środa, lipca 16, 2003

Wydałem tyle, że wolę nie liczyć. Przyznam się do:
Dorobienia klucza do domu, 5.40
Gregg's Meal Deal (z dwoma Sausage Roll), 1.80
Red Bull (w "A Bar Too Far"), 2.00


23:14 — Wakacje, prawie. Tematem dnia na zajęciach była reklama, w szczególności skierowana do dzieci. Dorośli uważają, że dzieci to ich mniejsze, głupsze wersje. Ĺ»e nie potrafią rozróżnić reklamy od rzeczywistości, że trzeba je chronić przed jakimkolwiek kontaktem ze złym i niemoralnym światem. Każdy ocenia innych po sobie, szczególnie ci, którzy chcą uchodzić za idealnych, bo boją się wyróżnić, albo broń Boże przeżyć coś bardziej ekscytującego niż nowy odcinek Złotopolskich.

Kilka pomysłów na rozkręcenie własnego biznesu w Polsce:
- antykwariat dobrych książek, płyt i komiksów — teraz widzę jak brakowało mi takiego miejsca w Polsce,
- strona pornograficzna — mody przychodzą i odchodzą, a goły tyłek zawsze się dobrze sprzedaje,
- pogotowie komputerowe — tak naprawdę pomysł O., może się dobrze przyjąć w erze wszechobecnego pośpiechu i strachu przed komputerami.

Krótko przed wyjazdem namawiałem D. żeby raz a porządnie zerwała z chłopakiem którego nigdy naprawdę nie chciała, co jej się, dumnie ogłaszam, udało. Jeżeli jest się z kimś tylko po to, żeby oszczędzić jemu — i sobie — przykrości zerwania, nie jest to przyjemne dla żadnej ze stron. Nie po to się z kimś jest żeby nie być samemu, ale dlatego że we dwójkę fajniej.

Zauważyłem, że gdy dobrze się bawię i nie narzekam na brak źródeł dochodu, ciężko zarabiający na chleb współmieszkańcy bardziej starają się mi coś znaleźć. Moim nowym pomysłem na szukanie będzie używać życia i sprawiać wrażenie, że niepewność finansowa nie jest dla mnie straszna. Ktoś ciężko pracujący nie może znieść myśli, że w czasie gdy on znosi trudy i znoje swojego zajęcia, ktoś inny z zadowoleniem praży się na słońcu. Ideologia lenistwa dobra jak każda inna ("nie umiem tańczyć", "kiepska praca, ale płacą regularnie", "pewnie nic dobrego nie grają").

Przedwczoraj obejrzałem komedię "Bruce Almighty" ("Bruce Wszechmogący"), w udanej roli tytułowej Jim Carrey. Zfrustrowany prezenter podrzędnej stacji telewizyjnej otrzymuje od Boga wszechmoc, by zobaczył że zajęcie ojca wszechrzeczy to nie taka bułka z masłem, jak mogłoby się wydawać. Niegłupie, dobrze zagrane, z kilkoma tylko słabszymi momentami, 8/10. Można pójść z osobą towarzyszącą.

Wróciliśmy przed chwilą z A Bar Too Far, spokojny wieczór, niewiele się wydarzyło. Obsługa zmieniła się na gorsze, bez uśmiechu i ani polotu. Czy to za dużo wymagać od barmanki, żeby zamawianie drinków było przyjemnością, żeby się klient nie czuł jakby w czymś przeszkadzał. W dodatku gdy do zamówienia dodałem zapałki: "...And matches, please" oberwałem jak przedszkolak "A box of matches?" Nie słonko, dwie poproszę, w zębach chcę sobie podłubać.

Ktoś podstępnie wyrzucił nektarynki gdy nie patrzyłem, więc będę musiał powtórzyć eksperyment, tym razem z pomarańczami, smaczniejsze. 

Brak komentarzy: