22:44 — Edyta wyjeżdża jutro do Polski, a ja pracuję cały dzień więc nawet nie będę mógł jej odprowadzić na autokar. Dzisiaj wieczorem impreza pożegnalna, pójdę po pracy i zostanę pewnie do rana. Spuśćmy głowy nad tym smutnym faktem (tj. wyjazdem, nie imprezą) i uczcijmy go paragrafem ciszy.
...
Dzięki przytomności jej umysłu dostałem ostatnio dwuosobowy materac — taki ze sprężynami w środku, nie dmuchany — więc będę miał gdzie wygodnie spać gdy wyjedzie. Nie będę musiał codziennie spędzać pociętego przekleństwami pół godziny na dmuchaniu dziurawego gumowca.
Smutkiem zawsze fajnie się z kimś podzielić, więc pewnie więcej czasu poświęcał będę blogowi. Niech mi się tylko nikt nie próbuje z tego ucieszyć.
Za to do szkoły zacznę może chodzić bardziej regularnie. Na poprzednich zajęciach udzieliłem mojemu wykładowcy, Zakowi miażdżącej lekcji pokory w piłkarzyki — 9-1, 10-5. Trzeciego meczu nie chciał ze mną zagrać. W najbliższy czwartek nasza grupa (i może jeszcze Mike) idzie się integrować do ponoć niezłej hinduskiej restauracji. Polubiłem ciapatą kuchnię, szczególnie curry z kurczaka i chleb nan który nie jest tak naprawdę chlebem ale rodzajem napompowanego placka. Za dwa quid można kupić w Sainsbury's do samodzielnego zrobienia w domu.
Karolina mówiła że widziała niezbyt używaną dziewczynę na wystawce jeżeli chcę sobie wziąć, ale chyba się nie zdecyduję. Bieliznę i dziewczyny wolę jednak nowe i najlepiej z gwarancją.
sobota, sierpnia 30, 2003
środa, sierpnia 27, 2003
22:24 — Jak nie mam co robić to czytam (i się objadam). Jako człowiek uzależniony od informacji z przyjemnością obserwuję rozwój technologii RSS, zauważony ostatnio nawet przez mainstreamowe czasopisma elektroniczne. Ogólnie rzecz biorąc RSS to sposób rozpowszechniania informacji, w szczególności nagłówków wiadomości publikowanych cyklicznie. W praktyce wygląda to tak, że mam spis `feedów' (źródeł wiadomości, np. czasopism internetowych, blogów takich jak ten) i po kliknięciu na wybrany pokazuje mi się — aktualizowana co kwadrans — lista wiadomości z oznaczonymi najnowszymi. Po kliknięciu na nazwę wiadomości mogę ją przeczytać. Brzmi to dość banalnie, ale gdy czyta się wiadomości z wielu serwisów agregacja w jednym miejscu bardzo ułatwia życie.
Najbardziej oczywisty problem polega na tym, że znajduję wiele wartych podania wam adresów, ale są to wyłącznie strony angielskojęzyczne. Dajcie znać czy jest sens je podawać.
Znalazłem jednak serwis ze starymi amerykańskimi reklamami, niektóre są dość zabawne, ale przede wszystkim ta stylistyka!
Najbardziej oczywisty problem polega na tym, że znajduję wiele wartych podania wam adresów, ale są to wyłącznie strony angielskojęzyczne. Dajcie znać czy jest sens je podawać.
Znalazłem jednak serwis ze starymi amerykańskimi reklamami, niektóre są dość zabawne, ale przede wszystkim ta stylistyka!
niedziela, sierpnia 24, 2003
21:20 — Znalazłem ciekawy artykuł Mizuki Ito o tym jak zmienił się sposób korzystania z telefonów komórkowych przez młodzież (pokolenie Y) i jej rodziców (pokolenie X). Kiedyś zajęcie się telefonem komórkowym — czy to połączeniem głosowym, czy nawet wiadomością tekstową — w czasie bezpośredniej rozmowy w grupie, a tym bardziej jeden-do-jednego uważane było za duży nietakt, wyjątkową niegrzeczność wobec adwersarza. Ĺ»eby zadzwonić do kogoś należało przeprosić obecnych i odejść przynajmniej o parę kroków.
Młodzież używa telefonów komórkowych dużo swobodniej, nie jest niczym nadzwyczajnym gdy przy stole siedzą cztery osoby i każda z nich wzrok utkwiony ma w komórce. Nie oznacza to jednak, że rozluźniły się więzy społeczne, czy że ludzie ci są "razem, a osobno". Wprost przeciwnie, ciągły kontakt z fizycznie nieobecnymi członkami grupy towarzyskiej wzmacnia grupę. Co więcej, zmniejszenie znaczenia fizycznej obecności zmniejsza automatycznie znaczenie samej fizyczności na rzecz poczucia humoru, inteligencji czy wygadania, a ograniczenia formy zmuszają do ustępstw formy na rzecz treści wypowiedzi, co uważam za bardzo pozytywny trend.
Zmienia się też sposób w jaki umawiamy się na spotkania i odnajdujemy. Kiedyś wszyscy umawiali się na spotkanie np. pod znanym pomnikiem lub kościołem, gdzie o określonej z góry godzinie wszyscy mieli się zebrać. Teraz wystarczy kilka minut by obdzwonić znajomych i zaprosić je w miejsce które można przy okazji ustalić. Nie trzeba zbierać się o określonej porze, miejsce może się zmieniać w trakcie trwania spotkania i nikt nie musi być wykluczony.
Myślę że trend ten pogłębi się wraz ze spadkiem cen i poszerzaniem zakresu usług telekomunikacyjnych.
Młodzież używa telefonów komórkowych dużo swobodniej, nie jest niczym nadzwyczajnym gdy przy stole siedzą cztery osoby i każda z nich wzrok utkwiony ma w komórce. Nie oznacza to jednak, że rozluźniły się więzy społeczne, czy że ludzie ci są "razem, a osobno". Wprost przeciwnie, ciągły kontakt z fizycznie nieobecnymi członkami grupy towarzyskiej wzmacnia grupę. Co więcej, zmniejszenie znaczenia fizycznej obecności zmniejsza automatycznie znaczenie samej fizyczności na rzecz poczucia humoru, inteligencji czy wygadania, a ograniczenia formy zmuszają do ustępstw formy na rzecz treści wypowiedzi, co uważam za bardzo pozytywny trend.
Zmienia się też sposób w jaki umawiamy się na spotkania i odnajdujemy. Kiedyś wszyscy umawiali się na spotkanie np. pod znanym pomnikiem lub kościołem, gdzie o określonej z góry godzinie wszyscy mieli się zebrać. Teraz wystarczy kilka minut by obdzwonić znajomych i zaprosić je w miejsce które można przy okazji ustalić. Nie trzeba zbierać się o określonej porze, miejsce może się zmieniać w trakcie trwania spotkania i nikt nie musi być wykluczony.
Myślę że trend ten pogłębi się wraz ze spadkiem cen i poszerzaniem zakresu usług telekomunikacyjnych.
czwartek, sierpnia 21, 2003
11:24 — Na kilka dni mam pracę z Polski (poprawki w kodzie jednej strony WWW którą robiłem będąc w Polsce) więc updates nie będzie. Nie zapłaczcie się.
11:00 — Gdy robię coś w rodzaju obsługi klientów tutaj w kafejce, nie staram się słuchać i rozumieć co do mnie mówią, ale raczej odruchowo odpowiadać na hasła którymi się posługują. To dlatego że często muszę działać szybko (i.e. gdy przyjdzie kilku klientów naraz i trzeba ich szybko obsłużyć) a mój umysł działa powoli, więc żeby szybciej reagować wyrabiam sobie odruchy.
Jedynym sensownym rozwiązaniem jest przestać przejmować się szybkością i naprawdę słuchać tego co się do mnie mówi.
11:40 — Jest pewna zasada którą warto się posługiwać w logicznym rozpatrywaniu problemów: korelacja nie oznacza powodowania. Przykładem złamania tej zasady jest: a) psy lubią mięso, b) psy mają dobry słuch, c) jedzenie mięsa daje dobry słuch — w tym przypadku łatwo jest zauważyć błąd w rozumowaniu, ponieważ oczywiste jest dla nas (chociaż też nie wiadomo czy słusznie!) że taki związek nie zachodzi. Spójrzcie jednak na inne przykłady:
11:00 — Gdy robię coś w rodzaju obsługi klientów tutaj w kafejce, nie staram się słuchać i rozumieć co do mnie mówią, ale raczej odruchowo odpowiadać na hasła którymi się posługują. To dlatego że często muszę działać szybko (i.e. gdy przyjdzie kilku klientów naraz i trzeba ich szybko obsłużyć) a mój umysł działa powoli, więc żeby szybciej reagować wyrabiam sobie odruchy.
Jedynym sensownym rozwiązaniem jest przestać przejmować się szybkością i naprawdę słuchać tego co się do mnie mówi.
11:40 — Jest pewna zasada którą warto się posługiwać w logicznym rozpatrywaniu problemów: korelacja nie oznacza powodowania. Przykładem złamania tej zasady jest: a) psy lubią mięso, b) psy mają dobry słuch, c) jedzenie mięsa daje dobry słuch — w tym przypadku łatwo jest zauważyć błąd w rozumowaniu, ponieważ oczywiste jest dla nas (chociaż też nie wiadomo czy słusznie!) że taki związek nie zachodzi. Spójrzcie jednak na inne przykłady:
- Wielu z ludzi uzależnionych obecnie od heroiny paliło kiedyś marijuanę, więc palenie marijuany powoduje późniejsze uzależnienie od heroiny. (hint: chęć używania i skłonność do nadużywania mogą wynikać ze wspólnego źródła dla obu narkotyków)
- Jaskółki latały nisko, a potem spadł deszcz, więc jaskółki wiedzą kiedy będzie padał deszcz. (hint: na skutek unoszenia się mas powietrza jednocześnie spada ciśnienie przy powierzchni Ziemi i zwiększa się prawdopodobieństwo deszczu; niskie ciśnienie utrudnia latanie owadom które obniżają pułap lotu; jaskółki latają tam gdzie owady)
niedziela, sierpnia 17, 2003
20:53 — Pies — pogromca przestępców. Złapałem dzisiaj kradzioną kartę kredytową (tymczasowy właściciel upłynnił się po angielsku). Mam za to dostać pięćdziesiąt quid nagrody, bardzo przyjemnie.
21:40 — Klient przyszedł z pustą kartą i wmawiał mi, że przed chwilą zdrapał ją i nie może jej użyć. Zadzwoniłem do obsługi klienta gdzie miła pani powiedziała mi że karta jest pusta. Nie wiem czego się typ spodziewał, ale chyba początkujący bo najpierw zaakceptował moją decyzję, a po chwili zorientował się że za łatwo się poddał i zaczął trochę protestować, ale dość nieporadnie. A potem kupił drugą taką samą kartę. Ludzie są naiwni.
21:40 — Klient przyszedł z pustą kartą i wmawiał mi, że przed chwilą zdrapał ją i nie może jej użyć. Zadzwoniłem do obsługi klienta gdzie miła pani powiedziała mi że karta jest pusta. Nie wiem czego się typ spodziewał, ale chyba początkujący bo najpierw zaakceptował moją decyzję, a po chwili zorientował się że za łatwo się poddał i zaczął trochę protestować, ale dość nieporadnie. A potem kupił drugą taką samą kartę. Ludzie są naiwni.
sobota, sierpnia 16, 2003
15:04 — Stanowczo chcę jechać do Ameryki Południowej, odwiedzić Chile, Boliwię, ale przede wszystkim Peru. Czytając sprawozdanie podróżnika który zjeździł skromny, ale reprezentatywny kawałek tego kraju doszedłem do wniosku, że znalazłem kolejne — po Jamajce i Nowej Zelandii — miejsce w którym chętnie spędzę jakiś kawałek życia.
Za dużo czasu spędziłem żyjąc w jednym kraju, jednym mieście właściwie. To co warto zobaczyć zwykle znajduje się gdzieś indziej niż w danym momencie jesteśmy. Czyli oprócz zostania pisarzem lub dziennikarzem mogę zostać także podróżnikiem, co nawet pasuje bo zawód podróżnika jest zwykle połączeniem dwóch poprzednich i dodaje bonus w postaci darmowego, a czasem nawet lukratywnego zwiedzania świata.
Jak wiadomo najlepszy sposób na podróżowanie, to podróżowanie na cudzy koszt. Darmowe posiłki niestety nie istnieją, więc żeby namówić kogoś na sposorowanie wojaży, szczególnie tych bardziej kosztownych, trzeba udowodnić mu że zyski z wysłania mnie w jakieś piękne, egzotyczne miejsce przekroczą koszt biletów lotniczych, zakwaterowania, jedzenia i kosztów nieprzewidzianych, najlepiej dla dwóch osób. Muszę pamiętać żeby przed udaniem się na rozmowy w tej sprawie pójść na solarium (dla dyrektora lub naczelnego) i poćwiczyć jakiś seksowny akcent (dla sekretarki).
Czy redaktor nazywa się naczelnym dlatego że jego właśnie z całej redakcji najmniej dzieli od homo sapiens?
Za dużo czasu spędziłem żyjąc w jednym kraju, jednym mieście właściwie. To co warto zobaczyć zwykle znajduje się gdzieś indziej niż w danym momencie jesteśmy. Czyli oprócz zostania pisarzem lub dziennikarzem mogę zostać także podróżnikiem, co nawet pasuje bo zawód podróżnika jest zwykle połączeniem dwóch poprzednich i dodaje bonus w postaci darmowego, a czasem nawet lukratywnego zwiedzania świata.
Jak wiadomo najlepszy sposób na podróżowanie, to podróżowanie na cudzy koszt. Darmowe posiłki niestety nie istnieją, więc żeby namówić kogoś na sposorowanie wojaży, szczególnie tych bardziej kosztownych, trzeba udowodnić mu że zyski z wysłania mnie w jakieś piękne, egzotyczne miejsce przekroczą koszt biletów lotniczych, zakwaterowania, jedzenia i kosztów nieprzewidzianych, najlepiej dla dwóch osób. Muszę pamiętać żeby przed udaniem się na rozmowy w tej sprawie pójść na solarium (dla dyrektora lub naczelnego) i poćwiczyć jakiś seksowny akcent (dla sekretarki).
Czy redaktor nazywa się naczelnym dlatego że jego właśnie z całej redakcji najmniej dzieli od homo sapiens?
środa, sierpnia 13, 2003
15:25 — Rozmawiałem przez moment z Kurą który miesiąc temu stał się cięższy o 4.5 grama (obrączka). Nie akceptuję tego że moi koledzy mogą się żenić, będę spokojnie karmił się iluzją własnej niedojrzałości. Są osoby, które uważają że moja niedojrzałość nie jest iluzją. Tego również nie akceptuję.
Zacząłem chyba pisać książkę, na razie po angielsku, ale pewnie przejdę na polski, bo angielskiego stanowczo nie znam na tyle żeby wycisnąć z siebie kilkaset tysięcy zabawnie ułożonych słów. Dwa pierwsze akapity jeżeli ktoś ma ochotę:
Zacząłem chyba pisać książkę, na razie po angielsku, ale pewnie przejdę na polski, bo angielskiego stanowczo nie znam na tyle żeby wycisnąć z siebie kilkaset tysięcy zabawnie ułożonych słów. Dwa pierwsze akapity jeżeli ktoś ma ochotę:
As the sun silently scorched the earth with UV rays, Bee sat in his back yard, doing what could only be described as nothing. A sea of blankness that his mind was at the moment was rippled periodically by a stray thought of frozen arctic fields of light-blue icebergs, slowly scraping their way through the seabed, carrying on their backs various creatures who's forefathers thought it a really neat idea to adapt themselves to areas where even snowflakes start wearing warm underwear and complain about frostbites.
He opened an eye carefully, trying to find the cool, paper-umbrella-laden drink that he evidently neglected to prepare earlier. Lazily, he pondered on the thought of helping himself to the fridge to prepare a really stiff soft drink, caressing the thought of ice cubes floating happily along with slices of lemon, but a quick calculation proved it not beneficial enough to bother. Neglecting all exercise he could weasel his way out of, he needed little more than peeling an orange to break into sweat. On such excruciating journey as that to the kitchen, the dehydration could prove lethal.
niedziela, sierpnia 10, 2003
21:17 — Dwie zmiany bez zmian. Piętnaście godzin pracy po czterech godzinach snu można już zakwalifikować jako deprawację sensoryczną.
Byliśmy wczoraj w Dog Star na Brixton. Nie siedzieliśmy długo, ale dyskoteka w porządku choć otwarte było tylko dolne piętro gdy zwykle otwarte są jeszcze dwa, w tym chillout z kanapami. Jezu, jak mi jest w tym momencie potrzebna kanapa.
Byliśmy wczoraj w Dog Star na Brixton. Nie siedzieliśmy długo, ale dyskoteka w porządku choć otwarte było tylko dolne piętro gdy zwykle otwarte są jeszcze dwa, w tym chillout z kanapami. Jezu, jak mi jest w tym momencie potrzebna kanapa.
sobota, sierpnia 09, 2003
14:03 — Praca -> nuda -> praca. Bardzo spokojny dzień — gorąca, słoneczna sobota, więc wszyscy normalni ludzie wyjechali na weekend, pozostawiając za sobą jedynie spaliny i kastę najniższą (do której należę). Przed chwilą był dzwonić Holender, którego trudno jest opisać słowami. Przychodzi dość regularnie, może raz lub dwa razy w tygodniu; za każdym razem podchodząc do lady i mówiąc "Chciałbym użyć waszego telefonu żeby zadzwonić do Holandii." — i patrzy wyczekująco, trochę jak autystyczne dziecko. Jest bardzo explicit, mówi powoli i wyraźnie, jest bardzo uprzejmy. Jeden z dziwniejszych, ale jednocześnie moich ulubionych klientów.
14:47 — Gdy mówię że nie jestem patriotą i że nie ma dla mnie większego znaczenia na którym dokładnie kawałku kontynentu europejskiego się urodziłem, ludzie często zdają się być urażeni moim brakiem szacunku dla tak fundamentalnej ich zdaniem wartości. Nie potrafią zrozumieć dlaczego nie jest to dla mnie ważne, ale też nie potrafią wytłumaczyć dlaczego takie być powinno. Padają urywane słowa, takie jak kultura, tradycja czy historia, ale gdy domagam się ściślejszych, logicznych wyjaśnień dowiaduję się jedynie, że jeżeli tego nie rozumiem to nie ma sensu ze mną rozmawiać.
Podobnie jest z innymi problemami w których rozum i rozsądek nie mają zbyt wiele do powiedzenia, takimi jak wiara religijna i moralność. Tak jak wolno mi wypowiadać się bez żadnych właściwie ograniczeń o teoriach naukowych, wygodzie mebli, pogodzie czy wyższości jednego święta nad drugim, gdy w grę wchodzą kwestie w których rozmówca nie jest w stanie sklecić jednego solidnego argumentu, podeprzeć się najchwiejniejszym nawet faktem czy wynikiem badań, racjonalna dyskusja staje się nie dość, że z oczywistych powodów trudna, to w dodatku jest przyjmowana wrogo, jako atak na wyznawane przez adwersarza wartości.
Słowa denerwują głównie ludzi niepewnych swoich racji. Jeżeli głosił będę publicznie, że chomiki nie istnieją, że ludzie je sobie tylko wymyślili, zostanę conajwyżej uznany za wariata. Gdy będę głosił, że nie istnieje bóg, że został wymyślony by zaspokoić pewne potrzeby, zależnie od poziomu publiczności stracić ją, odebraną krzesłem przytomność, lub w przypadkach radykalnych nawet życie.
Lepiej nie będę proponował żebyście to przemyśleli.
15:48 — Pojawił się nowy wirus e-mailowy, wysyła wiadomość o treści:
14:47 — Gdy mówię że nie jestem patriotą i że nie ma dla mnie większego znaczenia na którym dokładnie kawałku kontynentu europejskiego się urodziłem, ludzie często zdają się być urażeni moim brakiem szacunku dla tak fundamentalnej ich zdaniem wartości. Nie potrafią zrozumieć dlaczego nie jest to dla mnie ważne, ale też nie potrafią wytłumaczyć dlaczego takie być powinno. Padają urywane słowa, takie jak kultura, tradycja czy historia, ale gdy domagam się ściślejszych, logicznych wyjaśnień dowiaduję się jedynie, że jeżeli tego nie rozumiem to nie ma sensu ze mną rozmawiać.
Podobnie jest z innymi problemami w których rozum i rozsądek nie mają zbyt wiele do powiedzenia, takimi jak wiara religijna i moralność. Tak jak wolno mi wypowiadać się bez żadnych właściwie ograniczeń o teoriach naukowych, wygodzie mebli, pogodzie czy wyższości jednego święta nad drugim, gdy w grę wchodzą kwestie w których rozmówca nie jest w stanie sklecić jednego solidnego argumentu, podeprzeć się najchwiejniejszym nawet faktem czy wynikiem badań, racjonalna dyskusja staje się nie dość, że z oczywistych powodów trudna, to w dodatku jest przyjmowana wrogo, jako atak na wyznawane przez adwersarza wartości.
Słowa denerwują głównie ludzi niepewnych swoich racji. Jeżeli głosił będę publicznie, że chomiki nie istnieją, że ludzie je sobie tylko wymyślili, zostanę conajwyżej uznany za wariata. Gdy będę głosił, że nie istnieje bóg, że został wymyślony by zaspokoić pewne potrzeby, zależnie od poziomu publiczności stracić ją, odebraną krzesłem przytomność, lub w przypadkach radykalnych nawet życie.
Lepiej nie będę proponował żebyście to przemyśleli.
15:48 — Pojawił się nowy wirus e-mailowy, wysyła wiadomość o treści:
Hello there,Nie dajcie się nabrać, nie jest to prawdziwa wiadomość, nie otwierajcie załącznika, używajcie aktualnych programów antywirusowych, używajcie prezerwatyw. To Dla Waszego Dobra™.
I would like to inform you about important information regarding your
email address. This email address will be expiring.
Please read attachment for details.
---
Best regards, Administrator
crrcbiwb
czwartek, sierpnia 07, 2003
16:40 — Mieliśmy ostatnio zabawę w knajpie, quiz, po dziesięć pytań w każdej z pięciu dziedzin takich jak 'wiedza ogólna', 'muzyka', 'film'. Na pięć zespołów zająłem czwarte miejsce ze stratą pół punktu do trzeciego. Piszę 'ja', bo przyszedłem za późno i byłem
zespołem jednoosobowym. Nie żebym się chwalił.
Zgodnie z tym czego chce Edyta, choć nie do końca na jej prośbę, palę ostatnio strasznie mało papierosów. W pracy nie bardzo można — tj. w kafejce nie wolno, a wyjść nawet do loo jest bardzo niewygodnie, co dopiero na papierosa się poświęcać. Palenie ma być przyjemnością, nie czymś co robi się szybko i wstydliwie. Dopiero jak mam dzień wolny, jadę do szkoły i mam okazję spędzić trochę czasu leniwie, ale też nie żebym paczkę od paczki odpalał.
Jeżdżę głównie metrem, gdzie jeżeli nawet czeka się na cokolwiek — a większość linii których używam kursuje nie rzadziej niż co cztery-pięć minut — to i tak jest się pod ziemią, gdzie palić nie wolno. Tylko zajęcia czasem odbywają na świeżym powietrzu, w otoczonym z trzech stron budynkiem szkoły kamykowo-trawiastym patio, wtedy można spokojnie zapalić, ale co to jest. W domu palić nie mogę, muszę wychodzić do ogródka. U Edyty palić nie mogę, a do ogródka nie chce mi się wychodzić, marnować cennego czasu którego mamy raczej niewiele — pomijając że nie lubi i mogłaby mnie nie wpuścić z powrotem.
Pomiędzy pracą w kafejce internetowej, nauką angielskiego i randkami, człowiek ma niewiele czasu na prawdziwe przyjemności. Tego nie czytałaś, Edyta.
zespołem jednoosobowym. Nie żebym się chwalił.
Zgodnie z tym czego chce Edyta, choć nie do końca na jej prośbę, palę ostatnio strasznie mało papierosów. W pracy nie bardzo można — tj. w kafejce nie wolno, a wyjść nawet do loo jest bardzo niewygodnie, co dopiero na papierosa się poświęcać. Palenie ma być przyjemnością, nie czymś co robi się szybko i wstydliwie. Dopiero jak mam dzień wolny, jadę do szkoły i mam okazję spędzić trochę czasu leniwie, ale też nie żebym paczkę od paczki odpalał.
Jeżdżę głównie metrem, gdzie jeżeli nawet czeka się na cokolwiek — a większość linii których używam kursuje nie rzadziej niż co cztery-pięć minut — to i tak jest się pod ziemią, gdzie palić nie wolno. Tylko zajęcia czasem odbywają na świeżym powietrzu, w otoczonym z trzech stron budynkiem szkoły kamykowo-trawiastym patio, wtedy można spokojnie zapalić, ale co to jest. W domu palić nie mogę, muszę wychodzić do ogródka. U Edyty palić nie mogę, a do ogródka nie chce mi się wychodzić, marnować cennego czasu którego mamy raczej niewiele — pomijając że nie lubi i mogłaby mnie nie wpuścić z powrotem.
Pomiędzy pracą w kafejce internetowej, nauką angielskiego i randkami, człowiek ma niewiele czasu na prawdziwe przyjemności. Tego nie czytałaś, Edyta.
środa, sierpnia 06, 2003
18:00 — Poniższy cytat oddaje, jak myślę, ducha rozmów jakie przychodzi mi czasem przeprowadzać z klientami. W dodatku to ja jestem Alicją.
21:08 — Siedząc w pracy dostaję depresji od samotności — jestem przyzwyczajony do rozmów w czasie pracy, a tutaj mam ich bardzo niewiele. Mogłaby już przyjść Edyta; tj. ma przyjść po kinie jeżeli udało jej się tam dojść, a nie utknęła z koleżankami w pubie. Jeżeli jest w kinie, to pewnie na Whale Rider; oceniając po plakacie i recenzjach film warty obejrzenia, ale jeszcze zapytam.
The Caterpillar and Alice looked at each other for some time in silence: at last the Caterpillar took the hookah out of its mouth, and adressed her in a languid, sleepy voice:
“Who are you?” said the Caterpillar.
This was not an encouraging opening for a conversation. Alice replied, rather shyly, “I—I hardly know, sir, just at present—at least I know who I was when I got up this morning, but I think I must have been changed several times since then.”
“What do you mean by that?” said the Caterpillar sternly. “Explain yourself!”
“I can't explain myself, I'm afraid, sir,” said Alice, “because I'm not myself, you see.”
“I don't see,” said the Caterpillar.
“I'm afraid I can't put it more clearly,” Alice replied very politely, “for I can't understand it myself to begin with; and being so many different sizes in a day is very confusing.”
“It isn't,” said the Caterpillar.
“Well, perhaps you haven't found it so yet,” said Alice; “but when you have to turn into a chrysalis—you will some day, you know—and then after that into a butterfly, I should think you'll feel a little queer, won't you?”
“Not a bit,” said the Caterpillar.
“Well, perhaps your feelings may be different,” said Alice; “all I know is, it would feel very queer to me.”
“You!” said the Caterpillar contemptuously. “Who are you?”
Lewis Carroll, "Alice in Wonderland" (1865)
21:08 — Siedząc w pracy dostaję depresji od samotności — jestem przyzwyczajony do rozmów w czasie pracy, a tutaj mam ich bardzo niewiele. Mogłaby już przyjść Edyta; tj. ma przyjść po kinie jeżeli udało jej się tam dojść, a nie utknęła z koleżankami w pubie. Jeżeli jest w kinie, to pewnie na Whale Rider; oceniając po plakacie i recenzjach film warty obejrzenia, ale jeszcze zapytam.
niedziela, sierpnia 03, 2003
17:40 — Dzisiaj robię podwójną shiftę, od dziewiątej rano do północy. Spałem tylko trzy godziny — urodziny Edyty udane, choć część oficjalna skończyła się niezbyt długo po moim przybyciu — ale nie jestem szczególnie śpiący. Zostało mi jeszcze siedem godzin, zaraz wypiję drugiego RedBull'a (uwielbiam) i jakoś to będzie.
Edyta była, przyniosła mi kanapki, owoce, kawałek tortu nawet, sam sobie takich smakołyków bym nie zapakował. Obiecała przyjść później, dotrzymać mi towarzystwa, bo może pare osób się przewinęło ale ogólnie nudy. Pocieszam się trzema funtami za każdą godzinę którą tu spędzam, obojętnie czy pracuję, czy piszę bloga lub przeglądam strony.
Edyta była, przyniosła mi kanapki, owoce, kawałek tortu nawet, sam sobie takich smakołyków bym nie zapakował. Obiecała przyjść później, dotrzymać mi towarzystwa, bo może pare osób się przewinęło ale ogólnie nudy. Pocieszam się trzema funtami za każdą godzinę którą tu spędzam, obojętnie czy pracuję, czy piszę bloga lub przeglądam strony.
sobota, sierpnia 02, 2003
17:57 — Na zaostrzenie apetytu zobaczcie dość abstrakcyjną serię komiksową (?) — Snarbles. Więcej do poczytania później.
18:50 — Dlaczego mężczyźni czują potrzebę gapienia się kobietom na piersi? Mam na ten temat kilka teorii.
Po pierwsze może to być przyzwyczajenie. Umysł najszybciej przyswaja bodźce sprawiające silny ból i przyjemność. W pierwszych stadiach rozwoju niemowlę uczy się szczególnie szybko, mając czysty umysł i niewiele bodźców do przetworzenia. Dlatego też moment zaspokojenia silnej podstawowej potrzeby (głodu) pozostawia z pewnością w umyśle silny ślad.
Oczywiście teoria ta nie tłumaczy dlaczego wzroku przyklejonego do cycków rozmówczyni zwykle nie mają kobiety, równie przecież często &mdash przynajmniej w kulturze zachodniej — karmione mlekiem matki, chyba że za powód tego braku zainteresowania uznamy przyzwyczajenie. Osobiście trudno mi w to uwierzyć, ale gdy ma się coś takiego przed oczami na codzień, może stać się niczym więcej niż tylko kolejną częścią ciała.
Inna możliwość to atrakcyjność estetyki brył prostych. Powszechnie przyjmuje się, że kula to bryła idealna, wielbiona na równi przez malarzy, architektów, matematyków i (choć ostatnio to chyba niepopularna szkoła) seksuologów. Wielość kart zapisano drobnym maczkiem wielbiąc ideał kształtu, na tysiącu amatorskich filmów video zrobiono niezapomniane zbliżenia, a brygady rzemieślników gięły z mozołem twarde drewno w obłe kształty. Nie więc ulega chyba wątpliwości że homo sapiens, a biorąc pod uwagę rozkład płci wśród zarówno artystów jak i naukowców szczególnie jego męska odmiana, odczuwa wyjątkową bliskość tego kształtu jak też uwielbia kształt ten w bliskości.
Ostatnia możliwość która przychodzi mi do głowy wynika z milionleci ewolucji gatunkowej w której wiele zwierząt wykształciło dodatkowe krągłe kształty mające — imitując oczy — zmniejszać skuteczność ataków drapieżników. Nie dajmy się więc nabierać na małe, mokre otworki powyżej otworu gębowego i patrzmy tam, skąd nadejść może prawdziwe niebezpieczeństwo.
18:50 — Dlaczego mężczyźni czują potrzebę gapienia się kobietom na piersi? Mam na ten temat kilka teorii.
Po pierwsze może to być przyzwyczajenie. Umysł najszybciej przyswaja bodźce sprawiające silny ból i przyjemność. W pierwszych stadiach rozwoju niemowlę uczy się szczególnie szybko, mając czysty umysł i niewiele bodźców do przetworzenia. Dlatego też moment zaspokojenia silnej podstawowej potrzeby (głodu) pozostawia z pewnością w umyśle silny ślad.
Oczywiście teoria ta nie tłumaczy dlaczego wzroku przyklejonego do cycków rozmówczyni zwykle nie mają kobiety, równie przecież często &mdash przynajmniej w kulturze zachodniej — karmione mlekiem matki, chyba że za powód tego braku zainteresowania uznamy przyzwyczajenie. Osobiście trudno mi w to uwierzyć, ale gdy ma się coś takiego przed oczami na codzień, może stać się niczym więcej niż tylko kolejną częścią ciała.
Inna możliwość to atrakcyjność estetyki brył prostych. Powszechnie przyjmuje się, że kula to bryła idealna, wielbiona na równi przez malarzy, architektów, matematyków i (choć ostatnio to chyba niepopularna szkoła) seksuologów. Wielość kart zapisano drobnym maczkiem wielbiąc ideał kształtu, na tysiącu amatorskich filmów video zrobiono niezapomniane zbliżenia, a brygady rzemieślników gięły z mozołem twarde drewno w obłe kształty. Nie więc ulega chyba wątpliwości że homo sapiens, a biorąc pod uwagę rozkład płci wśród zarówno artystów jak i naukowców szczególnie jego męska odmiana, odczuwa wyjątkową bliskość tego kształtu jak też uwielbia kształt ten w bliskości.
Ostatnia możliwość która przychodzi mi do głowy wynika z milionleci ewolucji gatunkowej w której wiele zwierząt wykształciło dodatkowe krągłe kształty mające — imitując oczy — zmniejszać skuteczność ataków drapieżników. Nie dajmy się więc nabierać na małe, mokre otworki powyżej otworu gębowego i patrzmy tam, skąd nadejść może prawdziwe niebezpieczeństwo.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)