Książki w Oxfam (używane), 1.47
Iceland Deep Pan Pizza x 2, 2.00
Zapalniczka, 0.25
Napoje w puszkach (Coca Cola x 2, Lilt, Tango Orange), 1.00
16:17 — Wtorek, dzień książki. Pierwszy raz, więc bez wielkiego żalu zaspałem i nie poszedłem do szkoły, dzięki czemu zaoszczędziłem 4.60 i mogłem wydać je w nierozsądny sposób.
Sklepy Oxfam zbierają używane ubrania, płyty i książki, by po rozsortowaniu i oczyszczeniu sprzedać, a zarobione w ten sposób pieniądze przeznaczają na działalność charytatywną. Wystrój wnętrza i ogólny efekt jest podobny do najlepszych z polskich lumpeksów. Kupować ubrania lubię mniej więcej tak jak ryby lubią się opalać, więc nieświeży zapach wystarczy mi jako argument przeciw, ale nie umiałem się powstrzymać by nie kupić kilku książek, jestem uzależniony od kiepsko wydanych paperbacków. Bez szczególnych wyrzutów sumienia, bo po niecałe pół funta za sztukę — za tą cenę i w Polsce trudno kupić, szczególnie po angielsku, usprawiedliwiam sobie chęcią rozwijania znajomości języka. Przed powrotem do domu za pięć albo dziesięć funtów kupię całą torbę literatury na drogę.
Co udało mi się na dobroczynych półkach Oxfam znaleźć? "Bridget Jones's Diary" ("Pamiętnik Bridget Jones") Helen Fielding czyli doskonale znane wszystkim zapiski trochę zakompleksionej trzydziestolatki z nadwagą. Pewna paralela z "Dniem Świra" Kotarskiego, dziewczyna której życie wewnętrzne jest dużo piękniejsze, niż to co pokazuje na zewnątrz. Słyszałem od wielu osób, że jak zwykle książka lepsza niż film, też poniekąd całkiem znośny jak na angielskie kino familijne. 300 stron, przeceniona z sześciu quid (funtów) — tragiczny jest los sezonowych książek.
"Simply Divine" ("Po prostu boskie") Wendy Holden, której widok na półkach Oxfam szczególnie mnie zdziwił, wciąż wiszą przecież jej (i dwóch innych książek autorki) reklamy w metrze. Za The Sunday Times: "Rzadkością jest by powieści komiczne dorastały do swych tytułów, lecz -Po Prostu Boskie- jest właśnie takie". Przekonamy się. 380 stron i ciekawostka, wydanie specjalne dla czasopisma Cosmopolitan, nie na sprzedaż! Drżąc rozejrzałem się czy nikt mnie nie obserwuje; myślę że przy ilości płyt jakie nielegalnie skopiowałem, od dawna jestem poszukiwanym kryminalistą.
Ostatnia nowozdobyta książka, o której nigdy wcześniej nie słyszałem, to "A Fairly Honourable Defeat" ("Dość Honorowa Porażka") Iris Murdoch, bohaterki filmu biograficznego "Iris". Film opowiada o jej ostatnich latach życia, o chorobie Alzheimera która ogromny, ukształtowany przez Oxfordzki wydział filozofii umysł sprowadziła do szczęśliwie nieświadomej radości życia małego dziecka. Nie jest to historia walki, lecz raczej pogodzenia się z losem. Mówi o wypalaniu się, ale też o nowej jakości która powstaje gdy człowiek się zmienia w pozornie niszczący sposób. 440 stron, wydana przez Penguin, przeceniona z jednego funta.
Nie mogę wciąż uwierzyć, że pisanie książek to wyłącznie ciężka praca, a książki które wydają się pisane jednym tchem mielone były przez autora w nieskończoność, każde zdanie przepisane tysiąc razy. Dowcipy zwykle nie wynikają w bezpośredni sposób z komicznej osobowości twórcy, lecz z nagłego natchnienia pod tytułem "O, to zabawne, wstawię w pierwszym akapicie bo coś wyszedł drętwy". Pisanie książek to zajęcie dla ludzi którym dopiero po zakończeniu rozmowy przychodzą do głowy skuteczne argumenty i cięte riposty.
Pogoda jest bardziej australijska niż brytyjska, nawet czarni i hindusi zaczynają się pocić. Pracy wciąż nie mam, może za mało się przykładam albo z ust mi pachnie nieprzyjemnie.
Nektarynki uparcie leżą na stoliku w ogrodzie, coraz bardziej pomarszczone, ale słodsze ani miększe się nie robią. Trochę jak z jajkami które po czterech godzinach gotowania wciąż są twarde.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz