Ostatnie dwa tygodnie pracuję nad serwisem dla skandynawskiej firmy sprzedającej kamery i oprogramowanie do zarządzania nimi przez sieć. Oprócz myśli o samobójstwie, zmianie zawodu który sobie nieopatrznie wybrałem i licznych rytualnych morderstwach na osobach pracodawców prowokuje mnie to do myśli jednej jeszcze: jaka będzie wyglądać przyszłość kamer cyfrowych? (Używam wspólnej nazwy "kamera cyfrowa" na określenie kamer i aparatów cyfrowych; implikacje ich rozwoju i stosowane technologie są zbliżone.)
Kamery cyfrowe stają się coraz mniejsze. Pierwsze domowe modele miały wielkość przynajmniej paczki papierosów i musiały być podłączone kabelkiem do komputera by ich używać. Dzisiaj kamera jest w standardowym wyposażeniu praktycznie każdej nowoczesnej komórki, dla której, wciąż mieszczącej się w wymiarach paczki papierosów, jest tylko zajmującym niewiele miejsca dodatkiem. Za dziesięć czy dwadzieścia lat kamera razem z baterią i nadajnikiem radiowym zmieścić się może w kawałku plastyku wielkości ziarnka pieprzu, czy nawet główki szpilki i kosztować tyle co bilet autobusowy. Rozwój ten przełamie wiele barier nie tylko technologicznych, lecz przede wszystkim kulturowych.
Dlaczego? Kamerę wielkości ziarnka pieprzu można ukryć wszędzie. Można ją wrzucić na szafę, przykleić w narożniku pokoju kawałeczkiem gumy do żucia, położyć na tyłach półki z rodzinnymi kryształami, taśmą klejącą przymocować do szyby okna od zewnętrznej strony lub zainstalować w grzbiecie książki zamiast litery 'o'. Gdy są tak tanie można je rozrzucać dziesiątkami na ulicach, w urzędach i prywatnych mieszkaniach, w toaletach, w łaźniach, saunach i pod prysznicem w hali sportowej lokalnej podstawówki (jeżeli do tej pory będą tam już prysznice). Ktoś zamontuje kamerę w muszli klozetowej, ktoś inny w przebieralni w sklepie z damską bielizną, ktoś jeszcze w krzesłach i pod stolikami w restauracjach.
Kamery te będą w pełni automatyczne, zdalnie sterowane i dostępne przez sieci komputerowe z każdego miejsca na Ziemii — niektóre za darmo, inne za opłatą, a jeszcze inne będą tajne i na wyłączny użytek policji lub wojska. Będą filmować w ciemnościach za pomocą podczerwieni, nagrają wysokiej jakości sygnał audio i mogą mieć wbudowane czujniki ruchu by zacząć filmować natychmiast gdy ktoś wejdzie w ich zasięg. Będą wykorzystywać nadajniki bardzo niskiej mocy, komunikację optyczna (laserem), magazynowanie materiału by wysyłać go gdy nikogo nie ma w domu, dynamiczne zmiany częstotliwości nadawania i szyfrowanie danych by trudniej było je wyśledzić i wygłuszyć.
Niektóre zaczną emitować nagrany uprzednio materiał dopiero gdy poda się im odpowiedni sygnał i tylko na odległość kilku milimetrów (za to niezmiernie szybko), tak że wykryć je można tylko znając kod i badając każdy centymetr kwadratowy pomieszczenia; "zbieraczowi" wystarczy przejść się raz na parę tygodni po lokacjach gdzie przy poprzedniej wizycie niepostrzeżenie zostawił swoje urządzenia. Tym "zbieraczem" może być ktokolwiek: monter okien plastykowych, kontroler z gazowni, zazdrosna żona, nowy chłopak twojej najbliższej przyjaciółki, obleśny "wujek", świadek Jehowy, ktokolwiek z dwudziestu-paru osób na ostatniej imprezie w twoim mieszkaniu. Policjant, szpieg, i wścibska sąsiadka. Ten przemiły chłopiec który odprowadził cię z sobotniej imprezy i wszedł na moment by skorzystać z toalety. Młodociany producent amatorskich filmów porno w postaci kolegi twojego synka.
Będziemy obserwowani wszędzie i zawsze, a gdy nawet nie będziemy akurat obserwowani, nie dowiemy się o tym. Prywatność taka jak rozumiemy ją dzisiaj przestanie istnieć. Ale to dobrze.
Matka będzie mogła przypilnować swoje dziecko idące do szkoły i gdyby działo się z nim coś niedobrego natychmiast wyśle obraz video lokalnej komendzie policji, a ta najbliższemu radiowozowi lub karetce pogotowia. Dziecko przed wyjściem z domu sprawdzi czy nikt nie stoi obok drzwi mieszkania. Urzędnik dwa razy zastanowi się nad wzięciem łapówki gdy nie ma pojęcia kto może być niewidzialnie obecny w pokoju. Komputer powiadomi nas, że ktoś kręci się przy naszym samochodzie, czy oknach na tyłach domu. Opiekunka do dzieci która zaprosi swojego chłopaka by wsparł ją w nudny wieczór nie dostanie już zajęcia u tej rodziny — czy nawet w tym mieście, bo obraz cyfrowy łatwo przecież jest opublikować w lokalnym serwisie internetowym.
Sejm nie będzie dla nikogo już zamknięty, tajne posiedzenia staną się jawne, a zachowanie najdrobniejszej nawet tajemnicy będzie wymagało zaangażowania skomplikowanych i kosztownych środków bezpieczeństwa. Gwałciciel ledwie zdąży rozpiąć rozporek zanim w podziemnym parkingu znajdzie się grupa ochroniarzy. Złodzieja dokładnie rozliczy się z tego co zabrał i zniszczył w mieszkaniu na podstawie paru ciekawych ujęć z naszych domowych kamer. Spowiednik będzie mógł sprawdzić, czy wyznane były wszystkie grzechy. Mordercę złapie się szybko i udowodni mu winę bez żadnych wątpliwości i wojen prawniczych.
Oczywiście, kamery będą nadużywane i oczywiście, znajdą się sposoby by przynajmniej w części zabezpieczyć się przed ich bezsennym wzrokiem. Ale to będzie wymagało wysiłku i pięniędzy na które stać będzie głównie rząd, wojsko, korporacje i maniaków prywatności. Reszta będzie musiała zmienić swoje nastawienie do publicznego obnażania się, co oznaczać będzie każde zdjęcie z siebie bielizny. Zresztą kamery na promieniowanie Roentgen'a (już dziś istniejące w fazie prototypu) sprawią, że i kożuch ze skóry słonia będzie niczym tiul.
Największe zmiany zajdą w naszym pojmowaniu wstydu. Jeżeli w każdym momencie ktoś może na mnie spojrzeć z dowolnego kąta nie ma róznicy między rozbieraniem się w samotności i w towarzystwie. Jeżeli kamera może być w przebieralni i pod prysznicem, ubieranie kostiumów kąpielowych na basenie będzie miało znaczenie czysto higieniczne. Jeżeli kamery mogą być w każdym domu, seks we własnym łóżku jest równie intymny co ten w męskiej toalecie, na tylnim siedzeniu samochodu na polance w lesie czy na scenie klubu porno. Wielkość i kształt różnych wstydliwych kawałków ciała, dzisiaj niegasnące źródło kompleksów, zahamowań i podrzędnego humoru, będą miały znaczenie równe kształtowi i rozmiarom nosa, którego niedostatki można kompensować makijażem i chirurgią, ale na dłuższą metę poprostu ma się taki nos, jaki się ma.
Kamery nadchodzą i ich nadejścia nie powstrzyma najbardziej przemyślny przepis i obojętnie jak źle widziane będzie ich używanie. Za naszego życia — z punktu widzenia dwudziesto-paro-latka — prywatność w większości zniknie, pozostawiając nam jedynie nagość. I wolność.
Myślę, że wszystko będzie dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz