środa, stycznia 14, 2004

Boli mnie gardło i leżę cały dzień w łóżku. Nikt mnie pewnie nie odwiedzi.

Według chińskiego kalendarza niedługo rozpocznie się rok małpy. Mam nadzieję, że nie oznacza to, że Bush wygra wybory. Moim ulubionym kandydatem jest Wesley Clark, ale szanse na zwycięstwo ma niewielkie. Demokraci, jak słyszałem, mają niewielkie szanse na wygraną, ale wciąż liczę na rozsądek tej połowy amerykańskiego elektoratu która zwykle nie głosuje.

Myślicie, że Kwaśniewska zdobędzie prezydenturę w Polsce jeżeli wystartuje? Podoba mi się sam pomysł kobiety-prezydenta, że niby tacy nowocześni jesteśmy i równouprawnieni. Mogłoby to zrobić dobre wrażenie na świecie, ale i tak przejdzie prawie niezauważone. Niestety nie mogę narazie kandydować, nie mam jeszcze trzydziestu-pięciu lat, wieku minimalnego dla prezydenta. Gdyby zamiast minimalnego wieku wymagać zaczęto minimalnego rozmiaru ptaka, może politycy przestaliby kompensować sobie niedostatki w spodniach zakupami coraz to potężniejszych rakiet i czołgów.

Obejrzałem program o modelce, Claudii Schiffer. Powiedziała, że jej facet powinien mieć poczucie humoru, inteligencję, powinien lubić dzielić się swoją wiedzą i nie brać siebie zbyt serio. Biorąc pod uwagę, że jej facetem jest David Coperfield, niewypowiedzianym warunkiem może być umiejętność "znikania" dużych przedmiotów w mniejszych. Dam głowę, że kryje się w tym dowcip o seksualnej naturze, ale nie mogę go znaleźć.

A życie toczy się dalej. Lem pisze, że ludzkość wpadła w pułapkę rozwoju technologicznego i że nie wyobraża sobie przyszłości dla rasy ludzkiej, ale nie rozumie on chyba socjologicznego aspektu rozwoju cywilizacji. Władamy coraz potężniejszymi broniami, a te najgroźniejsze nie weszły jeszcze nawet w fazę badań. Ja jednak wierzę w ewolucję społeczną. Wierzę w uspokajający potencjał globalizacji. Wierzę, że gdy dzieciak z Izraela będzie miał przyjaciół w Palestynie, nie zgodzi się ich zabijać.

Brak komentarzy: