środa, lipca 23, 2003

Dziwne kulki chlebowo-kurczakowo-krewetkowe, 1.50

11:20 — Spędzam właśnie pierwsze chwile w mojej nowej pracy, na razie potencjalnej (okres szkoleniowy), ale potem może stać się czasowym zajęciem.

Pracował będę w roli obsługi kafejki internetowej, chociaż zakres usług jest nieco szerszy niż tylko płatne użyczanie komputerów. W ofercie jest duży wybór kart pozwalających na tanie dzwonienie za granice UK, drukowanie, nagrywanie płyt, skanowanie, papierosy, słodycze, napoje, ładowanie komórek, etc.

Nie wiem jeszcze czy mi się ta praca spodoba, ale jest lżejsza niż kopanie. Jestem jednak całkowicie zakręcony tysiącem różnych kart, cen i rzeczy do zapamiętania. Więcej może później.

10:45 — Nie idzie mi, chcę do domu. Wszystko mi się miesza, wiem że to pierwszy dzień i druga godzina pracy, ale nie lubię tak. Jak na szkolenie, to za dużo muszę sobie sam radzić. Nie wiem czy to praca dla mnie.

16:24 — Za pół godziny kończę, nie było tak źle jak się zapowiadało. Muszę się tylko wykuć wszystkich możliwych rzeczy o które mogą spytać mnie klienci i będzie dobrze. To nie jest zła praca, może tylko bardziej stresująca gdy na ręce patrzy mi Andrea, żona Jazza, szefa kafejki. Stanowisko po mnie przejmuje teraz Edyta, która jest trochę jak Pipi Langstrum, a trochę jak Strach z Czarnoksiężnika z Oz, ale w dobrym sensie. Bardzo miła.

17:57 — Po drodze do domu przyszło mi do głowy, że normalnej dziewczynie niekoniecznie musi się spodobać porównanie z przerażająco ubraną smarkatą z zębami jak łopaty, tudzież z nieregularnie wypchanym sianem workiem w kapeluszu, więc chciałbym podkreślić, że Edyta nie wygląda jak ww. połączenie. Miałem na myśli, że łatwo się z nią rozmawia, ma otwarty charakter i ogromne (tj. podobne do mojego) poczucie humoru. Chyba widzę właśnie na czym polega mój problem z kobietami, bo gdy zaproszę ją teraz na kawę mogę usłyszeć, że mam sobie zmierzwić włosy, wsadzić w tyłek kołek i stanąć gdzieś na polu. Ma się ten talent to wyrażania myśli, bez dwóch zdań. 

Brak komentarzy: