niedziela, lipca 13, 2003

Nektarynki, 1.00
Greggs Small Bloomer (chleb), 0.69
Chickenburger, 1.00 x 2


14:21 — Potencjalnie leniwa niedziela. Wczorajsza impreza pożegnalna dla wyjeżdżającego na tydzień do Polski kolegi na którą zabrał mnie W. udała się nadspodziewanie, choć trochę do przesady. Dzisiejszy wieczór zapowiada się podobnie, nie wiem tylko czy starczy mi sił.

Wszyscy poszli pracować lub wypoczywać, siedzę w domu sam. Opalanie się jest bardziej nudne, niż przyglądanie się jak drzewom rosną gałęzie. Mogę ewentualnie poleżeć z książką, ale wtedy opalam tylko plecy i wyglądam jak czerwona eklerka. Były wstępne plany żeby jechać do Dover popływać w morzu, ale chyba nic z tego nie będzie.

Kupiłem opakowanie nektarynek, ale okazały się niedojrzałe i "dojrzewam" je na stoliku w ogrodzie. Przypuszczam że prędzej się upieką niż zrobią miękkie i słodkie, ale biorąc pod uwagę że teraz smakują jak ciepłe pudełko z kartonu każda zmiana będzie krokiem w dobrym kierunku. Może są lepsze sposoby na przyspieszone dojrzewanie owoców luzem?

Znowu czytam Autostopem przez galaktykę Adamsa, a do tego Muzeum psów Carrolla i jakąś pożyczoną powieść szpiegowską. Wciąż nie czytałem Niewidomego zegarmistrza i Samolubnego genu Dawkinsa — w normalnej księgarni nie kupię bo drogie, a w antykwariatach trudno będzie to znaleźć. Może łatwiej będzie o Pamiętnik Bridget Jones, słyszałem że to świetna książka.

Niedługo będę musiał zabrać swój leniwy tyłek do Sainsbury's i zaopatrzyć się w produkty spożywcze, inaczej znów będę siedział wieczorem na głodniaka albo szukał jakiegoś otwartego fast-foodu. Koło metra (Tooting Brodway) jest sporo knajpek prowadzonych przez Hindusów, z tego co mi wiadomo nawet smacznych, ale samemu wychodzi taniej i pewnie zdrowiej.

W Greggs na życzenie kroją chleb na grube albo cienkie kromki lub, co ciekawsze, połowę na grube, a połowę na cienkie. Niestety chleb od nich wytrzymuje tylko jeden dzień, wynik nieporównanie gorszy niż Sainsbury's, których chleb po czterech dniach jest całkowicie jadalny. Inna sprawa, że ta chorobliwie długotrwała świeżość wynika jak myślę bardziej z osiągnięć nauki niż z wkładanej przez piekarza w pracę miłości i rano szukam śladów rosnących mi nowych, ekscytujących części ciała. Nie mam nic przeciwko dodatkowej ręce lub nodze — nigdy nie wiadomo do czego mogą się przydać — ale dwie głowy oznaczają dwa razy więcej porannego golenia, co zupełnie odpada.

19:52 — Zaraz idziemy na bilarda do Scream, pubu studenckiego. Wciąż nie potrafię określić czy K. i J są ze sobą, a jeżeli nie, to czy chcą być. Jeżeli dwoje ludzi mieszka w jednym pokoju, śpi w jednym łóżku, jada razem obiadki i chodzi na zakupy, to czy musi to coś znaczyć? Oczywiście że nie musi, ale tylko tak jak ktoś kogo ugryzie przerośnięta jaszczurka z Komodo nie musi umrzeć — podobno jedna osoba przeżyła.

No i oczywiście nie kupiłem sobie nic do jedzenia. Będę musiał zjeść chickenburgera w ciapatej (hinduskiej) knajpie albo Happy Meal w McDonalds — Happy Meal oczywiście ze względu na zabawkę. Za pięćdziesiąt lat wciąż ucieszy mnie zabawnie uformowany przez chińskich więźniów politycznych kawałek masy plastykowej.

23:45 — Wieczór zakończył się kilkoma partiami bilarda i "obiadem" w fastfoodzie. Jutro szkoła i apiać szukać pracy po mieście. Mam trochę numerów do agencji, podzwonię po szkole i pójdę szukać po budowach, może coś się znajdzie. Duże miasto, ten Londyn, więc i możliwości niemałe.

Brak komentarzy: