Boję się.
Boję się bo nie wiem co zrobić. Nie wiem co zrobić z życiem, jak sobie poradzić. Czy sobie poradzę? Nie wiem czym powinienem się zająć. Nie mam żadnych szczególnych zdolności. Nie mam umiejętności które mógłbym łatwo sprzedać. Nie potrafię robić niczego użytecznego.
No dobrze, znam się trochę na komputerach, znam angielski i potrafię sklecić zdanie bez potykania się o składnię i przecinki. Chociaż z przecinkami mam zawsze kłopot. Ale to samo potrafi bardzo wielu ludzi.
Czym się wyróżniam? Co czyni mnie osobą?
Boję się że do końca życia będę sam. Nie sam w sensie braku przyjaciół. To ogromne szczęście mieć przyjaciół i ja mam to szczęście. Ale boję się tego rodzaju samotności którego doświadczają chyba wszyscy, samotności smutku. Samotności lęku.
Przyjaciół, a tym bardziej partnerów mają ludzie szczerzy. Kłamstwa i nieszczerość niszczą związki. Czy jestem szczery? Co to znaczy być szczerym?
Czy powinienem mówić to co myślę, czy powinienem brać pod uwagę co inni chcą usłyszeć? Obrażam uczucia innych mówiąc prawdę. Chociaż bardziej obrażam ich uczucia kłamiąc, przyjmując pozę która wydaje mi się bardziej prawdziwa niż ja. Mam pozę.
Powinienem być bardziej spokojny, wyważony. Powinienem być inny niż jestem. Nie chcę być inny niż jestem, chociaż chcę być lepszy.
Chcę być przystojny. Ale czy to uczyni mnie szczęśliwym? Czy prawdziwym lekarstwem na kompleksy jest nie przejmować się zbytnio wyglądem, czy zmienić swój wygląd tak by zniknęły powody do kompleksów? Czy znajdę wtedy nowe powody?
Nie potrafię zainteresować się jedną dziewczyną. Dziewczyny które spotykam nie pasują do mojego ideału, a może nie są idealne. Nie wiem czy bezskutecznie szukam idealnej dziewczyny, czy może już ją spotkałem i tylko nie zrozumiałem, że to ona. Czy może moja idealna dziewczyna nie istnieje? Podobno znajduje się kogoś gdy przestaje się szukać, ale to również może oznaczać rezygnację i poddanie się. A może wogóle podchodzę do tego od złej strony?
Gdy interesuje mnie jakaś dziewczyna nie potrafię jej zdobyć bo zmieniam swoje zachowanie na nienaturalne. Tylko że dla mnie naturalna jest właśnie ta nienaturalność, to coś co robię odruchowo.
Kocham życie. Czasami. Potrafię się cieszyć małymi rzeczami i lubię sprawiać przyjemność innym. Lubię robić prezenty, chociaż ciężko jest zrobić dobry prezent. Bardzo dobry prezent powinien ukazać obdarowanemu nową stronę jego samego, coś czego się w sobie nie spodziewał znaleźć, lub co lekceważył do tej pory. Znów: chyba.
Gdy interesuje mnie jakaś dziewczyna powinienem zagrać zgodnie z regułami gry która mi się nie podoba. Jednocześnie nie powinienem tego grać, powinienem być w pełni naturalny. Gdy znam ją długo mogę lepiej ją zrozumieć i sprawić jej radość, ale ona już wtedy nie traktuje mnie jak faceta, lecz raczej jak kogoś z rodziny. Gdy znam ją krótko nie rozumiem czego pragnie i nie wiem jak ją zainteresować. Czy powinienem wogóle próbować? Zwykle to przegrana sprawa, bo jak już mówiłem zmieniam wtedy swoje zachowanie, etc.
Wiem, za dużo o tym myślę, za bardzo staram się to zanalizować. Ale jak mogę być naturalny nie analizując wszystkiego, nie rozkładając na drobne części?
Nie wiem i boję się. Boję się samotności i braku fizycznej bliskości. Nie w sensie seksu, chociaż jest on przyjemny i ciekawy, ale w sensie dotyku. Dotyk jest niedoceniany jako zmysł, ograniczamy jego użycie do naprawdę najbliższych osób. Nie wiem czy wszyscy to tak odbierają. Może to tylko ja tak myślę i reaguję w niewłaściwy sposób. Jaki jest właściwy sposób?
Jak mogę być szczery nie będąc śmiesznym? Jak mogę być sobą nie będąc szczerym? Może poprostu jestem śmieszny, mały i zupełnie niedojrzały.
Jestem dość dojrzały intelektualnie, chociaż zadufany w sobie i traktuję ludzi poniżająco. Tak mi mówiono. Zawsze twierdzę, że nie, ale może to prawda? Wydaje mi się, że rozumiem wielu ludzi lepiej niż oni sami potrafią się zrozumieć, ale przecież nie wiem tego napewno. Co więcej, uważam że ludzie są na tyle skomplikowani, krzyżuje się w nich tyle różnych uczuć, że nie można ich dobrze zrozumieć nie znając ich bardzo blisko i bardzo długo.
Może ludzie widzą tą moją butę i pewność siebie, tą arogancką pychę z jaką traktuję inteligencję. Każdy ma jakieś zalety: urodę, inteligencję, poczucie humoru, sexappeal, zręczność manualną, dobry gust, kreatywność, energię życiową i inne. Gdy o tym nie myślę, wydaje mi się że jestem bardzo inteligentny. Ale nie jestem, nie w najczystszej, matematyczno-logicznej postaci. Jestem bufonem. Ale nie jestem złym człowiekiem.
Albo okazuję ludziom lekceważenie i chłód, albo przesadzam z okazywaniem zachwytu. Jedno wynika z niedoborów emocjonalnych, drugie z żałosnej próby sprawienia żeby wszyscy mnie lubili. Wszyscy muszą mnię lubić bo oceniam siebie po tym co myślą o mnie inni. Co myślę że myślą o mnie inni. Tak myślę.
Przecież nie piszę tego tylko dla siebie. Piszę to bo mam nadzieję, że uznacie że jestem skomplikowany wewnętrznie i wyjątkowy. Albo bo chcę tym z was którzy są w jakiś sposób podobni do mnie, że jestem do was podobny. Że nie jesteście sami. Bo ja nie chcę być sam.
Ale to bezcelowe bo osoby nikt nie lubi żałosnych ponuraków. No, nie jestem ponurakiem, ale tak to można odebrać. Gdy jestem szczęśliwy nie mam o czym pisać. Nie, to nieprawda.
Lepiej już skończę. Ale nie jestem nieszczęśliwy, jestem poprostu zagubiony. Nie mam celu, mam tylko kierunek. Kierunkiem jest rozwój osobowości, swego rodzaju auto-kult osobowości. Jak w piosence Moloko szukam kogoś kto sprawi że mój umysł eksploduje. Ale to przecież czekanie na rycerza w srebrnej zbroi które tak wyśmiewam u kobiet.
Kobiety nie czekają na rycerza w srebrnej zbroi, nie są też nienormalne i niezrozumiałe. Nie starają się zrobić sobie krzywdy wyszukując złych facetów. One poprostu chcą kogoś, kto chociaż chwilami będzie wspaniały, nie kogoś, kto całe życie będzie przeciętnie fajny. Chcą kogoś kto będzie miał jakąś cudowną cechę, nie tylko masę dziwnych wyróżnień. Kogoś z kim będą miały szansę być całe życie. I dla kogoś takiego mogą ścierpieć tą masę upokorzeń, problemów, czasem nawet przemocy.
Chcą kogoś dojrzałego. W pewnym sensie, bo nikt nie jest w pełni dojrzały. Może niektórzy staruszkowie.
Każdemu wydaje się że jest wyjątkowy. Wydaje mi się że jestem wyjątkowy. Ale nie jestem wyjątkowy, tylko dziwny. I nie powinienem tego traktować jak czegoś dobrego. Bycie dziwnym jest odstraszające.
Już was pewnie zanudziłem, a taki komentarz oznacza że nie jestem pewny siebie. Teraz już naprawdę piszę tylko dla siebie, bo nikt nie czyta.
Pokazuje nam się wzorce których mamy się trzymać. Gwiazda do której lgną tysiące fanek. Bogacz który może kupić swoim kochankom co tylko zapragnie. Władca który decyduje o losach milionów. Oczywiście, że chcę być taki jak oni, ale jednocześnie wiem, że to nie daje szczęścia. To nie daje nic szczególnego oprócz określonego trybu życia.
Jak każdy szukam kogoś kto powie mi co mam robić. Wyobrażam sobie że istnieje ktoś kto uczyni mnie całością, że kiedy będę z kimś idealnym, stanę się lepszy. I wiem że muszę być całością, muszę być lepszy, żeby znaleźć kogoś takiego. I wiem że to bzdura i że podchodzę do problemu od niewłaściwej strony. I że to wogóle nie jest problem, tylko normalna rzecz. I że to całe myślenie jest utopijne i szkodliwe.
Muszę przestać przejmować się tak bardzo sobą, bo bycie z kimś jest dla tej osoby, nie dla siebie. Żeby być dobrym partnerem trzeba dawać właśnie nie oczekując niczego wzamian. Dawać dla samej przyjemności dawania, dla uśmiechu na czyjejś twarzy.
Proszę, wygadałem się i jest mi lepiej. Ale mam nadzieję, że wam też jest lepiej. Lubię was. Nudzę was.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz