinkow, w szwedzkiej tv pokazane zostana
na jesieni. Bedzie to "Riket" (Krolestwo), nowy rodzaj show:
realitydrama, czyli polaczenie swiata realnego z fantazja. W fikcyjnym
sredniowiecznym panstwie 15 uczestnikow bedzie budowac cywilizacje,
z tym ze 'bogaci' na zamku, a 'biedni' na podzamczu, dojac krowy
i sadzac kapuste. Szwedzi wybrali zamek w Grodzcu (niedaleko Zlotoryi)
z prawie tysiaca innych propozycji w Europie. Zdecydowala dobra
sredniowieczna architektura zamku, stosowne zniszczenia i to, ze lezy
na uboczu. Na potrzeby programu Szwedzi juz uzupelnili tynki, polozyli
podloge w sali ksiazecej, odmalowali kaplice. Zakupiono zwierzeta
hodowlane od miejscowych rolnikow, zatrudnienie znalezli tez stolarze,
ochroniarze oraz mlodziez z poprawczaka.
Ideologiczni przeciwnicy reality-shows powinni wziąć pod uwagę, że to przynajmniej bardziej interesujące niż powstanie kolejnego zespółu sportowego lub wypromowanie kolejnej Britney Spears.

wtorek, maja 25, 2004

RFID i prywatność

RFID to maleńkie elektroniczne bezprzewodowe metki na produktach, których sygnał odebrać mogą specjalne czytniki w magazynach, półkach, kasach itd. W przeciwieństwie do kodów kreskowych które identyfikują poszczególne linie produktów, każda metka RFID pozwala zidentyfikować jeden konkretny egzemplarz. Telewizor z metką RFID w momencie sprzedaży może być wpisany do baz danych pod moim nazwiskiem.

"Przekrój" (21/04): Zdecydowanym krokiem kierujesz się do działu odzieżowego i sięgasz po upatrzoną koszulę. W tym momencie dyskretnie umieszczony na półce czytnik przesyła do systemu komputerowego informację: towar 21-000269-0A3486 (czyli twoja koszula) został zabrany z półki. Jesteś więc sledzony. Idziesz do przymierzalni -- twój ruch został zanotowany. Po drodze wziąłeś jeszcze ulubione lody bananowe -- systemowi nie umknie żadna informacja. Zbliżasz się do kasy -- nie musisz nawet wyjmować rzeczy z koszyka, wszystkie chipy RFID przymocowane do produktów zgłaszają swoją obecność, a na ekranie natychmiast pojawia się kwota do zapłacenia. Prawda, że wygodne? Podajesz tylko swoją kartę kredytową i... TRACH! Twoja prywatność padła, lęzy i kwiczy. Wielka machina do wyciągnania pieniędzy wie już o tobie wszystko. Zna twoje dane osobowe i ulubione produkty. Oczywiście po pierwszej wizycie informacja nie jest pełna, ale po trzeciej czy czwartej -- jesteś nagi.

Gdy następnym razem wchodzisz do sklepu podchodzi do ciebie miła pani i uśmiechając się, mówi: "Panie Tomaszu, chciałabym panu zaproponować pana ulubione lody bananowe w promocyjnej cenie. Mam też nadzieję, że pana nowa koszula dobrze się sprawdza".
No cóż, umiem sobie wyobrazić gorszy dzień. System nie wie o mnie wszystkiego, tylko jak się nazywam (trudno zaprzeczyć, że płacąc kartą kredytową takie dane są istotne) i jakie produkty najczęściej kupuję w danym sklepie. Lub nawet wszystkich sklepach, co z tego? To niedobrze, że ktoś nam zaoferuje ulubione produkty po niższej cenie lub zainteresuje się czy jesteśmy zadowoleni z ostatnich zakupów? Nawet bym się ucieszył, że dbają o mnie jako klienta.

Wiedzą co kupuję i kim jestem? To samo wie sprzedawczyni ze sklepu na moim osiedlu. Wie jakiej marki papierosy palę (Marlboro), który tygodnik polityczny zwykle czytam (Przekrój), zna mój ulubiony napój energetyczny (ostatnio Burn) i wie, że zwykle nie pamiętam ile bułek mam w koszyku. Nie czuję się przez to szczególnie nagi. Gdy zapomnę kupić papierosy i sprzedawczyni mi o tym przypomni, zaoszczędzę sobie ponownej drogi z górki i pod górkę.

A może popatrzmy na pozytywy? Nie trzeba będzie stać za babą kupującą trzydzieści tysięcy różnych zup w proszku, bo wszyscy klienci niezależnie od zawartości koszyka kasowani będą błyskawicznie. W Sainsbury's widziałem już automatyczne kasy -- gdzie po zliczeniu produktów przeciąga się kartą kredytową przez maszynę i idzie do domu. Narazie trzeba samemu przeskanować wszystkie produkty, ale RFID temu zaradzi.

Kradzieże w sklepach pewnie nie znikną całkiem, ale może będzie ich mniej, bo metka może być zatopiona w produkt (koniec niewygodnych plastykowych klatek w których zamyka się dziś filmy dvd) i trudniej będzie się jej pozbyć. Nie wystarczy też owinąć w coś produkt przy kasie, bo gdy technologia się rozpowszechi czytniki RFID będą wszędzie. Ukradniesz w jednym sklepie bluzkę albo pudełko cukierków, a w następnym sklepie do którego wejdziesz zawyje przy wejściu alarm. Czytniki RFID będą przy drzwiach w domu (nieuczciwi goście) i przy wyjściu w metrze (bo tam chodzi pełno ludzi).

Że będzie można mnie znaleźć w całym mieście? Bardzo dobrze, chcę żeby było mnie łatwo znaleźć. A państwo policyjne które miałoby wtedy nadejść? Będę się starał, żeby państwo policyjne było niepotrzebne i niemożliwe. Irracjonalny strach przed utratą "tajemniczości" nie powstrzyma rozwoju technologii -- nigdy jej dotąd nie powstrzymał. Zależy tylko, czy ze wszystkich tych cudownych zdobyczy techniki skorzystamy my, czy nasze prawnuki.

Ten sam problem co z kamerami policji w miejscach publicznych -- ogromny krzyk krytyków i frików prywatności, a potem statystycy którzy mówią, że brutalna przestępczość w miejscach obserwowanych przez kamery w bardzo krótkim czasie praktycznie zanika. Rozumiem, że nie jest fajnie jeżeli kamera się na nas gapi jak całuję się z dziewczyną w ciemnym zaułku, ale z drugiej strony chcę by pilnowała żeby w takim momencie ktoś nie napadł.

Prywatność będzie zapewniona przez nadmiar materiału do oglądania. Po pierwszym szoku możliwości nowej technologii okaże się, że najlepszą pornografię kręcą jednak profesjonaliści, a "prawdziwe" seriale społeczne takie jak Klan czy Seks w wielkim mieście są ciekawsze od tego co rzeczywiście dzieje się u sąsiadów.

Nie opierajmy się postępowi, a będzie naprawdę fajnie, obiecuję :)

Nie miałem pojęcia

...że tak dużo danych dostępnych jest na Internecie. Właśnie dowiedziałem się dzięki City Data, że w Dickens, Iowa (242 mieszkańców) jest jedna facet (a może kobieta?) który nie ma samochodu, chociaż aż siedem rodzin ma więcej niż pięć pojazdów. Dwie rodziny mają tylko jedną sypialnię, podczas gdy większość ma dwie lub trzy. Mieszka tam dwóch Indian, czy to oni są tacy biedni? Do najbliższego uniwersytetu jest siedemdziesiąt kilometrów i co trzecia osoba nie ma skończonej szkoły średniej, za to mają dwa lokalne programy telewizyjne.

Przynajmniej osiem dziewczyn nie znajdzie sobie narazie faceta w swoim mieście, ani w najbliższym (13km) Ruthven, Iowa (711 mieszkańców), gdzie sytuacja jest jeszcze gorsza, a i tak ciężko pojechać bez samochodu. Czy one wszystkie wyemigrują 800km dalej, do Chicago, by tańczyć na scenie i powiększać już i tak dwukrotnie wyższy niż średnia wskaźnik przestępczości?

W blisko trzymilionowym Chicago najwięcej (28tys.) jest trzydziestolatków, o siedem tysięcy więcej niż piętnastolatków. To boomersi, my też ich mamy i też będziemy ich utrzymywać, na szczęście nie skazani na ich architekturę która mam wrażenie miała za zadanie coś nam wszystkim udowodnić.

I że w Stanach Zjednoczonych jest równo dwadzieścia miejscowości o nazwie "Troy", ale tylko dwie "Babylon". No i dziewięć "Warszaw" (Sopotu nie było).

Look Where the Phoon Is

Myślicie, że phooning się u nas przyjmie?
To zdjęcie wygląda trochę jak mój zeszły tydzień. (via Antipixel)

poniedziałek, maja 24, 2004

Tym oto.

Zrobiłem możliwie chyba najprostsze oprogramowanie do robienia blogów. Jeżeli chcesz założyć sobie blog, zapraszam na plog (param parara).

niedziela, maja 23, 2004

Pisać?

Czy mam wam pisać o takich rzeczach jak Internet, wyszukiwarki i przyszłość informacyjnego społeczeństwa, prawa autorskie, piractwo, wybory w USA i temu podobne? Czytam sporo na te tematy, ale nie wiem czy was to interesuje. Napiszcie w komentarzach.*

*) ...a żeby dodać komentarz, po kliknięciu w "Dodaj komentarz!" poniżej, kliknij w link "Post a comment" na dole strony i w "Or Post Anonymously" na następnej stronie. Nie ja to wymyśliłem.

Sushi

Jeszcze troche ładnego sushi. (via Ola)

sobota, maja 22, 2004

68

On i ona zajmują się miłością. On namawia dziewczynę:
- Chodź pokochamy się w pozycji 68!
Ona: - Na czym ona polega?
On: - Ty robisz mi laske, a ja będę ci dłużny. (via Emma)

czwartek, maja 20, 2004

Lepper z nacjonalistami w Moskwie

Wyborcza: "Przemiany miały wyłącznie jeden cel - uczynić z Polski rynek zbytu dla towarów z Zachodu - mówił przewodniczący Samoobrony, jak zwykle w biało-czerwonym krawacie. Z nostalgią wspominał czasy, gdy Polska sprzedawała swoja produkcję na rynkach wschodnich, z których Zachód podstępnie wyparł ją po upadku ZSRR. Żalił się, że kiedyś polskie fabryki i banki należały do Polaków, a teraz wykupiły je firmy z Zachodu."
Mowa o naszym najbardziej znanym kretynie.

wtorek, maja 18, 2004

Dla dzieci

Do września jeszcze daleko, ale jeżeli chcesz swoim dzieciom przygotować coś więcej niż zwykłe, wysuszone kanapki do szkoły, warto już zacząć ćwiczyć.

Ech, Japonczycy

Japończycy robią wszystkie te rodzaje lodów, które dla nas są jedynie tematem dowcipów. Nabijaliśmy się w szkole średniej z wędzonych lizaków, a oni zrobili lody o smaku ryby, między innymi.

niedziela, maja 16, 2004

Tak było

Piękno tkwiło w niezrozumiałym, które powoli, w jednej sekundzie zacząłem rozumieć. Wypełniło mnie ogromem, wielkością której byłem cząstką, cząstką wszystkiego zamiast całością niczego. Piękno miało zapach skóry jedynej kochanki.

Było jak piękna opowieść bez treści i bez słów. Spojrzałem raz — było. Lecz gdy spojrzałem ponownie było tam wciąż i więcej go jeszcze. Podbiegłem, a ono podjęło zabawę, odbiegło kawałek i spojrzeniem rzuciło wyzwanie. Pobiegłem za nim, lecz potknąłem się i przewróciłem, by paść w jego ramiona gdy leżało na trawie chichocząc.

Piękno było ułamkiem sekundy przed naszym pierwszym pocałunkiem i najsilniejszym z delikatnych uścisków objęło mnie za szyję. Kelner podał nam wino i półmisek maleńkich figurynek z żółtego sera. Siedzieliśmy w słońcu przy stoliku na rynku i śmialiśmy z pary mimów naśladujących siebie nawzajem.

sobota, maja 15, 2004

Jeszcze o Bergu

Cały film z egzekucji Nicholasa Berga można pobrać pod adresem http://encoderx.co.uk/nickberg/. Oczywiście nie jest szczególnie piękny, ale też bez przesady. Widziałem kiedyś film z obcinaniem głowy, chyba zrobiony w Czeczenii i tamten był znacznie gorszy, dużo bardziej autentyczny w odbiorze. Film z Bergiem jest właściwie nudny, tylko ostatnie 15-20 sekund to jakieś zamazane rzeczy i zamaskowany na biało pan (nie ten który obcinał) trzymający głowę Berga na końcu. Gorsze rzeczy można zobaczyć w Wiadomościach.

Ale mam kilka pytań. Dlaczego Berg ma na filmie pomarańczowy strój, taki jak więzieni w Guantanamo Bay ludzie podejrzewani o związek z terrorystami? Czyżby Al-Qaeda robiła zakupy w tym samym sklepie co armia Stanów Zjednoczonych? Po co by go przebierali? Więźniów zwykle przebiera się żeby łatwo było ich odróżnić od innych ludzi. Al-Qaeda ma problemy z odróżnieniem białego żyda z USA od jednego ze swoich ludzi lub przeciętnego Irakijczyka na ulicy?

Dlaczego materiał kręcony był z dwóch kamer i montowany? Rozumiem, że kamery video są coraz tańsze i duża organizacja terrorystyczna z pewnością może sobie pozwolić na więcej niż jedną, ale chyba też nie spodziewali się dostać Oskara? Po co bawili się w montaż z dwóch kaset zamiast użyć jednej i nie mieć problemu? Czy von Trier pracuje teraz dla Al-Qaedy?

Dodatkowe wątpliwości obudziła redaktorka naczelna działu wydarzeń arabskich CNN, Octavia Nasr, która zauważyła, że wbrew oficjalnemu rządowemu tłumaczeniu, w arabskim tekście który odczytuje jeden z zamaskowanych ludzi nie ma mowy o Al Qaeda i pomyłka może wynikać z podobieństwa słów al Qaeda ('baza') i al qaed ('siedzący', 'nic nie robiący'). Zdanie w którym ma padać to słowo zmienia się więc z oficjalnego "Czy al Qaeda potrzebuje dalszych usprawiedliwień?" na prawdziwe "Czy jest usprawiedliwienie dla tego kto siedzi i nic nie robi?". Pomyłka może wynikać z podobieństwa słów, ale może też nie być do końca pomyłką.

Taśma podpisana jest jako dzieło Abu Musab al-Zarqawi, określanego jako szef Al-Qaeda w Iraku, który ma pełnić w tym filmie rolę kata. Dlaczego więc wszyscy są zamaskowani? Jeżeli al-Zarqawi podpisał się pod taśmą, to jakby nie bardzo pomaga mu w ukryciu tożsamości maska, prawda? Dodatkowo, jakiś czas temu amerykański sekretarz stanu Colin Powell dowodził związku Iraku z Al-Qaedą tym, że właśnie al-Zarqawi dopasowano w szpitalu w Bagdadzie sztuczną nogę na koszt Saddama Husaina. Jednak "al-Zarqawi" na filmie chodzi bardzo sprawnie i bez śladu utykania.

Czytałem jeszcze o wielu drobnych nieścisłościach lub podejrzanych zbiegach okoliczności wynikających z tego filmu, które mogą być zupełnie przypadkowe lub wynikać z nadinterpretacji materiału.

Na przykład krzesło na którym siedzi Berg jest takie samo jak krzesła używane w więzieniu Abu Ghraib o którym zrobiło się głośno na kilka dni przed odkryciem taśmy z egzekucją Berga. Abu Ghraib to tam gdzie amerykańscy żołnierze torturowali irackich więźniów. Oczywiście, takie same krzesła ma wiele knajp w Polsce w których byłem. Krzesła takie (białe, plastykowe, jednoczęściowe) są jednak częściej własnością firm i instytucji, niż osób prywatnych.

No i zadziwiający zbieg okoliczności w czasie, prawda? Okazuje się, że walczący o pokój i wolność Irakijczyków żołnierze armii USA znęcają się i torturują więźniów, a dosłownie po paru dniach ukazuje się kaseta na której Iraccy terroryści zabijają amerykanina, co w jakiś sposób ma oznaczać, że tortury były usprawiedliwione.

Cokolwiek by nie mówić, dużo zostało jeszcze w tej sprawie do wyjaśnienia.

Swoją drogą jedno co mnie zawsze bawiło, to że gdy z Saddamem Hussainem walczył Bush senior (operacja Pustynna Burza) mówiono o nim Hussain. Teraz uparcie mówią o nim Saddam. Nowy, fajny przeciwnik, prawda? I tak wygodnie, że jego imię brzmi podobnie do 'Satan'...

No ale skoro nielubianym przywódcom obcych rządów mówimy teraz po imieniu, to od dzisiaj o swoim ulubieńcu będę mówił Dżordż. (thx dla Maćka za świeże linki)

piątek, maja 14, 2004

A teraz dla kontrastu chciałbym państwu przedstawić ludową muzykę murzyńską Ameryki Północnej. Muzyka której korzenie sięgają XIX wieku, kiedy w Ameryce kwitło niewolnictwo i handel murzynami. [..] Charakteryzuje się żywym rytmem, typowym dla narodów Afryki, skąd wywodzili się przodkowie niewolników amerykańskich.

"Był Jazz" (1981), reż. Feliks Falk
Głośno było o tym jak w Iraku terroryści odrąbali głowę amerykaninowi przed kamerą i wysłali kasetę telewizji. Żadna telewizja którą oglądałem nie pokazała samej sceny ucinania głowy. Malezyjski serwis internetowy który pierwszy zamieścił film z tą sceną uległ pod naporem masy ludzi którzy chcieli go zobaczyć. Troche niepokoi mnie, że zgodnie z tym co napisało BBC firma z której serwerów pobierano film na którym 26-letni Nicholas Berg pozbawiany jest głowy, nazywa się Acme Commerce Sendirian Berhad -- ACME to również nazwa firmy która dostarczała sprzęt i uzbrojenie potrzebne Wile. E. Kojotowi do łapania Strusia Pędziwiatra.

26-letni Nicholas Berg pochodził z Teksasu, gdzie prowadził jednoosobową firmę zajmując się stawianiem wież telekomunikacyjnych. Wiódł życie pełne przygód (trudno się z tym nie zgodzić) i należał do YMCA (dosł. Chrześcijańskie Stowarzyszenie Młodych Mężczyzn). Znana nam głównie dzięki przebojowi Village People z 1978 roku YMCA, niemal od momentu swojego założenia w połowie dziewiętnastego wieku była miejscem gdzie spotykać się mogli młodzi mężczyżni, pragnący nie tylko przyjaźni, lecz także miłości i seksu. Po co, jeżeli nie dla zakazanej miłości, do YMCA zapisał się praktykujący żyd?

Znalazłem również informacje, że był on przesłuchiwany przez FBI w związku z zamachem na WTC w 2001 roku, ponieważ z jego adresu e-mail korzystał — gdy byli w tym samym czasie w Oklahomie — Zacarias Moussaoui, podejrzewany o udział w zamachu.

Berg wjechał do Iraku drogą lądową w interesach. 24 marca był aresztowany na dwa tygodnie ze względu na jego nietypowe jak na amerykanina zachowanie (jego ojciec, członek radykalnej organizacji antywojennej wystąpił ze skargą do władz o bezpodstawne przetrzymywanie syna). Kilkakrotnie przesłuchiwali go tam agenci FBI którzy radzili mu opuścić Irak, ponieważ "był w niebezpiecznym miejscu i mogło mu się zdarzyć coś złego". Cztery dni po wypuszczeniu przez władze irackie ugościł go Mudafer Mustaffa, wdowiec po jego ciotce, Amerykance.

Podsumujmy, 26-letni Teksańczyk, podejrzewany o koneksje z islamskimi terrorystami praktykujący żyd i członek chrześcijańskiego stowarzyszenia, jedzie do Iraku odwiedzić swego wujka (zapewne Muzułmanina jak 97% Irakijczyków) i montować wieże telekomunikacyjne, lecz zostaje zamordowany przez islamskich terrorystów którzy nagrywają to na video i udostępniają w Internecie. To mniej więcej dlatego nie oglądam wiadomości.



Z kalendarza Crown Gasoline, październik 1952. Zrobiłem tapetkę. (via Ephemera Now)

środa, maja 12, 2004

[ Okada to taksówka na motorze. ]
Jacek: "Z imprezy ulotnilismy sie dosc szybko. Z uwagi na spora odleglosc do hotelu, postanowilismy wziac okade. Zanim jednak ja znalezlismy, bylismy swiadkami starcia -- okada kontra samochod. Szczesliwie nikomu nic sie nie stalo, ale nam sie tak dziwnie zrobilo w zoladkach. Wymiana spojrzen - 'To, co? Bierzemy jedna czy dwie?'.

Wzielismy dwie, bo to wiecej zabawy. I dla nas, i dla miejscowych. Widok bialego w Oshogbo, to cos o czym rozmawia sie pozniej przez tydzien. Widok bialego w Oshogbo jadacego okada, to historia na pierwsza strone lokalnej gazety. Ale widok bialego na okadzie, za ktorym po 10 sekundach pojawia sie drugi bialy na okadzie, to poczatek legendy."

wtorek, maja 11, 2004

Członkowie Samoobrony nie noszą biało-czerwonych krawatów, tylko biało-buraczane. A jak się zapisujesz, to zamiast podpisu jest miejsce na cztery krzyżyki. Trzy krzyżyki jako nazwisko i jeden na tytuł naukowy. (via moja mama)
MATURA.pl, tegoroczne tematy maturalne: "Pomorskie
1. 'Stara, szanowana, pyłem siwa księga (...) najmniejszy jej szczątek wart miejsca w świętej skarbnicy pamiątek'. (W. Gomulicki). Utwory literackie, które moim zdaniem należy ocalić od zapomnienia.
2. Obrazy polskiej społeczności wielonarodowej i wielowyznaniowej w wybranych utworach literackich.
3. 'Mądrzeję razem z moimi bohaterami' - uczę się życia, czytając.
4. Zanalizuj i zinterpretuj: - albo wiersz Władysława Broniewskiego 'Łódź', - albo fragment powieści Władysława Reymonta 'Ziemia obiecana'. "

Który byście pisali? Ja trzeci, wolny temat, bo na inne trzeba coś wiedzieć, a nie lubie takich ograniczeń.
PAP: Tego jeszcze w Polsce nie było! Na polanie obok wsi Emilcin (woj. lubelskie) stanął wczoraj drewniany pomnik UFO - pisze "Fakt".

Dokładnie 26 lat temu 78-letni rolnik Jan Wolski, zobaczył tu przybyszy z kosmosu. Zaprosili go do swojego pojazdu, tam obejrzeli, obmierzyli i... wypuścili. Niestety pan Jan nie doczekał upamiętnienia monumentem swojej przygody - pisze dziennik.

Odsłonięcie ufoludka było symboliczne. Prawdziwy pomnik już niebawem stanie pośrodku wsi. Czarny sześcian umieszczony na podstawie z lśniącej blachy ma budzić podziw i będzie bardziej monumentalny - podaje "Fakt". (PAP)

poniedziałek, maja 10, 2004

[W celu badania zanieczyszczeń w zbiornikach wodnych, naukowcy genetycznie zmodyfikowali tropikalną rybkę akwariową tak, by w obecności określonych związków chemicznych emitowała fluorescencyjne światło. Zrobiono to wszczepiając w jajeczka rybie wyjęte z kodu genetycznego innego zwierzęcia fragmenty DNA odpowiadające za fluorescencję, a potem tworząc "przełącznik" który włącza ten gen w rozwijającym się zarodku w obecności wybranej toksyny.

Pierwszym krokiem było stworzenie rybki która świeciła zawsze i ktoś w końcu zorientował się w rynkowym potencjale tego pomysłu. Rybki dostępne są w sprzedaży w sklepach akwarystycznych i przez Internet. Poniżej fragment strony informacyjnej, który jest symbolem czasów w których żyjemy.]
GloFish (tm) - About: "Co się stanie gdy fluorescencyjna rybka akwariowa zostanie zjedzona przez inne zwierze?

Dla dzikiego zwierzęcia, zjedzenie fluorescencyjnej ryby akwariowej to to samo co zjedzenie zwykłej ryby. Jej fluorescencja wynika z genu który już istnieje w przyrodzie i jest całkowicie bezpieczny dla środowiska. Tak jak po zjedzeniu niebieskiej ryby drapieżnik nie robi się niebieski, tak po zjedzeniu fluorescencyjnej nie nabiera tej właściwości. Jednak, prosimy pamiętać, że fluorescencyjne ryby akwariowe NIE są przeznaczone do konsumpcji przez ludzi.

Co się ze mną stanie jeżeli zjem fluorescencyjną rybkę?

Fluorescencyjne ryby akwariowe, jak wszystkie ryby ozdobne, NIE są przeznaczone do konksumpcji przez ludzi; nie powinny nigdy być jedzone."
[Dla wyjaśnienia, w USA kandydaci walczą o głosy "elektoralne", zdobywane osobno w każdym stanie. Ilość głosów którą daje wygrana danym stanie to suma ilości senatorów i posłów reprezentujących stan w parlamencie. Każdy z nich ma dwóch senatorów, a ilość posłów zależna jest od ilości mieszkańców, lecz nigdy nie mniejsza niż jeden. Dzięki temu małe stany mają proporcjonalnie przewagę w reprezentacji parlamentarnej nad dużymi.

W półmilionowym Wyoming każdy z trzech głosów elektoralnych reprezentuje 160 tysięcy osób. Dwudziestomilionowym Teksasie liczba ta jest blisko cztery razy wyższa — 626 tys. Bardziej opłaca się przekonać do siebie dwieście tysięcy mieszkańców Wyoming, niż Teksasu. ]
CNN: "WASHINGTON (AP) -- Sztab wyborczy Johna Kerry rozpoczyna w tym tygodniu kosztującą 25 mln dolarów miesięczną serię emisji nowych spotów prezentujących jego biografię i poglądy polityczne. Wyda on w maju więcej pieniędzy niż przez dwa ostatnie miesiące, od czasu gdy został oficjalnie mianowany reprezentantem partii Demokratów w wyborach prezydenckich (17 milionów dolarów).

Spoty Kerriego wyświetlane były dotąd w umiarkowanych ilościach w lokalnych stacjach telewizyjnych w 17 stanach w których wyniki głosowania nie są jeszcze przesądzone. Jednak z końcem tego tygodnia wypuści on nowe jednominutowe spoty na wszystkich rynkach medialnych w tych stanach, plus w Luizjanie i Kolorado. [..]

Prezydent George.W. Bush, Republikanin, wygrał [tam] w 2000 r., ale doradcy Kerriego twierdzą, że Demokrata ma szansę przejąć dziewięć głosów elektoralnych przyznawanych przez meszkańców tych dwóch stanów. Sztab Busha nie wyświetlał reklam w lokalnych stacjach w żadnym z nich.

W skład kampanii Kerriego, rozpoczynającej się w Niedzielę i mającej trwać do 27 maja wchodzą nowe, jednominutowe spoty, jak też czterodniowa seria półminutowych spotów określająca jego priorytety polityczne i plan rozwiązania sytuacji w Iraku. Zakup ten jest na tyle obszerny, że w branży telewizyjnej ocenia się, że przeciętny odbiorca zobaczy każdy ze spotów 15-17 razy w ciągu trwania kampanii."
Zadanie domowe: przerobić ten tekst na opis konkurencji w reklamie proszków do prania (czas: 2 min).
Jem właśnie śniadanie i musze was ostrzec przed Kremem Śniadaniowym z Ogórkiem firmy Hochland, jest słony i smakuje raczej jak woda po ogórku. Polecam za to Rama Creme Bonjour z Ogórkami, bardzo dobry.

Proste śniadanie w pracy: Piątnica Serek Wiejski Cottage Cheese + sól, pieprz (chyba lepiej zwykły niż cayenne) + bułka z masłem.
Można teraz dostawać nowe wpisy do bloga mailem, jeżeli ktoś tak woli. Nie testowałem tego jeszcze, więc napiszczcie czy działa ok.
Od dzisiaj możecie mi wytykać błędy i wypaczenia przy pomocy komentarzy. Piszcie :)

Dodałem też trochę starych postów po polsku do archiwum.
Michnik imprezuje z Rywinem?

piątek, maja 07, 2004

Bez komentarza.
Amerykański wywiad wewnętrzny (Homeland Security and Defence) poszukuje specjalisty od przesłuchań do pracy w Bagdadzie. Jego praca będzie polegać na współzarządzaniu wydziałem przesłuchań, cytuję "pod minimalnym nadzorem."

Połączenie słów "przesłuchanie" i "minimalny nadzór" źle mi się kojarzy. Szczególnie jeżeli przesłuchujący i przesłuchiwany są różnych narodowości, a jedna z tych narodowości właśnie opanowała zbrojnie terytorium drugiej.
Zobaczcie Fluen II (cykl) i inne rysunki Louisa Moe.
W 1924 roku w Bronx Zoo w Nowym Jorku przy użyciu dynamometru zbadano siłę uścisku dłoni człowieka i szympansa. Człowiek ważący siedemdziesiąt osiągnął niecałe sto kilogramów nacisku. Sześćdziesięciokilogramowa szympansica wycisnęła ponad pół tony.

Ktoś miał zły dzień?
Chyba znalazłem coś, co wyjaśnia dlaczego za komuny tak wielu Czechów regularnie upijało się do nieprzytomności. Reklamy telewizyjne.

Knedliki
Mlieko
Vita Regent
Ovoce a zelenina
Med

Windows Media Video (.wmv), 350-500kB każda. (via BoingBoing)

wtorek, maja 04, 2004

– Nie zachowuj się jak angol, Bazylu. Gdy przedstawić jakąś ideę prawdziwemu Anglikowi — czego zresztą rozsądni ludzie powinni unikać — nie przyjdzie mu nawet do głowy ocenić czy jest ona poprawna czy fałszywa. Oceni on jedynie czy wypowiedziana była ze szczerości serca.
A wartość idei zupełnie nie zależy od tego czy się w nią samemu wierzy. Możliwe nawet, że im bardziej szczery jest mówca, tym bardziej jego idee zabarwione są osobistymi uprzedzeniami, pragnieniami i żądzami, i tym mniej intelektualnie "czyste" się stają.

Nie proponuję ci jednak dyskusji o polityce, socjologii czy metafizyce, Bazylu. Ponad zasady bowiem cenię sobie ludzi, a ludzi bez zasad wielbię ponad wszystko w świecie.


(Lord Henry w "Portret Doriana Gray" Oscara Wilde)

poniedziałek, maja 03, 2004

Ostatnie dwa tygodnie pracuję nad serwisem dla skandynawskiej firmy sprzedającej kamery i oprogramowanie do zarządzania nimi przez sieć. Oprócz myśli o samobójstwie, zmianie zawodu który sobie nieopatrznie wybrałem i licznych rytualnych morderstwach na osobach pracodawców prowokuje mnie to do myśli jednej jeszcze: jaka będzie wyglądać przyszłość kamer cyfrowych? (Używam wspólnej nazwy "kamera cyfrowa" na określenie kamer i aparatów cyfrowych; implikacje ich rozwoju i stosowane technologie są zbliżone.)

Kamery cyfrowe stają się coraz mniejsze. Pierwsze domowe modele miały wielkość przynajmniej paczki papierosów i musiały być podłączone kabelkiem do komputera by ich używać. Dzisiaj kamera jest w standardowym wyposażeniu praktycznie każdej nowoczesnej komórki, dla której, wciąż mieszczącej się w wymiarach paczki papierosów, jest tylko zajmującym niewiele miejsca dodatkiem. Za dziesięć czy dwadzieścia lat kamera razem z baterią i nadajnikiem radiowym zmieścić się może w kawałku plastyku wielkości ziarnka pieprzu, czy nawet główki szpilki i kosztować tyle co bilet autobusowy. Rozwój ten przełamie wiele barier nie tylko technologicznych, lecz przede wszystkim kulturowych.

Dlaczego? Kamerę wielkości ziarnka pieprzu można ukryć wszędzie. Można ją wrzucić na szafę, przykleić w narożniku pokoju kawałeczkiem gumy do żucia, położyć na tyłach półki z rodzinnymi kryształami, taśmą klejącą przymocować do szyby okna od zewnętrznej strony lub zainstalować w grzbiecie książki zamiast litery 'o'. Gdy są tak tanie można je rozrzucać dziesiątkami na ulicach, w urzędach i prywatnych mieszkaniach, w toaletach, w łaźniach, saunach i pod prysznicem w hali sportowej lokalnej podstawówki (jeżeli do tej pory będą tam już prysznice). Ktoś zamontuje kamerę w muszli klozetowej, ktoś inny w przebieralni w sklepie z damską bielizną, ktoś jeszcze w krzesłach i pod stolikami w restauracjach.

Kamery te będą w pełni automatyczne, zdalnie sterowane i dostępne przez sieci komputerowe z każdego miejsca na Ziemii — niektóre za darmo, inne za opłatą, a jeszcze inne będą tajne i na wyłączny użytek policji lub wojska. Będą filmować w ciemnościach za pomocą podczerwieni, nagrają wysokiej jakości sygnał audio i mogą mieć wbudowane czujniki ruchu by zacząć filmować natychmiast gdy ktoś wejdzie w ich zasięg. Będą wykorzystywać nadajniki bardzo niskiej mocy, komunikację optyczna (laserem), magazynowanie materiału by wysyłać go gdy nikogo nie ma w domu, dynamiczne zmiany częstotliwości nadawania i szyfrowanie danych by trudniej było je wyśledzić i wygłuszyć.

Niektóre zaczną emitować nagrany uprzednio materiał dopiero gdy poda się im odpowiedni sygnał i tylko na odległość kilku milimetrów (za to niezmiernie szybko), tak że wykryć je można tylko znając kod i badając każdy centymetr kwadratowy pomieszczenia; "zbieraczowi" wystarczy przejść się raz na parę tygodni po lokacjach gdzie przy poprzedniej wizycie niepostrzeżenie zostawił swoje urządzenia. Tym "zbieraczem" może być ktokolwiek: monter okien plastykowych, kontroler z gazowni, zazdrosna żona, nowy chłopak twojej najbliższej przyjaciółki, obleśny "wujek", świadek Jehowy, ktokolwiek z dwudziestu-paru osób na ostatniej imprezie w twoim mieszkaniu. Policjant, szpieg, i wścibska sąsiadka. Ten przemiły chłopiec który odprowadził cię z sobotniej imprezy i wszedł na moment by skorzystać z toalety. Młodociany producent amatorskich filmów porno w postaci kolegi twojego synka.

Będziemy obserwowani wszędzie i zawsze, a gdy nawet nie będziemy akurat obserwowani, nie dowiemy się o tym. Prywatność taka jak rozumiemy ją dzisiaj przestanie istnieć. Ale to dobrze.

Matka będzie mogła przypilnować swoje dziecko idące do szkoły i gdyby działo się z nim coś niedobrego natychmiast wyśle obraz video lokalnej komendzie policji, a ta najbliższemu radiowozowi lub karetce pogotowia. Dziecko przed wyjściem z domu sprawdzi czy nikt nie stoi obok drzwi mieszkania. Urzędnik dwa razy zastanowi się nad wzięciem łapówki gdy nie ma pojęcia kto może być niewidzialnie obecny w pokoju. Komputer powiadomi nas, że ktoś kręci się przy naszym samochodzie, czy oknach na tyłach domu. Opiekunka do dzieci która zaprosi swojego chłopaka by wsparł ją w nudny wieczór nie dostanie już zajęcia u tej rodziny — czy nawet w tym mieście, bo obraz cyfrowy łatwo przecież jest opublikować w lokalnym serwisie internetowym.

Sejm nie będzie dla nikogo już zamknięty, tajne posiedzenia staną się jawne, a zachowanie najdrobniejszej nawet tajemnicy będzie wymagało zaangażowania skomplikowanych i kosztownych środków bezpieczeństwa. Gwałciciel ledwie zdąży rozpiąć rozporek zanim w podziemnym parkingu znajdzie się grupa ochroniarzy. Złodzieja dokładnie rozliczy się z tego co zabrał i zniszczył w mieszkaniu na podstawie paru ciekawych ujęć z naszych domowych kamer. Spowiednik będzie mógł sprawdzić, czy wyznane były wszystkie grzechy. Mordercę złapie się szybko i udowodni mu winę bez żadnych wątpliwości i wojen prawniczych.

Oczywiście, kamery będą nadużywane i oczywiście, znajdą się sposoby by przynajmniej w części zabezpieczyć się przed ich bezsennym wzrokiem. Ale to będzie wymagało wysiłku i pięniędzy na które stać będzie głównie rząd, wojsko, korporacje i maniaków prywatności. Reszta będzie musiała zmienić swoje nastawienie do publicznego obnażania się, co oznaczać będzie każde zdjęcie z siebie bielizny. Zresztą kamery na promieniowanie Roentgen'a (już dziś istniejące w fazie prototypu) sprawią, że i kożuch ze skóry słonia będzie niczym tiul.

Największe zmiany zajdą w naszym pojmowaniu wstydu. Jeżeli w każdym momencie ktoś może na mnie spojrzeć z dowolnego kąta nie ma róznicy między rozbieraniem się w samotności i w towarzystwie. Jeżeli kamera może być w przebieralni i pod prysznicem, ubieranie kostiumów kąpielowych na basenie będzie miało znaczenie czysto higieniczne. Jeżeli kamery mogą być w każdym domu, seks we własnym łóżku jest równie intymny co ten w męskiej toalecie, na tylnim siedzeniu samochodu na polance w lesie czy na scenie klubu porno. Wielkość i kształt różnych wstydliwych kawałków ciała, dzisiaj niegasnące źródło kompleksów, zahamowań i podrzędnego humoru, będą miały znaczenie równe kształtowi i rozmiarom nosa, którego niedostatki można kompensować makijażem i chirurgią, ale na dłuższą metę poprostu ma się taki nos, jaki się ma.

Kamery nadchodzą i ich nadejścia nie powstrzyma najbardziej przemyślny przepis i obojętnie jak źle widziane będzie ich używanie. Za naszego życia — z punktu widzenia dwudziesto-paro-latka — prywatność w większości zniknie, pozostawiając nam jedynie nagość. I wolność.

Myślę, że wszystko będzie dobrze.

piątek, kwietnia 30, 2004

Prędkość łącza internetowego jest jak szerokość ulicy. Dopóki chcemy przesłać więcej niż możemy, lepsze łącze daje wiele satysfakcji. Gdy jednak możliwości większości dostępnych podłączeń w pełni zaspokajają nasze codzienne potrzeby, ważne stają się inne czynniki, takie jak cena i sprawność działania. Autostrada na której w szczycie dnia zwykle zajęte są prawie wszystkie pasy nie skorzysta specjalnie na dobudowaniu nowych. Lepiej żeby pracować raczej nad większą płynnością jazdy i bezpieczeństwem.

Liczby i jednostki których używa się w reklamach do opisywania prędkości dostępu do Internetu trudno sobie wyobrazić. Można je jednak porównać do zwykłej rozmowy telefonicznej. Rozmowa telefoniczna przesyłana jest między centralami cyfrowo, z prędkością 64 kilobity na sekundę (Kb/s lub Kbps), nieco więcej niż osiąga modem telefoniczny. Neostrada model 512 kilobitów pozwala przesłać tyle danych co osiem linii telefonicznych. Czy to dużo, czy mało?

Osiem linii telefonicznych, szczególnie gdy wszystkie połączenia są darmowe. Można więc podłączyć kilka faksów, automatyczną sekretarkę, podpiąć się do Internetu przez modem, jedną linię mieć dla rodziny, inną dla przyjaciół, a inną jeszcze dać ludziom których raczej nie chcemy usłyszeć. Jeżeli mieszka się w kilka osób, każdy może mieć swoją linię (lub dwie). Do tego wszystkie te sekretarki i faksy mieszczą się w jednym lub dwóch niedużych pudełkach.

Jednak gdyby zaproponować komuś trzydzieści dwie linie? Albo sześćdziesiąt cztery? Gdy mamy już dość linii by zrobić z nimi wszystko co chcemy ucieszą nas raczej propozycje ciekawych dodatków, niższych abonamentów i lepszej jakości połączeń, a nie propozycje instalacji kolejnych kilkudziesięciu kabelków.

Średniej wielkości strona internetowa, łącznie z grafiką, ma około pięćdziesięciu, może stu kilobajtów. Łącze jednomegabitowe (1024 Kb/s czyli 1 Mb/s, jak dwie Neostrady) pozwala przesłać tyle w ciągu jednej sekundy. Teoretycznie, praktycznie bowiem opóźnienia powodować mogą łącza inne niż tylko nasze. Gdy jakiś serwis zechce obejrzeć stu internautów naraz, potrzeba by łącza równego sumie ich łącz, w tym przypadku 50 megabitów na sekundę (Mb/s), a takie łącze sporo kosztuje.

Dużo może też zależeć od samego operatora, dostawcy Internetu. Przez jego sieć przechodzą pliki wszystkich abonentów i prędkość jego sieci, a szczególnie jej połączenia z resztą Internetu stają się niezmiernie ważne.

Nie sama "prędkość" łącza się liczy, lecz czas potrzebny na wykonanie zamierzonej pracy – szczególnie jeżeli jest nią szybkie znalezienie dobrego filmu żeby zaprosić do kina kogoś obiecującego.

Myślę, że w przyszłości każdy z nas będzie miał kilka jednoczesnych połączeń z różnymi sieciami by zapewnić sobie trwałość dostepu i maksymalną przepustowość. Nasze mieszkanie będzie połączone z innymi, wspólnie "podając dalej" informacje na drugi koniec świata albo do Aśki z parteru. Przyszłość będzie bardzo połączona z samą sobą. Przyszłość jest darmowa.
Gdyby Sprzedaż Napojów Działała Jak Internet
Gdyby ktoś spróbował nowego napoju i ten by mu smakował, nie powiedziałby o tym tylko biesiadnikom, lecz milionom ludzi którzy lubią napoje. Gdyby którykolwiek z nich chciał spróbować, po dwudziestu sekundach posłaniec wręczył by mu próbkę i jeżeli napój byłby rzeczywiście dobry, następnego dnia czekał by na półkach każdego supermarketu i sklepu spożywczego na świecie.

Gdyby sprzedaż napojów działała jak Internet, nowe marki pojawiałyby się na pewno o wiele częściej, a konsumenci częściej by je zmieniali. (Useit.com)
Moge tego słuchać godzinami.

środa, kwietnia 28, 2004

Pan Bóg cię kocha, wiedza potęgą,
Żonę nie chudą bierz i nie tęgą,
Maniery tylko w życiu pomogą,
Dochodź do celu najkrótszą drogą,
Jedz regularnie i nie narzekaj,
Wojsko wychowa cię na człowieka,
Śmiej się gdy wszyscy z czegoś się śmieją,
Wieczne zbawienie naszą nadzieją,
Nagany strzeż się, z nagrody ciesz się,
Ojczyzna matką, uczesz się wreszcie,
Zawsze sprawdź co się bardziej opłaca,
Krzyżyk na drogę, kefir na kaca. [..]
(Kazik Staszewski, "Krotex")
Podyndaj
Frodo zawiódł (via Rafał)
Raczkowski (via Emma)
Maciejowski
Wilhelm Sasnal, grafik, satyryk

poniedziałek, kwietnia 26, 2004

Myślę, że długofalowo dobrym posunięciem dla Microsoftu byłoby outsourcingować rozwój interface użytkownika od Apple dążąc do stworzenia uniwersalnej platformy użytkownika.

sobota, kwietnia 24, 2004

Plemnik jest żywy, prawda? Ale nie jest człowiekiem? Rozmnaża się za pomocą człowieka, nie? Więc może człowiek jest larwą plemnika? Czy raczej plemnik jest pasożytem człowieka?

środa, kwietnia 21, 2004

Na puszce Coca-Coli po schłodzeniu pojawia się cytat "Lepiej kobiety oburzać niż nudzić." Fryderyk Nietzsche. Kultura po raz kolejny zatoczyła pełne koło.

poniedziałek, kwietnia 19, 2004

Czekam aż będziemy mieli za małe pieniądze w komórkach szybki internet i odtwarzacz mp3. Wtedy wszyscy będziemy mieli w kieszeniach przenośne radia internetowe. Wszyscy. I ja będę musiał wszystkim pomagać go konfigurować. Obłęd.

Będziemy mieli w nich też e-mail i jakąś formę gadu-gadu, więc będziemy mogli przesyłać sobie wzajemnie info, że pod jakimś adresem leci fajny kawałek, który będzie można sobie nagrać i przesłać jeszcze komuś. Wszyscy będą sobie przesyłać zdjęcia. Wszyscy będą ciągle w zasięgu ręki, a zamiast męczącej już poczty głosowej będziemy sobie zostawiać tekstowe wiadomości.

Te telefony będą już same podłączały się do komputera przez bluetooth i na obu będziemy mieli dostęp do tej samej skrzynki pocztowej, wszystkich obrazków i dokumentów, filmów i animacji (które zarówno tworzyć jak przesyłać jest coraz łatwiej).

Ładny przedmiot, ulotkę imprezy, dziewczyne, chłopaka, wymarzony samochód, zdjęcie kumpeli co przyjechała na parę dni żeby przesłać wszystkim żeby się ucieszyli. Kuszącą potrawę, bieliznę i pozę, kotka i brzydką pogodę za oknem. Będziemy przesyłać sobie wszystko i zawsze (choć oczywiście nie zawsze i nie wszystko). Ludzie którzy nie spotkali się od miesięcy mogą być ze sobą bieżąco, nie tylko pisząc, ale i widząc siebie nawzajem.

Operatorzy komórkowi z konieczności stają się dostawcami usług internetowych, bo nikt nie rozmawia głosem przez ich sieci, tylko wszystko, łącznie z dźwiękiem i obrazem na żywo idzie przez Internet. Można rozmawiać ile się chce i to bez dodatkowych opłat. Na początku operatorzy będą blokować taki rozwój sytuacji, ale z czasem nie poradzą sobie z konkurencją tanich dostawców lokalnych. Rozwiną nowe usługi, zajmą się może szyfrowanym przesyłaniem danych lub organizowaniem tej nowej sieci, budowaniem chatroomów i usług.

W Japonii działa już od dawna zabawka pozwalająca stwierdzić, czy podobamy się innej osobie w autobusie lub klubie która posiada takie samo urządzenie. Problem leży w nakłonieniu odpowiednio dużej ilości ludzi żeby kupili takie urządzenie i nosili je wciąż przy sobie. Ale jezeli taki program będzie dostępny na każdej komórce? Ludzie mają dzisiaj mało czasu i randkowanie powinno być znacznie uproszczone. Nie leży chyba więc wtedy poza naszą wyobraźnią możliwość *dodawania komentarzy* do znajomych twarzy? Gdzie była dziewczyna zostawi złośliwą wiadomość którą na widok byłego przeczytają wszystkie jej koleżanki, ich faceci, i może i ich znajomi? Gdzie młody artysta będzie już dość dosłownie nosił napisany na sobie adres swojej galerii w Internecie? I będzie można w niego kliknąć? :)

No nie wiem, mi się chyba to podoba.
(od Niu)
03:09 : http://serwisy.gazeta.pl/ksiazki/2,21288,,,,18059920,P_KSIAZKI.html
03:09 : glupi tytul ksiazki

("...Najbardziej zakręcona powieść rosyjskiej fantastyki ostatnich lat...")

sobota, kwietnia 17, 2004

Superbaby:
Wczoraj tj 16.04.2004 Wojciech.S wrocil z pracy strasznie podniecony i zaczal wypakowywac roznosci ze swojego sluzbowego plecaka. W pewnym momencie odchrzaknal uroczyscie, wsunal reke w glebine i wyciagnal oliwke dziecieca oraz chusteczki zwilzane do wycierania pupy niemowlakowi, i rzekl patetycznie, ze: "Nasze dziecko nigdy nie bedzie mialo odparzonych posladkow". Wojciech.S mial przy tym tak uradowany i dumny wyraz twarzy, ze nie smialam mu uswiadamiac bezcelowosci tego przedwczesnego zakupu. Jest to jednak na dobra sprawe pierwszy wydatek i pierwszy zakup dla malenstwa. Jak wroce dzis do domu to sprawdze date waznosci i w razie czego bede miala chusteczki do demakijazu i balsam do ciala :D
Kobieta musi mieć powód żeby iść z kimś do łóżka. Facet musi mieć powód żeby nie iść.

środa, kwietnia 14, 2004

Superbaby:
Jestem w ciazy! Tak wlasnie Ja -- nieodpowiedzialny imprezowicz z (jak to stwierdzil Michal) z syndromem ADD (czyli totalnym brakiem koncentracji)! Jestem bardzo zadowolona, ze wlasnie ja stane sie prawdziwa kobieta-matka. Bozeeeeeeeeee jak to brzmi. Tak naprawde to moje szczescie dosyc czesto tlamszone jest przez przerazenie. Mam tak interesujace wizje mojego dalszego istnienia, ze spokojnie mozna by bylo nakrecic jakis dramatyczny film. Ludzie co mi chodzi po glowie ... Poki co ciaza przyprawia mnie o mdlosci. Doslownie. od rana do nocy boli mnie zoladek i chce mi sie wymiotowac. Tylko, ze musze pracowac i naprawde nie jest to wygodne.

Wczoraj pracowalam 15 h w kawiarence i wyobrazcie sobie mine klienta, ktoremu w polowie "wykladu" na temat najlepszej karty tel do Sierra Leone, ucieklam na zaplecze z reklamowka i poprostu oddalam sie memu nowemu hobby. Oczywiscie zaplecze to duzo powiedziane, jest to tylko lekkie przepierzenie i na dobra sprawe wszystkie odglosy slychac bylo nader wyraznie, a brzmialo to jak godowe ryki jelenia. Okropienstwo.

Jednak najbardziej na swiecie chcialabym, zeby w koncu przebadal mnie lekarz i poinformowal o tym ze moje malenstwo rozwija sie prawidlowo i ze ze mna tez jest ok. Niestety to jest Anglia i na spotkanie z pielegniarka, ktora to umowi mnie dopiero z lekarzem, bede czekac jeszcze jakies 20 dni! Nie wiem kiedy zobacze doktora mam nadzieje, ze przed porodem jeszcze.

Ojciec dziecka powszchnie znany jako Wojciech S. jest bardzo zadowolony z rosnacego w lonie potomka. Zyje w przekonaniu, iz bedzie to jego syn-karateka. Mnie jest to zupelnie obojetne czy bedzie to on czy ona, byleby bylo zdrowe i nie mialo jakis dodatkowych odnozy na przyklad. Wpadlam na niezly pomysl zmiany pracy, ale niestety wiaze sie to z inwestycja. Jest to malowanie na szkle. Najpierw jednak musialabym sie z tym oswoic i poprostu cwiczyc w domu. Za to gdybym sie odnalazla w tym moglabym:

1. Pracowac w domu, az do rozwiazania
2. Zarabiac lepsza kaske
3. Robic to co lubie i co sprawia mi przyjemnosc

Trzymajta za mnie kciuki

[...]

Wczoraj dotarlam do domu okolo godziny 17:00PM i spalam niemalze do 8:30AM (nastepnego dnia) z malymi przerwami.

Jedna z przerw poswiecilismy z Wojciechem S. na wymyslanie imion. Boze to dziecko nas znienawidzi. Przelecielismy wszystkie najsmieszniejsze imiona swiata. W pewnym momencie ojciec mojego dziecka stwierdzil, ze moze jakies galijskie, no i w tych okolicznosciach stanelo na tym, ze jak urodzi sie chlopiec damy mu na imie "Obelix". Podczas obrad nad imieniem zenskim przypomnielismy sobie kultowa komedia polska ze Stanislawem Tymem w roli glownej, no i wyszlo ze coreczka nasza powinna miec na imie "Tradycja".

Jednakze w obawie przed zemsta naszego potomka w przyszloosci postanowilismy jako komitet rodzicielski w skladzie: WojciechS. & Ja, ze przemyslimy te sprawe ponownie i podarujemy dziecku jakies staropolskie imie za ktore nie spotka nas zadna kara.
Philip Straub "Armplug" (JPEG, 65 kB),
Robert Chang "Scythe Wolf" (JPEG, 240 kB) i wogóle Ballistic Publishing.

sobota, kwietnia 10, 2004

Wszystkiego najlepszego z okazji śmierci ludowego idola dwa tysiące lat temu.
Dostałem od Karoliny fajny spam:
Quiz z blondynką...

Blondynka bierze udzial w telewizyjnym quizie. Moderator stawia nastepujace pytania:

1. Jak dlugo trwala Wojna Stuletnia?
* 116 lat   * 99 lat   * 100 lat   * 150 lat
Blondynka korzysta z mozliwosci nieudzielania odpowiedzi na jedno pytanie.

2. Z ktorego kraju pochodzi kapelusz typu "panama"?
* z Brazylii   * z Chile   * z Panamy   * z Ekwadoru
Blondynka prosi o pomoc publicznosci.

3. W ktorym miesiacu Rosjanie obchodza rocznice Rewolucji Pazdziernikowej?
* w styczniu   * we wrzesniu   * w pazdzierniku   * w listopadzie
Blondynka korzysta z jokera telefonicznego i dzwoni do innej blondynki.

4. Jak brzmi wlasciwe imie krola George'a IV?
* Albert   * George   * Manuel   * Jonas
Blondynka korzysta z jokera "pol na pol".

5. Od ktorego zwierzecia pochodzi nazwa Wysp Kanaryjskich?
* od kanarka   * od kangura   * od szczura   * od psa
Blondynka odpada z gry.

P.S. Jezeli uznales perypetie blondynki za zabawne, to tu masz wlasciwie odpowiedzi:
1. Wojna Stuletnia trwala 116 lat - od 1337 do 1453.
2. Kapelusz "panama" pochodzi z Ekwadoru.
3. Rocznice Rewolucji Pazdziernikowej obchodzi sie 7 listopada.
4. Wlasciwe imie krola George'a IV brzmi Albert - zmienil je w 1936.
5. Nazwa Wysp Kanaryjskich pochodzi z laciny w ktorej canis oznacza psa.

No i co? Jestes madrzejszy od blondynki?

piątek, kwietnia 09, 2004

W tym roku najbardziej będę chyba czekał na film reżyserii Michela Gondry (zrobił m.in. kilka teledysków dla Bjork, Massive Attack i Chemical Brothers), według scenariusza napisanego wspólnie z Charlie Kaufmannem (Being John Malkovich, Adaptation) -- Eternal Sunshine of the Spotless Mind (Nieustająca Błogość Czystego Umysłu) z Jimem Carreyem i Kate Winslet w rolach głównych.

Joel (Jim Carrey) ze zdumieniem dowiaduje się, że jego dziewczyna, Clementine (Kate Winslet) kazała sobie usunąć z pamięci wszystkie wspomnienia ich niezbyt udanego związku. W akcie desperacji zatrudnia twórcę techniki czyszczenia pamięci, Dr. Howarda Mierzwiaka (Tom Wilkinson) by ten usunął jemu z kolei wspomnienia o Clementine. Jednak w trakcie procesu usuwania wspomnień odkrywa on ponownie siłę uczuć jakimi ją darzył. Głęboko, z otchłani umysłu Joel próbuje nie poddać się procedurze. W czasie gdy Dr. Mierzwiak i jego zespół (Kristen Dunst, Mark Ruffalo, Elijah Wood) ścigają go w labiryncie wspomnień, staje się oczywiste, że Joel nie może wybić sobie Clementine z głowy. (IMDB)
Na forum internetowym znalazłem ciekawy (dla odpowiedniej definicji słowa "ciekawy") problem, mianowicie czy liczba 0,9(9) (czyli zero przecinek nieskończona ilość dziewiątek) równa jest 1?

Zacznijmy od początku. Matematyka jest nauką zajmującą się budowaniem abstrakcyjnych systemów logicznych. System logiczny, to poprostu zestaw zasad które wzajemnie do siebie pasują tworząc spójną całość. Abstrakcyjny to taki, którego nie da się bez wątpliwości udowodnić za pomocą doświadczenia, nie mający pewnego potwierdzenia w rzeczywistości. Z czego zaś wynika, że jakiekolwiek zadanie matematyczne może być rozwiązane tylko w zakresie ustalonego systemu logicznego, nic więcej. Innymi słowy można tylko sprawdzić czy zadanie pasuje do przyjętego systemu, ale nie da się stwierdzić bez żadnych wątpliwości czy wynik jest prawdziwy dla świata w którym naprawdę żyjemy.

Powszechnie stosowana matematyka, ta której używamy na codzień, jest w dużym stopniu potwierdzalna doświadczalnie. Jeżeli weźmiemy w jedną rekę jabłko, a w drugą dwa jabłka i opróżnimy obie ręce do pustego koszyka, to jeżeli wszystko przebiegnie poprawnie, w koszyku znajdą się trzy, odrobinę poobijane jabłka. Możemy to uznać za wystarczający dowód na to, że 2+1=3. I dla większości zdarzeń zachodzących na Ziemii (i we Wszechświecie) matematykę można potwierdzić doświadczalnie.

Jednak matematyka zajmuje się nie tylko rzeczami które można sprawdzić w naturze. Istnieją w niej pojęcia które na pozór wydają się realne, ale w rzeczywistości są abstrakcyjnymi konstrukcjami logicznymi. Jedną z takich konstrukcji jest pojęcie nieskończoności.

Nie można udowodnić, że coś rzeczywistego jest nieskończone, z bardzo prostego powodu, że żeby udowodnić, że coś jest nieskończone musielibyśmy to najpierw policzyć lub zmierzyć (co oznacza to samo, bo mierzenie to przykładanie "linijki" i liczenie ile razy zmieści się ona na mierzonym przedmiocie), a tego z definicji nieskończoności zrobić się nie da. Jeżeli można skończyć liczyć, to znaczy, że nie jest to nieskończone. Jeżeli nie można skończyć liczyć, to nie ma jak udowodnić.

Dlaczego nie można policzyć nieskończoności? Ponieważ gdyby rachować jedną liczbę na sekundę, czy nawet miliard liczb na sekundę, to dalej policzenie nieskończonej ilości liczb potrwa nieskończoną ilość czasu -- czyli nie skończy się nigdy.

Tak więc wracając do początkowego problemu, czy 0,9(9) jest równe 1, wiemy już, że nie da się tego w żaden sposób sprawdzić. Na nieskończoności, tak jak na wszystkich abstrakcyjnych pojęciach operować można tylko za pomocą abstrakcyjnych systemów logicznych, na przykład matematyki. Ale matematyka nie jest jednorodna i teoretycznie stworzyć można nieskończoną ilość wewnętrznie poprawnych systemów matematycznych, z których wiele da różne odpowiedzi na te same pytania. Wynik zadania z liczbą nieskończenie bliską jedności (czyli właśnie 0,9(9)) zależy tylko od założeń które przyjmiemy licząc.

Jest to cecha wszystkich abstrakcyjnych problemów, które z założenia są niepotwierdzalne w przyrodzie -- między innymi istnienie boga, powstawanie duszy, życie po śmierci. Są to rzeczy których nie da się potwierdzić, ale też nie da się im zaprzeczyć za pomocą eksperymentu. Odpowiedź na pytanie o istnienie boga, duszy, czy życia po śmierci zależy tylko i wyłącznie od przyjętych założeń. Subiektywnie wybrane odpowiedzi na te pytania przyjmujemy jako dogmaty i w oparciu o nie tworzymy swoją moralność -- jest to w dużej cześci nieświadome i przyjmujemy zwykle te same dogmaty co nasi rodzice, krewni, wychowawcy, przyjaciele czy znajomi. Ważne jest jednak by pamiętać, że są to dowolnie przyjęte dogmaty i obojętnie ilu ludzi w nie wierzy z każdej strony, dalej pozostają bez pewnej odpowiedzi.

Osobiście skłaniam się ku podejściu wynikającemu z filozofii Kanta i późniejszych myślicieli jego szkoły, według którego to podejścia jeżeli problem jest z założenia nierozwiązywalny, nie ma sensu próbować go rozwiązać. Problem istnienia lub nieistnienia boga nie jest trudny do rozwiązania, lecz właśnie niemożliwy do rozwiązania, więc wszelkie próby finalego rozwiązania go są próżne.

W życiu musimy jednak przyjąć jeden z dogmatów, choćby po to by wiedzieć czy należy się modlić i postępować zgodnie z jednym istniejących religijnych systemów moralnych, czy może należy stworzyć nowy system, lub przyjąć system niereligijny. Dlatego osobiście stosuję zasadę zwaną Brzytwą Okhama, która najczęściej definiowana jest jako "Entia non sunt multiplicanda praeter necessitatem", czyli "Byty nie powinny być powielane ponad potrzebę". W uproszczeniu oznacza to, że gdy można rozwiązać problem przy użyciu mniejszej ilości założeń, tak należy je rozwiązać. Dla problemu istnienia/nieistnienia boga oznacza to, że zamiast przyjąć wiele "dużych" założeń -- możliwość istnienia istoty tego typu, możliwość istnienia wszechwiedzy i wszechmocy, możliwość trwania pojedynczego istnienia w nieskończoność itp. -- wolę przyjąć "małe" (moim zdaniem) założenia z których wynikają fizyczne rozwiązania zdarzeń przypisywanych przez wielu siłom pozafizycznym.

Myślę, że najbardziej istotnym wnioskiem jest, że systemy abstrakcyjne -- takie jak matematyka i moralność -- tylko do pewnego stopnia mogą być sprawdzone doświadczalnie. Poza granicą dowodu stają się one dogmatyczne i przyjmuje się je "na słowo". Dlatego odpowiedzi na abstrakcyjne pytania wynikające z jednego systemu nie mogą być w żaden sposób obiektywnie lepsze ani gorsze od odmiennych odpowiedzi wynikających z innego systemu. W takich sprawach nikt nie ma racji, lecz co najwyżej lepiej lub gorzej podparte argumentami poglądy.

Warto też chyba zauważyć, że mój wywód logiczny jest poprawny (lub nie) tylko dla przyjętego przeze mnie systemu filozoficznego i jest poprawny tylko dla tych, którzy przynajmniej w części używają tego samego systemu. Ale jeżeli ktoś dotarł aż tak daleko, prawdopodobnie zdaje sobie już z tego doskonale sprawę.

czwartek, kwietnia 08, 2004

Wiecie co jest szczytem hipokryzji? W piosence Homo Twist jest tekst "Nie dla mnie przyjaźń polsko-niemiecka / Niemców nienawidzę od dziecka / więc podaj faję w pozytywnej relacji / bez zbędnych niemieckich dewiacji". I na MTV słowo "Niemców" (tylko to jedno słowo!) jest ocenzurowane.

Głupcy mówią, że świat staje się zbyt liberalny i dlatego tyle jest na nim zła. Na przykład seksualność. W kulturze w której seksualność jest opatrzona wieloma zakazami i "zła", ci dla których jest ważna muszą to ukrywać, uważać na to co mówią, w rezultacie kłamać. Ci dla których seksualność nie jest istotna są niewrażliwi -- ale mam na myśli tych dla których jest rzeczywiście nieistotna, nie tych którzy tylko boją się ją okazywać. W wyniku tego obrzydzając i zabraniając wyrażania seksualności tworzycie świat który dzieli się na kłamców i niewrażliwców. Gratuluję.

Najgorsze jest, że ludzi tak ciężko jest zmieniać. Moralność jest tylko zbiorem zasad zbieranych i przekazywanych z pokolenia na pokolenie, nie jest niczym szczególnym, wyjątkowym czy dogmatycznie prawdziwym. To tylko czyjeś opinie. Co gorsza, gdy moralność mówi, że seks jest zły, nie mówi, że to dlatego, że przy rozwiązłości seksualnej łatwo było zawsze zajść w ciążę albo zarazić się jakąś chorobą. Moralność chrześcijańską rozpoczynali tworzyć ludzie którzy nie mieli najbledszego pojęcia dlaczego ludzie chorują! Dla nich było oczywiste, że jeżeli ktoś często uprawia seks z wieloma osobami, to zwykle wkrótce umiera, ale nie dlatego, że się czymś zarazi, ale właśnie dlatego, ze uprawia seks.

Głupi ludzie mówią, że powszechna dostępność pornografii powoduje, że jest więcej gwałtów. Więcej niż kiedy dokładnie? Więcej niż w czasach gdy gwałciło się kobiety pokonanych wrogów? Więcej niż w czasach gdy gwałciło się swoich niewolników? To, że teraz się o czymś zaczęło w końcu mówić nie znaczy, że dopiero teraz się to pojawiło. Głupi ludzie nie rozumieją, że gwałty zwykle nie są szczególnie seksualne per se. Są aktem dominacji i przemocy.

Głupi ludzie uważają, że są dużo mądrzejsi od wszystkich innych ludzi. Głupi ludzie nie dyskutują, tylko wygłaszają opinie. Głupi ludzie uważają, że wystarczy tylko kogoś odpowiednio mocno uderzyć, żeby przestał marzyć o wolności. Głupi ludzie uważają, że albo jesteś z nimi, albo przeciw nim. Głupi ludzie wierzą, że ludzkość dzieli się "my" i "oni". Uważają, że "my" jesteśmy dobrzy i światli, a "ich" należy izolować i unikać.

Głupi ludzie żyją w ciągłym strachu, że wyda się, że są w gruncie rzeczy tacy sami jak "oni". Bo głupi ludzie też mają swoje grzeszki, grzeszki które trzymają ich w ciągłym strachu, które wydają im się okruchami wolności, a są tak naprawdę mniej lub bardziej ironiczną grą tych, którzy chcą ich kontrolować. Głupi ludzie sądzą, że tak trzeba.

Głupi ludzie uważają, że należy zrobić wszystko dla zachowania status quo.

Gdy głupi ludzie nie wiedzą co myśleć, nie przyznają się do tego, lecz słuchają innych głupich ludzi, którzy mówią im jaka jest "prawda". A "prawda" jest zawsze czarna lub biała. A rzeczywistość jest często nie tylko szara, ale nawet kolorowa. Rzeczywistości nie da się podzielić na pół. Przykład? Pomijając największych głupców, nikt nie uważa, że plemnik jest cżłowiekiem, ani że jest nim komórka jajowa. Wielu głupców uważa, że człowiek powstaje w momencie połączenia się komórki jajowej i plemnika w jedną całość, że wtedy powstaje "dusza" -- a takiego momentu nie ma. No nie ma, zwyczajnie nie ma, bo powstawanie embrionu jest procesem który trwa jakiś czas. Możemy tylko założyć, że któraś faza powstawania i rozwoju embrionu jest jakoś szczególnie bardziej znacząca. Jeżeli zaś założy się "czarno-białość" rzeczywistości, niezbędny jest jeden określony moment. Nie istnieje jeden, określony moment. Czasu nie można podzielić na najmniejsze możliwe kawałki, bo czas nie ma kawałków, a to dlatego, że czas tak naprawdę nie istnieje.

Skupmy się na tej, dość chyba heretycznie brzmiącej tezie. Bo przecież to oczywiste, że czas istnieje, nie? Widać go na zegarkach i w odczuwaniu czasu. Jeżeli rano zjadłem kanapkę, a na obiad schabik, to między tymi dwoma posiłkami minął przecież jakiś czas. Sekunda to czas.

Otóż nie. Czas to tylko sposób w jaki odczuwamy zmiany zachodzące w przyrodzie i nas samych. Przyzwyczailiśmy się do dnia i nocy jako wyznaczników czasu, ale przecież to tylko czas w jakim obraca się ta kamienna kulka na której zbudowaliśmy nasze domy i gdzie wychowujemy nasze młode. Dzień i noc istnieją w tym samym sensie co czas. Słońce w nocy nie robi się czarne, ani nie "ucieka" pod horyzont. To tylko kulka obróciła się i nie widzimy słońca. Dzień to sposób w jaki odczuwamy wystawianie się na słońce. Gdyby Ziemia była mniejsza albo większa, dzień trwałby krócej lub dłużej. W niektórych przypadkach jeden dzień mógłby trwać minutę lub tysiąc lat i w odpowiednio inny sposób traktowalibyśmy najdejście kolejnego.

To tak jak z miłością. Mówi się, że miłość istnieje miedzy dwojgiem ludzi, że można ją zdobyć, utracić lub odrzucić. Ale przecież miłość zachodzi gdy ludzie odczuwają względem siebie różne rzeczy, co sprowadza się -- i nie jest to spłycenie -- do długiej serii różnorodnych zmian fizykochemicznych w ich mózgach. Gdy zmiany te, dla każdego trochę inne, zachodzą dla dwojga ludzi jednocześnie, mogą oni postanowić spędzać ze sobą więcej czasu, później może zamieszkać razem i zwykle jeszcze później mieć dzieci. Miłość jest wydarzeniem, które polega właśnie na tych zmianach w mózgu.

Określenia "zmiany w mózgu" może się wydać na pierwszy rzut oka dziwne i nie przystające do myślenia, odczuwania i pamiętania. Jednak mechanizm pamięci mózgu nie działa jak zeszyt z notatkami, ani jak taśma video, ani jak pamięć komputera. Każde wspomnienie, każdy szczegół na który zwrócimy uwagę, każde ważne dla nas słowo pamiętamy ponieważ wewnętrzna struktura mózgu ulega ciągłym zmianom. W dużym uproszczeniu mózg to zbiór pewnych wyspecjalizowanych komórek ciała i połączeń którymi przepływa między nimi prąd. Gdy jakaś myśl, jakieś wspomnienie wielokrotnie okazuje się przydatne w podjęciu korzystnej decyzji, połaczenia między "centrum analitycznym" a tą częścią pamięci w której znajduje się wspomnienie stają się trwalsze, fizycznie trwalsze. Sposób w jaki prąd przepływał dotychczas zmienia się wraz z fizyczną zmianą w tej części mózgu. Każde doświadczenie nieodwracalnie nas zmienia.

Miłość polega na zmianach w mózgu, a nie na jednej konkretnej konfiguracji neuronów. W uproszczeniu kochamy ludzi o których pamiętamy, że w ich obecności odczuwamy przyjemność wynikającą z zaspokojenia niektórych z naszych potrzeb i pragnień. Ale przejeść się można również czekoladą i kawiorem. Dla podtrzymania miłości niezbędne są nowe doznania, nowe potrzeby i sposoby ich zaspokajania.

...

Jak widać niżej gościnnie w blogu moja przyjaciółka, Ola. Podoba mi się jak pisze, mam nadzieję, że się trochę zarażę stylem. Chociaż nigdy już pewnie nie uda mi się spontanicznie pisać bez dużych liter.