poniedziałek, stycznia 12, 2004

Za dużo osób które znam czyta bloga, więc muszę podjąć kroki. Poprzednio pisałem po angielsku, teraz będę pisał bez dowcipów i puent. Jestem pewien, że to nie zadziała, staram się tylko obniżyć wasze oczekiwania.

Chciałbym żyć w kulturze w której szczerość byłaby na porządku dziennym. Gdzie mógłbym być szczery nie obawiając się śmieszności, odrzucenia i przemocy. Może żyję w takiej kulturze? Może to nie problem szczerości, tylko tego o czym myślę? Czasami czuję się jakbym siedział na drabinie ewolucyjnej i dłubiąc w nosie czekał aż ludzie mnie w końcu dogoni. I boję się, że przeglądając się w lustrze nie zauważyłem jak mnie mijają.

Dzisiaj znów użalam się nad sobą. Cały dzień siedziałem w domu, więc odzywa się tymczasowa samotność, niedostatek kontaktów z grupą rówieśniczą. Rozmowa mnie elektryzuje. Podobno lubi się robić rzeczy w których jest się dobrym. Lubię spokojne rozmowy z których wynikają wnioski. Nie lubię opowiadania co się komu przydarzyło, chyba że jest to znaczące. Czyli książki, bardziej niż historie rodzinne. Nic nie wynika z tego, że komuś urodziło się dziecko i z tego ile ważyło, chyba że jest to tylko przykład lub kontrprzykład w dyskusji o czymś większym.

Chociaż pewnie to, że komuś urodziło się dziecko jest wielkie. Może jest większe niż wszystko inne? Nie potrafię jednak zobaczyć niczego magicznego w kolejnym przyszłym kibicu piłkarskim, fanie muzyki rozrywkowej i statystycznym oglądaczu telewizji. Wasze dzieci nie są dla mnie wyjątkowe, chyba że mają jakieś ciekawe dodatkowe części ciała.

Dlaczego niektórzy mogą godzinami siedzieć i opowiadać sobie o zupełnie przeciętnych rzeczach przeżywanych przez przeciętnych ludzi? Może chodzi o bliskość, o to że są oni dla nich ważni. To jak zainteresowanie nowym chłopakiem Julii Roberts, czy tym, że Justin zerwał z Britney. Jeżeli są to ludzie dla kogoś ważni, to nawet najdrobniejsze szczegóły ich życia są istotne. Ooo, jak ładnie mu się odbiło. I potrafi już powiedzieć 'mama' i 'dada'? Musi być naprawdę inteligentne. Cudowne, wyjątkowe. Nie ma znaczenia że to samo potrafi większość mieszkańców tej planetki. Może nie potrafi rozwiązać problemu głodu w Afryce, ani nie stworzyło lekarstwa na raka, ale próbuje już chodzić. Super.

Chyba niewielu ludzi jest dla mnie ważnych. Bardzo powoli się zaprzyjaźniam, chociaż nie mam nic przeciwko rozmowom z nieznajomymi.

Nie opowiadam historii, bo ich nie pamiętam, imion, miejsc i dat. Zadziwiające jak trudno mi jest kłamać biorąc pod uwagę, że kłamię odruchowo. Żeby powiedzieć coś prawdziwego, muszę się zastanowić. To znaczy nie kłamię wprost, w oczywistych kwestiach, ale nie mówię tego co naprawdę myślę. Mama powiedziała mi, że to normalne, że wielu ludzi tak ma. Więc jestem nie wyjątkowo, lecz przeciętnie kiepski.

Byłem wczoraj w Klubowej, byłem w Spatifie, byłem nawet na chwilę w Mandarynce żeby spotkać pewną miłą nastolatkę, ale jej tam nie znalazłem. W Spatifie masa ludzi i dudniące 'Keine Granzen' Ich Troje. Mandarynka właściwie to samo. Klubowa tylko trochę lepiej, bo i miejsca było więcej i bez kakofonicznego bezguścia. Co nie znaczy, że leciała tam jakaś szczególnie dobra muzyka, ale lepiej niż wszędzie indziej. Em wróciła do Spatifu, z kimś się tam umówiła. Zjawili się Niu z Milo i impreza potoczyła się jak zwykle, wliczając grę w lotki na zakończenie. Całkiem miły sposób na spędzenie wieczoru.

Potem podrzucili mnie do domu. Wracałem z Gosią, milutkim elementem personelu Klubowej na siedzeniu obok i oczywiście zachowywałem się jak zwykle w takich sytuacjach. Starałem się być zabawny. Nienawidzę siebie gdy próbuję być zabawny. Chcę być bardziej jak James Bond, a mniej jak Jaś Fasola. Albo chociaż bardziej jak Bill Hicks. Jeżeli coś się nie zmieni w moim życiu, niedługo zacznę przytulać obcych ludzi na ulicy.

Świadomość, że za jakiś czas będę uważał to co teraz robię, co mówię i o czym myślę za żenujące i dziecinne jest bardzo frustrująca. Świadomość, że może tak nie być jest dołująca.

Doskonale wiem, że za dużo myślę o sobie. Z drugiej strony zastanów się, o kim ty teraz myślisz.

Brak komentarzy: