"Przekrój" (21/04): Zdecydowanym krokiem kierujesz się do działu odzieżowego i sięgasz po upatrzoną koszulę. W tym momencie dyskretnie umieszczony na półce czytnik przesyła do systemu komputerowego informację: towar 21-000269-0A3486 (czyli twoja koszula) został zabrany z półki. Jesteś więc sledzony. Idziesz do przymierzalni -- twój ruch został zanotowany. Po drodze wziąłeś jeszcze ulubione lody bananowe -- systemowi nie umknie żadna informacja. Zbliżasz się do kasy -- nie musisz nawet wyjmować rzeczy z koszyka, wszystkie chipy RFID przymocowane do produktów zgłaszają swoją obecność, a na ekranie natychmiast pojawia się kwota do zapłacenia. Prawda, że wygodne? Podajesz tylko swoją kartę kredytową i... TRACH! Twoja prywatność padła, lęzy i kwiczy. Wielka machina do wyciągnania pieniędzy wie już o tobie wszystko. Zna twoje dane osobowe i ulubione produkty. Oczywiście po pierwszej wizycie informacja nie jest pełna, ale po trzeciej czy czwartej -- jesteś nagi.No cóż, umiem sobie wyobrazić gorszy dzień. System nie wie o mnie wszystkiego, tylko jak się nazywam (trudno zaprzeczyć, że płacąc kartą kredytową takie dane są istotne) i jakie produkty najczęściej kupuję w danym sklepie. Lub nawet wszystkich sklepach, co z tego? To niedobrze, że ktoś nam zaoferuje ulubione produkty po niższej cenie lub zainteresuje się czy jesteśmy zadowoleni z ostatnich zakupów? Nawet bym się ucieszył, że dbają o mnie jako klienta.
Gdy następnym razem wchodzisz do sklepu podchodzi do ciebie miła pani i uśmiechając się, mówi: "Panie Tomaszu, chciałabym panu zaproponować pana ulubione lody bananowe w promocyjnej cenie. Mam też nadzieję, że pana nowa koszula dobrze się sprawdza".
Wiedzą co kupuję i kim jestem? To samo wie sprzedawczyni ze sklepu na moim osiedlu. Wie jakiej marki papierosy palę (Marlboro), który tygodnik polityczny zwykle czytam (Przekrój), zna mój ulubiony napój energetyczny (ostatnio Burn) i wie, że zwykle nie pamiętam ile bułek mam w koszyku. Nie czuję się przez to szczególnie nagi. Gdy zapomnę kupić papierosy i sprzedawczyni mi o tym przypomni, zaoszczędzę sobie ponownej drogi z górki i pod górkę.
A może popatrzmy na pozytywy? Nie trzeba będzie stać za babą kupującą trzydzieści tysięcy różnych zup w proszku, bo wszyscy klienci niezależnie od zawartości koszyka kasowani będą błyskawicznie. W Sainsbury's widziałem już automatyczne kasy -- gdzie po zliczeniu produktów przeciąga się kartą kredytową przez maszynę i idzie do domu. Narazie trzeba samemu przeskanować wszystkie produkty, ale RFID temu zaradzi.
Kradzieże w sklepach pewnie nie znikną całkiem, ale może będzie ich mniej, bo metka może być zatopiona w produkt (koniec niewygodnych plastykowych klatek w których zamyka się dziś filmy dvd) i trudniej będzie się jej pozbyć. Nie wystarczy też owinąć w coś produkt przy kasie, bo gdy technologia się rozpowszechi czytniki RFID będą wszędzie. Ukradniesz w jednym sklepie bluzkę albo pudełko cukierków, a w następnym sklepie do którego wejdziesz zawyje przy wejściu alarm. Czytniki RFID będą przy drzwiach w domu (nieuczciwi goście) i przy wyjściu w metrze (bo tam chodzi pełno ludzi).
Że będzie można mnie znaleźć w całym mieście? Bardzo dobrze, chcę żeby było mnie łatwo znaleźć. A państwo policyjne które miałoby wtedy nadejść? Będę się starał, żeby państwo policyjne było niepotrzebne i niemożliwe. Irracjonalny strach przed utratą "tajemniczości" nie powstrzyma rozwoju technologii -- nigdy jej dotąd nie powstrzymał. Zależy tylko, czy ze wszystkich tych cudownych zdobyczy techniki skorzystamy my, czy nasze prawnuki.
Ten sam problem co z kamerami policji w miejscach publicznych -- ogromny krzyk krytyków i frików prywatności, a potem statystycy którzy mówią, że brutalna przestępczość w miejscach obserwowanych przez kamery w bardzo krótkim czasie praktycznie zanika. Rozumiem, że nie jest fajnie jeżeli kamera się na nas gapi jak całuję się z dziewczyną w ciemnym zaułku, ale z drugiej strony chcę by pilnowała żeby w takim momencie ktoś nie napadł.
Prywatność będzie zapewniona przez nadmiar materiału do oglądania. Po pierwszym szoku możliwości nowej technologii okaże się, że najlepszą pornografię kręcą jednak profesjonaliści, a "prawdziwe" seriale społeczne takie jak Klan czy Seks w wielkim mieście są ciekawsze od tego co rzeczywiście dzieje się u sąsiadów.
Nie opierajmy się postępowi, a będzie naprawdę fajnie, obiecuję :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz