poniedziałek, maja 31, 2004
Punk Rock!
Zapraszam na krótką, mocną pastylkę punk-rocka. Uwaga! Niecenzuralny tekst (tylko i wyłącznie).
niedziela, maja 30, 2004
Cyrkowe drzewa Axela Erlandsona
Słyszeliście o Bonsai Kitten, kotkach hodowanych w butelkach by osiągnęły określony kształt? Zobaczcie teraz Cyrkowe drzewa Axela Erlandsona.
PS. Drzewa są prawdziwe. Kotki bonsai — nie.
PS. Drzewa są prawdziwe. Kotki bonsai — nie.
Naturalizm i kreacjonizm
Nie wiedziałem, że można posunąć się tak daleko w absurd nie nosząc przy tym aluminiowej czapeczki przeciw falom czytającym myśli, ale okazuje się, że jest w Stanach grupa ludzi która promuje wprowadzenie nauki o kreacjonizmie do programu szkolnego. Dzisiaj dzieci i młodzież w szkołach uczą się, że według teorii Darwina człowiek pochodzi od małpy (tak naprawdę małpa i człowiek pochodzą od tego samego przodka, ale autorytety naukowe uważają, że kłamstwa niezbędne są w edukacji). Kreacjoniści chcą, żeby uczyć ich też konkurencyjnej teorii, że człowieka i wszystkie inne żywe istoty stworzył Bóg.
Po części się z nimi zgadzam. Teoria Darwina jest tylko teorią i nie jesteśmy w stanie jej w pełni sprawdzić — cała wiedza na jej temat pochodzi z obserwacji biologicznych i badań skamieniałości pradawnych zwierząt i roślin. Teoria kreacjonizmu (czy jak wolą jej autorzy "intelligent design" czyli "inteligentnej kreacji") głosi, że ewolucja biologiczna nie może odpowiadać za powstanie najbardziej złożonych mechanizmów naszej planety, w szczególności za ludzi i inne zwierzęta. Tego oczywiście też nie można sprawdzić, ale wydaje się słuszne, żeby uczyć dzieci wszystkich najbardziej popularnych teorii w danym temacie.
Kreacjoniści piszą, że w nauce o powstaniu człowieka nagminnie używa się filozoficznej koncepcji "naukowego materializmu", która polega w skrócie na tym, że nauka zajmuje się tylko rzeczami materialnymi, co szczególnie widać w naukach ścisłych — fizyce, chemii itd. Piszą też, że dla nauki humanistycznej jaką jest historia, a szczególnie historia powstania człowieka, materializm naukowy jest wciąż gorąco debatowany jako ich potencjalne narzędzie.
Tu zaczynamy trafiać na schody. Po pierwsze historia powstania człowieka nie należy do nauk historycznych, które zajmują się działaniami człowieka, nie historią naturalną wszechświata, czy nawet tylko Ziemii. Powstawanie gatunku ludzkiego jest przedmiotem badania biologii, ale to niczego nie zmienia, bo historia też opiera się na materialiźmie. W (poważnych) książkach historycznych nie występują duchy, elfy, bogowie ani anioły. Występują w nich ludzie — głównie martwi — i przedmioty przez nich stworzone — głównie służace do czynienia martwymi innych. W szkole nie przykładałem się szczególnie do historii, ale chyba bym zauważył gdyby było tam cokolwiek o krasnoludkach i mówiących kamieniach.
Po drugie, kreacjonizm nie jest teorią naukową. Teoria naukowa, chociaż oczywiście jej definicja podlega dyskusji, wymaga określenia faktów i oparciu na nich wniosków. W kreacjonizmie nie ma żadnych faktów. Argumenty kreacjonistów to po pierwsze, że tak złożone mechanizmy jak człowiek czy zwierze nie mogły powstać tylko dzięki ślepemu losowi, a po drugie, że gdy skoro wszystkie nienaturalne (tj. nie będące dziełem natury) obiekty które znamy zostały przez kogoś (człowieka) zaprojektowane i zbudowane, to obiekty naturalne, czasem daleko bardziej złożone niż najbardziej skomplikowany samolot czy komputer, też musiały mieć swojego twórcę.
Jeżeli ktoś pisze (bez podania argumentów), że coś jest zbyt złożone by mogło powstać samo, to znaczy dokładnie tyle, że autor nie umie sobie wyobrazić jak coś takiego mogłoby powstać naturalnie. To, że ktoś czegoś nie rozumie nie jest dla mnie argumentem naukowym przeciwko czemukolwiek.
Idąc dalej, nie istnieje coś takiego jak przedmiot nienaturalny. Wszystkie obiekty nienaturalne są tak naprawdę dziełem człowieka, który z kolei jest częścią natury. Dużą, głośną, smrodliwą i często trującą częścią, ale wciąż częścią. Czy jeżeli ptak składa gniazdo z patyków i traw, pszczoły zakładają nowy ul, a żółwica wykopuje na plaży dziurę w której zakopie swoje jaja, to obiekty te powstały nienaturalnie? Człowiek robi to samo używając bardziej zaawansowanych technologii.
Uznanie za teorię naukową kreacjonizmu sprawia, że musimy rozpatrzeć naukowo istnienie Boga — które jest dla niej naczelnym warunkiem poprawności. Jeżeli jednak traktujemy Boga naukowo, to ogromna większość nauk naturalnych traci sens. Główny filar idei istnienia bóstw to ich całkowita niewykrywalność.
Wiara w Boga polega na tym, że wierzy się pomimo całkowitego braku dowodów — i proszę mi nie mówić o wszystkich możliwych "cudach" które prędzej czy później okazują się zbiegiem okoliczności albo oszustwem. Dalej, jeżeli nawet w jakiś niewyobrażalny sposób stwierdzilibyśmy bez wątpliwości, że Bóg naprawdę istnieje, musielibyśmy go jeszcze spytać czy to on i dostać jakąś odpowiedź. Tak więc prawdopodobieństwo zdobycia silnego argumentu (nie pewności, bo przecież Bóg mógł skłamać) za kreacjonizmem jest równie możliwe, co przeprowadzić dialog z Bogiem. Pozostawiam do waszej oceny jak bardzo jest to prawdopodobne, ale nikomu się jeszcze chyba nie udało.
Dodatkowo, jeżeli uznajemy zasadność uczenia w szkole, że Bóg stworzył człowieka, to żądam też poszanowania równości wszystkich religii wobec państwa i nauczania też teorii, że pierwszych ludzi tak naprawdę wysmarkał Wielki Grożny Potwór Z Eeeek (którego właśnie wymyśliłem).
Uczenie kreacjonizmu na równi z teorią Darwina jest moim zdaniem niedorzeczne. Kreacjonizm to teoria religijna i filozoficzna, trudno ją nawet porównywać z teorią biologiczną. Na kreacjonizm nie ma żadnych argumentów (oprócz czysto subiektywnego "nie wydaje mi się") i nie wiem nawet (ha, użyłem argumentu "nie rozumiem":) na czym miało by polegać uczenie go. Po trzecie, nie chodzi tu o konflikt między religią i innymi naukami. Chodzi o konflikt pomiędzy nauką i religią, w którym pewnie nauka wygra jak zawsze przedtem.
Chyba że wierzycie też, że Ziemia jest centrum wszechświata, ale w takim wypadku trzymajcie się ode mnie z daleka.
Update: Kreacjoniści twierdzą, że teoria stworzenia człowieka (lub życia na Ziemii) przez jakąś formę inteligencji nie wymaga istnienia Boga, więc nie jest oparta na religii. Ich zdaniem równie dobrym wytłumaczeniem są kosmici. No tak...
Jak powiedział Bill Hicks, ludzie którzy opowiadają się za kreacjonizmem wyglądają zwykle na bardzo mało wyewoluowanych.
Po części się z nimi zgadzam. Teoria Darwina jest tylko teorią i nie jesteśmy w stanie jej w pełni sprawdzić — cała wiedza na jej temat pochodzi z obserwacji biologicznych i badań skamieniałości pradawnych zwierząt i roślin. Teoria kreacjonizmu (czy jak wolą jej autorzy "intelligent design" czyli "inteligentnej kreacji") głosi, że ewolucja biologiczna nie może odpowiadać za powstanie najbardziej złożonych mechanizmów naszej planety, w szczególności za ludzi i inne zwierzęta. Tego oczywiście też nie można sprawdzić, ale wydaje się słuszne, żeby uczyć dzieci wszystkich najbardziej popularnych teorii w danym temacie.
Kreacjoniści piszą, że w nauce o powstaniu człowieka nagminnie używa się filozoficznej koncepcji "naukowego materializmu", która polega w skrócie na tym, że nauka zajmuje się tylko rzeczami materialnymi, co szczególnie widać w naukach ścisłych — fizyce, chemii itd. Piszą też, że dla nauki humanistycznej jaką jest historia, a szczególnie historia powstania człowieka, materializm naukowy jest wciąż gorąco debatowany jako ich potencjalne narzędzie.
Tu zaczynamy trafiać na schody. Po pierwsze historia powstania człowieka nie należy do nauk historycznych, które zajmują się działaniami człowieka, nie historią naturalną wszechświata, czy nawet tylko Ziemii. Powstawanie gatunku ludzkiego jest przedmiotem badania biologii, ale to niczego nie zmienia, bo historia też opiera się na materialiźmie. W (poważnych) książkach historycznych nie występują duchy, elfy, bogowie ani anioły. Występują w nich ludzie — głównie martwi — i przedmioty przez nich stworzone — głównie służace do czynienia martwymi innych. W szkole nie przykładałem się szczególnie do historii, ale chyba bym zauważył gdyby było tam cokolwiek o krasnoludkach i mówiących kamieniach.
Po drugie, kreacjonizm nie jest teorią naukową. Teoria naukowa, chociaż oczywiście jej definicja podlega dyskusji, wymaga określenia faktów i oparciu na nich wniosków. W kreacjonizmie nie ma żadnych faktów. Argumenty kreacjonistów to po pierwsze, że tak złożone mechanizmy jak człowiek czy zwierze nie mogły powstać tylko dzięki ślepemu losowi, a po drugie, że gdy skoro wszystkie nienaturalne (tj. nie będące dziełem natury) obiekty które znamy zostały przez kogoś (człowieka) zaprojektowane i zbudowane, to obiekty naturalne, czasem daleko bardziej złożone niż najbardziej skomplikowany samolot czy komputer, też musiały mieć swojego twórcę.
Jeżeli ktoś pisze (bez podania argumentów), że coś jest zbyt złożone by mogło powstać samo, to znaczy dokładnie tyle, że autor nie umie sobie wyobrazić jak coś takiego mogłoby powstać naturalnie. To, że ktoś czegoś nie rozumie nie jest dla mnie argumentem naukowym przeciwko czemukolwiek.
Idąc dalej, nie istnieje coś takiego jak przedmiot nienaturalny. Wszystkie obiekty nienaturalne są tak naprawdę dziełem człowieka, który z kolei jest częścią natury. Dużą, głośną, smrodliwą i często trującą częścią, ale wciąż częścią. Czy jeżeli ptak składa gniazdo z patyków i traw, pszczoły zakładają nowy ul, a żółwica wykopuje na plaży dziurę w której zakopie swoje jaja, to obiekty te powstały nienaturalnie? Człowiek robi to samo używając bardziej zaawansowanych technologii.
Uznanie za teorię naukową kreacjonizmu sprawia, że musimy rozpatrzeć naukowo istnienie Boga — które jest dla niej naczelnym warunkiem poprawności. Jeżeli jednak traktujemy Boga naukowo, to ogromna większość nauk naturalnych traci sens. Główny filar idei istnienia bóstw to ich całkowita niewykrywalność.
Wiara w Boga polega na tym, że wierzy się pomimo całkowitego braku dowodów — i proszę mi nie mówić o wszystkich możliwych "cudach" które prędzej czy później okazują się zbiegiem okoliczności albo oszustwem. Dalej, jeżeli nawet w jakiś niewyobrażalny sposób stwierdzilibyśmy bez wątpliwości, że Bóg naprawdę istnieje, musielibyśmy go jeszcze spytać czy to on i dostać jakąś odpowiedź. Tak więc prawdopodobieństwo zdobycia silnego argumentu (nie pewności, bo przecież Bóg mógł skłamać) za kreacjonizmem jest równie możliwe, co przeprowadzić dialog z Bogiem. Pozostawiam do waszej oceny jak bardzo jest to prawdopodobne, ale nikomu się jeszcze chyba nie udało.
Dodatkowo, jeżeli uznajemy zasadność uczenia w szkole, że Bóg stworzył człowieka, to żądam też poszanowania równości wszystkich religii wobec państwa i nauczania też teorii, że pierwszych ludzi tak naprawdę wysmarkał Wielki Grożny Potwór Z Eeeek (którego właśnie wymyśliłem).
Uczenie kreacjonizmu na równi z teorią Darwina jest moim zdaniem niedorzeczne. Kreacjonizm to teoria religijna i filozoficzna, trudno ją nawet porównywać z teorią biologiczną. Na kreacjonizm nie ma żadnych argumentów (oprócz czysto subiektywnego "nie wydaje mi się") i nie wiem nawet (ha, użyłem argumentu "nie rozumiem":) na czym miało by polegać uczenie go. Po trzecie, nie chodzi tu o konflikt między religią i innymi naukami. Chodzi o konflikt pomiędzy nauką i religią, w którym pewnie nauka wygra jak zawsze przedtem.
Chyba że wierzycie też, że Ziemia jest centrum wszechświata, ale w takim wypadku trzymajcie się ode mnie z daleka.
Update: Kreacjoniści twierdzą, że teoria stworzenia człowieka (lub życia na Ziemii) przez jakąś formę inteligencji nie wymaga istnienia Boga, więc nie jest oparta na religii. Ich zdaniem równie dobrym wytłumaczeniem są kosmici. No tak...
Jak powiedział Bill Hicks, ludzie którzy opowiadają się za kreacjonizmem wyglądają zwykle na bardzo mało wyewoluowanych.
piątek, maja 28, 2004
czwartek, maja 27, 2004
Dziennikarstwo Wirtualnej Polski
W informacji WP o tajemniczym zaginięciu pisarki Helen DeWitt autor napisał:
Jako źródło informacji podana jest agencja Reuters. Poszukałem oryginalnego newsa i rzeczywiście jest tam mowa o filmie z Tomem Cruisem:
Update: zaginiona pisarka już się podobno znalazła, była tylko z wizytą u cioci na wsi, czy coś takiego.
Najbardziej znana powieść Helen Ostatni samuraj została ostatnio zekranizowana. Film pod tym samym tytułem został trzykrotnie nominowany do tegorocznych Oscarów. W roli głównej mogliśmy oglądać Toma Cruise’a.Książka o której mówi autor to "Ostatni Samuraj", w którym DeWitt opowiada o dorastaniu pięcioletniego chłopca pod okiem jego niewiarygodnie oczytanej matki w realiach dzisiejszego Londynu. To cudowna i niezwykła opowieść o poszukiwaniu przez Ludo zaginionego ojca którego imienia matka nie chce mu wyjawić, o roli postaci ojca w życiu itd. Jedyni japońscy wojownicy którzy w niej występują to postacie filmu "Siedmiu Samurai" Kurosawy których Sibylla chce przedstawić swemu synowi jako siedem modeli zachowania, by z winy braku kontaktu z biologicznym ojcem nie czuł pustki braku archetypu mężczyzny.
Jako źródło informacji podana jest agencja Reuters. Poszukałem oryginalnego newsa i rzeczywiście jest tam mowa o filmie z Tomem Cruisem:
Her critically acclaimed debut novel "The Last Samurai," which is unrelated to Tom Cruise's latest movie of the same name, tells the story of a single mother and her son, Ludo, who reads ancient Greek at age 4 and obsessively watches the classic Japanese film "The Seven Samurai."Kluczowe jest "is unrelated to", które znaczy coś dokładnie odwrotnego niż myślała redakcja wp.pl. Gratuluję. (via Emma)
Update: zaginiona pisarka już się podobno znalazła, była tylko z wizytą u cioci na wsi, czy coś takiego.
środa, maja 26, 2004
Mam konto na Gmail!
Ostatnio bardzo podniecam się nowym darmowym serwisem e-mail testowanym przez Google o nazwie Gmail. Google zamierza niedługo otworzyć własny serwis w którym będzie można założyć sobie za darmo konto e-mail o pojemności 1GB (1000 MB), co trudno nawet porównać z czterema megabajtami na Yahoo, czy dziesięcioma na Wirtualnej Polsce. Obsługuje się bardzo łatwo i jest szybsze niż mój program pocztowy pod Windows.
Ucieszyłem się i chciałem się pochwalić :)
Ucieszyłem się i chciałem się pochwalić :)
Szwedzkie reality show na zamku w Grodźcu
Donosy #3742: Szwedzkie reality show na zamku w GrodzcuIdeologiczni przeciwnicy reality-shows powinni wziąć pod uwagę, że to przynajmniej bardziej interesujące niż powstanie kolejnego zespółu sportowego lub wypromowanie kolejnej Britney Spears.
Rozpoczeto juz krecenie odcinkow, w szwedzkiej tv pokazane zostana
na jesieni. Bedzie to "Riket" (Krolestwo), nowy rodzaj show:
realitydrama, czyli polaczenie swiata realnego z fantazja. W fikcyjnym
sredniowiecznym panstwie 15 uczestnikow bedzie budowac cywilizacje,
z tym ze 'bogaci' na zamku, a 'biedni' na podzamczu, dojac krowy
i sadzac kapuste. Szwedzi wybrali zamek w Grodzcu (niedaleko Zlotoryi)
z prawie tysiaca innych propozycji w Europie. Zdecydowala dobra
sredniowieczna architektura zamku, stosowne zniszczenia i to, ze lezy
na uboczu. Na potrzeby programu Szwedzi juz uzupelnili tynki, polozyli
podloge w sali ksiazecej, odmalowali kaplice. Zakupiono zwierzeta
hodowlane od miejscowych rolnikow, zatrudnienie znalezli tez stolarze,
ochroniarze oraz mlodziez z poprawczaka.
wtorek, maja 25, 2004
RFID i prywatność
RFID to maleńkie elektroniczne bezprzewodowe metki na produktach, których sygnał odebrać mogą specjalne czytniki w magazynach, półkach, kasach itd. W przeciwieństwie do kodów kreskowych które identyfikują poszczególne linie produktów, każda metka RFID pozwala zidentyfikować jeden konkretny egzemplarz. Telewizor z metką RFID w momencie sprzedaży może być wpisany do baz danych pod moim nazwiskiem.
Wiedzą co kupuję i kim jestem? To samo wie sprzedawczyni ze sklepu na moim osiedlu. Wie jakiej marki papierosy palę (Marlboro), który tygodnik polityczny zwykle czytam (Przekrój), zna mój ulubiony napój energetyczny (ostatnio Burn) i wie, że zwykle nie pamiętam ile bułek mam w koszyku. Nie czuję się przez to szczególnie nagi. Gdy zapomnę kupić papierosy i sprzedawczyni mi o tym przypomni, zaoszczędzę sobie ponownej drogi z górki i pod górkę.
A może popatrzmy na pozytywy? Nie trzeba będzie stać za babą kupującą trzydzieści tysięcy różnych zup w proszku, bo wszyscy klienci niezależnie od zawartości koszyka kasowani będą błyskawicznie. W Sainsbury's widziałem już automatyczne kasy -- gdzie po zliczeniu produktów przeciąga się kartą kredytową przez maszynę i idzie do domu. Narazie trzeba samemu przeskanować wszystkie produkty, ale RFID temu zaradzi.
Kradzieże w sklepach pewnie nie znikną całkiem, ale może będzie ich mniej, bo metka może być zatopiona w produkt (koniec niewygodnych plastykowych klatek w których zamyka się dziś filmy dvd) i trudniej będzie się jej pozbyć. Nie wystarczy też owinąć w coś produkt przy kasie, bo gdy technologia się rozpowszechi czytniki RFID będą wszędzie. Ukradniesz w jednym sklepie bluzkę albo pudełko cukierków, a w następnym sklepie do którego wejdziesz zawyje przy wejściu alarm. Czytniki RFID będą przy drzwiach w domu (nieuczciwi goście) i przy wyjściu w metrze (bo tam chodzi pełno ludzi).
Że będzie można mnie znaleźć w całym mieście? Bardzo dobrze, chcę żeby było mnie łatwo znaleźć. A państwo policyjne które miałoby wtedy nadejść? Będę się starał, żeby państwo policyjne było niepotrzebne i niemożliwe. Irracjonalny strach przed utratą "tajemniczości" nie powstrzyma rozwoju technologii -- nigdy jej dotąd nie powstrzymał. Zależy tylko, czy ze wszystkich tych cudownych zdobyczy techniki skorzystamy my, czy nasze prawnuki.
Ten sam problem co z kamerami policji w miejscach publicznych -- ogromny krzyk krytyków i frików prywatności, a potem statystycy którzy mówią, że brutalna przestępczość w miejscach obserwowanych przez kamery w bardzo krótkim czasie praktycznie zanika. Rozumiem, że nie jest fajnie jeżeli kamera się na nas gapi jak całuję się z dziewczyną w ciemnym zaułku, ale z drugiej strony chcę by pilnowała żeby w takim momencie ktoś nie napadł.
Prywatność będzie zapewniona przez nadmiar materiału do oglądania. Po pierwszym szoku możliwości nowej technologii okaże się, że najlepszą pornografię kręcą jednak profesjonaliści, a "prawdziwe" seriale społeczne takie jak Klan czy Seks w wielkim mieście są ciekawsze od tego co rzeczywiście dzieje się u sąsiadów.
Nie opierajmy się postępowi, a będzie naprawdę fajnie, obiecuję :)
"Przekrój" (21/04): Zdecydowanym krokiem kierujesz się do działu odzieżowego i sięgasz po upatrzoną koszulę. W tym momencie dyskretnie umieszczony na półce czytnik przesyła do systemu komputerowego informację: towar 21-000269-0A3486 (czyli twoja koszula) został zabrany z półki. Jesteś więc sledzony. Idziesz do przymierzalni -- twój ruch został zanotowany. Po drodze wziąłeś jeszcze ulubione lody bananowe -- systemowi nie umknie żadna informacja. Zbliżasz się do kasy -- nie musisz nawet wyjmować rzeczy z koszyka, wszystkie chipy RFID przymocowane do produktów zgłaszają swoją obecność, a na ekranie natychmiast pojawia się kwota do zapłacenia. Prawda, że wygodne? Podajesz tylko swoją kartę kredytową i... TRACH! Twoja prywatność padła, lęzy i kwiczy. Wielka machina do wyciągnania pieniędzy wie już o tobie wszystko. Zna twoje dane osobowe i ulubione produkty. Oczywiście po pierwszej wizycie informacja nie jest pełna, ale po trzeciej czy czwartej -- jesteś nagi.No cóż, umiem sobie wyobrazić gorszy dzień. System nie wie o mnie wszystkiego, tylko jak się nazywam (trudno zaprzeczyć, że płacąc kartą kredytową takie dane są istotne) i jakie produkty najczęściej kupuję w danym sklepie. Lub nawet wszystkich sklepach, co z tego? To niedobrze, że ktoś nam zaoferuje ulubione produkty po niższej cenie lub zainteresuje się czy jesteśmy zadowoleni z ostatnich zakupów? Nawet bym się ucieszył, że dbają o mnie jako klienta.
Gdy następnym razem wchodzisz do sklepu podchodzi do ciebie miła pani i uśmiechając się, mówi: "Panie Tomaszu, chciałabym panu zaproponować pana ulubione lody bananowe w promocyjnej cenie. Mam też nadzieję, że pana nowa koszula dobrze się sprawdza".
Wiedzą co kupuję i kim jestem? To samo wie sprzedawczyni ze sklepu na moim osiedlu. Wie jakiej marki papierosy palę (Marlboro), który tygodnik polityczny zwykle czytam (Przekrój), zna mój ulubiony napój energetyczny (ostatnio Burn) i wie, że zwykle nie pamiętam ile bułek mam w koszyku. Nie czuję się przez to szczególnie nagi. Gdy zapomnę kupić papierosy i sprzedawczyni mi o tym przypomni, zaoszczędzę sobie ponownej drogi z górki i pod górkę.
A może popatrzmy na pozytywy? Nie trzeba będzie stać za babą kupującą trzydzieści tysięcy różnych zup w proszku, bo wszyscy klienci niezależnie od zawartości koszyka kasowani będą błyskawicznie. W Sainsbury's widziałem już automatyczne kasy -- gdzie po zliczeniu produktów przeciąga się kartą kredytową przez maszynę i idzie do domu. Narazie trzeba samemu przeskanować wszystkie produkty, ale RFID temu zaradzi.
Kradzieże w sklepach pewnie nie znikną całkiem, ale może będzie ich mniej, bo metka może być zatopiona w produkt (koniec niewygodnych plastykowych klatek w których zamyka się dziś filmy dvd) i trudniej będzie się jej pozbyć. Nie wystarczy też owinąć w coś produkt przy kasie, bo gdy technologia się rozpowszechi czytniki RFID będą wszędzie. Ukradniesz w jednym sklepie bluzkę albo pudełko cukierków, a w następnym sklepie do którego wejdziesz zawyje przy wejściu alarm. Czytniki RFID będą przy drzwiach w domu (nieuczciwi goście) i przy wyjściu w metrze (bo tam chodzi pełno ludzi).
Że będzie można mnie znaleźć w całym mieście? Bardzo dobrze, chcę żeby było mnie łatwo znaleźć. A państwo policyjne które miałoby wtedy nadejść? Będę się starał, żeby państwo policyjne było niepotrzebne i niemożliwe. Irracjonalny strach przed utratą "tajemniczości" nie powstrzyma rozwoju technologii -- nigdy jej dotąd nie powstrzymał. Zależy tylko, czy ze wszystkich tych cudownych zdobyczy techniki skorzystamy my, czy nasze prawnuki.
Ten sam problem co z kamerami policji w miejscach publicznych -- ogromny krzyk krytyków i frików prywatności, a potem statystycy którzy mówią, że brutalna przestępczość w miejscach obserwowanych przez kamery w bardzo krótkim czasie praktycznie zanika. Rozumiem, że nie jest fajnie jeżeli kamera się na nas gapi jak całuję się z dziewczyną w ciemnym zaułku, ale z drugiej strony chcę by pilnowała żeby w takim momencie ktoś nie napadł.
Prywatność będzie zapewniona przez nadmiar materiału do oglądania. Po pierwszym szoku możliwości nowej technologii okaże się, że najlepszą pornografię kręcą jednak profesjonaliści, a "prawdziwe" seriale społeczne takie jak Klan czy Seks w wielkim mieście są ciekawsze od tego co rzeczywiście dzieje się u sąsiadów.
Nie opierajmy się postępowi, a będzie naprawdę fajnie, obiecuję :)
Nie miałem pojęcia
...że tak dużo danych dostępnych jest na Internecie. Właśnie dowiedziałem się dzięki City Data, że w Dickens, Iowa (242 mieszkańców) jest jedna facet (a może kobieta?) który nie ma samochodu, chociaż aż siedem rodzin ma więcej niż pięć pojazdów. Dwie rodziny mają tylko jedną sypialnię, podczas gdy większość ma dwie lub trzy. Mieszka tam dwóch Indian, czy to oni są tacy biedni? Do najbliższego uniwersytetu jest siedemdziesiąt kilometrów i co trzecia osoba nie ma skończonej szkoły średniej, za to mają dwa lokalne programy telewizyjne.
Przynajmniej osiem dziewczyn nie znajdzie sobie narazie faceta w swoim mieście, ani w najbliższym (13km) Ruthven, Iowa (711 mieszkańców), gdzie sytuacja jest jeszcze gorsza, a i tak ciężko pojechać bez samochodu. Czy one wszystkie wyemigrują 800km dalej, do Chicago, by tańczyć na scenie i powiększać już i tak dwukrotnie wyższy niż średnia wskaźnik przestępczości?
W blisko trzymilionowym Chicago najwięcej (28tys.) jest trzydziestolatków, o siedem tysięcy więcej niż piętnastolatków. To boomersi, my też ich mamy i też będziemy ich utrzymywać, na szczęście nie skazani na ich architekturę która mam wrażenie miała za zadanie coś nam wszystkim udowodnić.
I że w Stanach Zjednoczonych jest równo dwadzieścia miejscowości o nazwie "Troy", ale tylko dwie "Babylon". No i dziewięć "Warszaw" (Sopotu nie było).
Przynajmniej osiem dziewczyn nie znajdzie sobie narazie faceta w swoim mieście, ani w najbliższym (13km) Ruthven, Iowa (711 mieszkańców), gdzie sytuacja jest jeszcze gorsza, a i tak ciężko pojechać bez samochodu. Czy one wszystkie wyemigrują 800km dalej, do Chicago, by tańczyć na scenie i powiększać już i tak dwukrotnie wyższy niż średnia wskaźnik przestępczości?
W blisko trzymilionowym Chicago najwięcej (28tys.) jest trzydziestolatków, o siedem tysięcy więcej niż piętnastolatków. To boomersi, my też ich mamy i też będziemy ich utrzymywać, na szczęście nie skazani na ich architekturę która mam wrażenie miała za zadanie coś nam wszystkim udowodnić.
I że w Stanach Zjednoczonych jest równo dwadzieścia miejscowości o nazwie "Troy", ale tylko dwie "Babylon". No i dziewięć "Warszaw" (Sopotu nie było).
poniedziałek, maja 24, 2004
niedziela, maja 23, 2004
Pisać?
Czy mam wam pisać o takich rzeczach jak Internet, wyszukiwarki i przyszłość informacyjnego społeczeństwa, prawa autorskie, piractwo, wybory w USA i temu podobne? Czytam sporo na te tematy, ale nie wiem czy was to interesuje. Napiszcie w komentarzach.*
*) ...a żeby dodać komentarz, po kliknięciu w "Dodaj komentarz!" poniżej, kliknij w link "Post a comment" na dole strony i w "Or Post Anonymously" na następnej stronie. Nie ja to wymyśliłem.
*) ...a żeby dodać komentarz, po kliknięciu w "Dodaj komentarz!" poniżej, kliknij w link "Post a comment" na dole strony i w "Or Post Anonymously" na następnej stronie. Nie ja to wymyśliłem.
sobota, maja 22, 2004
68
On i ona zajmują się miłością. On namawia dziewczynę:
- Chodź pokochamy się w pozycji 68!
Ona: - Na czym ona polega?
On: - Ty robisz mi laske, a ja będę ci dłużny. (via Emma)
- Chodź pokochamy się w pozycji 68!
Ona: - Na czym ona polega?
On: - Ty robisz mi laske, a ja będę ci dłużny. (via Emma)
czwartek, maja 20, 2004
Lepper z nacjonalistami w Moskwie
Wyborcza: "Przemiany miały wyłącznie jeden cel - uczynić z Polski rynek zbytu dla towarów z Zachodu - mówił przewodniczący Samoobrony, jak zwykle w biało-czerwonym krawacie. Z nostalgią wspominał czasy, gdy Polska sprzedawała swoja produkcję na rynkach wschodnich, z których Zachód podstępnie wyparł ją po upadku ZSRR. Żalił się, że kiedyś polskie fabryki i banki należały do Polaków, a teraz wykupiły je firmy z Zachodu."Mowa o naszym najbardziej znanym kretynie.
wtorek, maja 18, 2004
Dla dzieci
Do września jeszcze daleko, ale jeżeli chcesz swoim dzieciom przygotować coś więcej niż zwykłe, wysuszone kanapki do szkoły, warto już zacząć ćwiczyć.
Ech, Japonczycy
Japończycy robią wszystkie te rodzaje lodów, które dla nas są jedynie tematem dowcipów. Nabijaliśmy się w szkole średniej z wędzonych lizaków, a oni zrobili lody o smaku ryby, między innymi.
niedziela, maja 16, 2004
Tak było
Piękno tkwiło w niezrozumiałym, które powoli, w jednej sekundzie zacząłem rozumieć. Wypełniło mnie ogromem, wielkością której byłem cząstką, cząstką wszystkiego zamiast całością niczego. Piękno miało zapach skóry jedynej kochanki.
Było jak piękna opowieść bez treści i bez słów. Spojrzałem raz — było. Lecz gdy spojrzałem ponownie było tam wciąż i więcej go jeszcze. Podbiegłem, a ono podjęło zabawę, odbiegło kawałek i spojrzeniem rzuciło wyzwanie. Pobiegłem za nim, lecz potknąłem się i przewróciłem, by paść w jego ramiona gdy leżało na trawie chichocząc.
Piękno było ułamkiem sekundy przed naszym pierwszym pocałunkiem i najsilniejszym z delikatnych uścisków objęło mnie za szyję. Kelner podał nam wino i półmisek maleńkich figurynek z żółtego sera. Siedzieliśmy w słońcu przy stoliku na rynku i śmialiśmy z pary mimów naśladujących siebie nawzajem.
Było jak piękna opowieść bez treści i bez słów. Spojrzałem raz — było. Lecz gdy spojrzałem ponownie było tam wciąż i więcej go jeszcze. Podbiegłem, a ono podjęło zabawę, odbiegło kawałek i spojrzeniem rzuciło wyzwanie. Pobiegłem za nim, lecz potknąłem się i przewróciłem, by paść w jego ramiona gdy leżało na trawie chichocząc.
Piękno było ułamkiem sekundy przed naszym pierwszym pocałunkiem i najsilniejszym z delikatnych uścisków objęło mnie za szyję. Kelner podał nam wino i półmisek maleńkich figurynek z żółtego sera. Siedzieliśmy w słońcu przy stoliku na rynku i śmialiśmy z pary mimów naśladujących siebie nawzajem.
sobota, maja 15, 2004
Jeszcze o Bergu
Cały film z egzekucji Nicholasa Berga można pobrać pod adresem http://encoderx.co.uk/nickberg/. Oczywiście nie jest szczególnie piękny, ale też bez przesady. Widziałem kiedyś film z obcinaniem głowy, chyba zrobiony w Czeczenii i tamten był znacznie gorszy, dużo bardziej autentyczny w odbiorze. Film z Bergiem jest właściwie nudny, tylko ostatnie 15-20 sekund to jakieś zamazane rzeczy i zamaskowany na biało pan (nie ten który obcinał) trzymający głowę Berga na końcu. Gorsze rzeczy można zobaczyć w Wiadomościach.
Ale mam kilka pytań. Dlaczego Berg ma na filmie pomarańczowy strój, taki jak więzieni w Guantanamo Bay ludzie podejrzewani o związek z terrorystami? Czyżby Al-Qaeda robiła zakupy w tym samym sklepie co armia Stanów Zjednoczonych? Po co by go przebierali? Więźniów zwykle przebiera się żeby łatwo było ich odróżnić od innych ludzi. Al-Qaeda ma problemy z odróżnieniem białego żyda z USA od jednego ze swoich ludzi lub przeciętnego Irakijczyka na ulicy?
Dlaczego materiał kręcony był z dwóch kamer i montowany? Rozumiem, że kamery video są coraz tańsze i duża organizacja terrorystyczna z pewnością może sobie pozwolić na więcej niż jedną, ale chyba też nie spodziewali się dostać Oskara? Po co bawili się w montaż z dwóch kaset zamiast użyć jednej i nie mieć problemu? Czy von Trier pracuje teraz dla Al-Qaedy?
Dodatkowe wątpliwości obudziła redaktorka naczelna działu wydarzeń arabskich CNN, Octavia Nasr, która zauważyła, że wbrew oficjalnemu rządowemu tłumaczeniu, w arabskim tekście który odczytuje jeden z zamaskowanych ludzi nie ma mowy o Al Qaeda i pomyłka może wynikać z podobieństwa słów al Qaeda ('baza') i al qaed ('siedzący', 'nic nie robiący'). Zdanie w którym ma padać to słowo zmienia się więc z oficjalnego "Czy al Qaeda potrzebuje dalszych usprawiedliwień?" na prawdziwe "Czy jest usprawiedliwienie dla tego kto siedzi i nic nie robi?". Pomyłka może wynikać z podobieństwa słów, ale może też nie być do końca pomyłką.
Taśma podpisana jest jako dzieło Abu Musab al-Zarqawi, określanego jako szef Al-Qaeda w Iraku, który ma pełnić w tym filmie rolę kata. Dlaczego więc wszyscy są zamaskowani? Jeżeli al-Zarqawi podpisał się pod taśmą, to jakby nie bardzo pomaga mu w ukryciu tożsamości maska, prawda? Dodatkowo, jakiś czas temu amerykański sekretarz stanu Colin Powell dowodził związku Iraku z Al-Qaedą tym, że właśnie al-Zarqawi dopasowano w szpitalu w Bagdadzie sztuczną nogę na koszt Saddama Husaina. Jednak "al-Zarqawi" na filmie chodzi bardzo sprawnie i bez śladu utykania.
Czytałem jeszcze o wielu drobnych nieścisłościach lub podejrzanych zbiegach okoliczności wynikających z tego filmu, które mogą być zupełnie przypadkowe lub wynikać z nadinterpretacji materiału.
Na przykład krzesło na którym siedzi Berg jest takie samo jak krzesła używane w więzieniu Abu Ghraib o którym zrobiło się głośno na kilka dni przed odkryciem taśmy z egzekucją Berga. Abu Ghraib to tam gdzie amerykańscy żołnierze torturowali irackich więźniów. Oczywiście, takie same krzesła ma wiele knajp w Polsce w których byłem. Krzesła takie (białe, plastykowe, jednoczęściowe) są jednak częściej własnością firm i instytucji, niż osób prywatnych.
No i zadziwiający zbieg okoliczności w czasie, prawda? Okazuje się, że walczący o pokój i wolność Irakijczyków żołnierze armii USA znęcają się i torturują więźniów, a dosłownie po paru dniach ukazuje się kaseta na której Iraccy terroryści zabijają amerykanina, co w jakiś sposób ma oznaczać, że tortury były usprawiedliwione.
Cokolwiek by nie mówić, dużo zostało jeszcze w tej sprawie do wyjaśnienia.
Swoją drogą jedno co mnie zawsze bawiło, to że gdy z Saddamem Hussainem walczył Bush senior (operacja Pustynna Burza) mówiono o nim Hussain. Teraz uparcie mówią o nim Saddam. Nowy, fajny przeciwnik, prawda? I tak wygodnie, że jego imię brzmi podobnie do 'Satan'...
No ale skoro nielubianym przywódcom obcych rządów mówimy teraz po imieniu, to od dzisiaj o swoim ulubieńcu będę mówił Dżordż. (thx dla Maćka za świeże linki)
Ale mam kilka pytań. Dlaczego Berg ma na filmie pomarańczowy strój, taki jak więzieni w Guantanamo Bay ludzie podejrzewani o związek z terrorystami? Czyżby Al-Qaeda robiła zakupy w tym samym sklepie co armia Stanów Zjednoczonych? Po co by go przebierali? Więźniów zwykle przebiera się żeby łatwo było ich odróżnić od innych ludzi. Al-Qaeda ma problemy z odróżnieniem białego żyda z USA od jednego ze swoich ludzi lub przeciętnego Irakijczyka na ulicy?
Dlaczego materiał kręcony był z dwóch kamer i montowany? Rozumiem, że kamery video są coraz tańsze i duża organizacja terrorystyczna z pewnością może sobie pozwolić na więcej niż jedną, ale chyba też nie spodziewali się dostać Oskara? Po co bawili się w montaż z dwóch kaset zamiast użyć jednej i nie mieć problemu? Czy von Trier pracuje teraz dla Al-Qaedy?
Dodatkowe wątpliwości obudziła redaktorka naczelna działu wydarzeń arabskich CNN, Octavia Nasr, która zauważyła, że wbrew oficjalnemu rządowemu tłumaczeniu, w arabskim tekście który odczytuje jeden z zamaskowanych ludzi nie ma mowy o Al Qaeda i pomyłka może wynikać z podobieństwa słów al Qaeda ('baza') i al qaed ('siedzący', 'nic nie robiący'). Zdanie w którym ma padać to słowo zmienia się więc z oficjalnego "Czy al Qaeda potrzebuje dalszych usprawiedliwień?" na prawdziwe "Czy jest usprawiedliwienie dla tego kto siedzi i nic nie robi?". Pomyłka może wynikać z podobieństwa słów, ale może też nie być do końca pomyłką.
Taśma podpisana jest jako dzieło Abu Musab al-Zarqawi, określanego jako szef Al-Qaeda w Iraku, który ma pełnić w tym filmie rolę kata. Dlaczego więc wszyscy są zamaskowani? Jeżeli al-Zarqawi podpisał się pod taśmą, to jakby nie bardzo pomaga mu w ukryciu tożsamości maska, prawda? Dodatkowo, jakiś czas temu amerykański sekretarz stanu Colin Powell dowodził związku Iraku z Al-Qaedą tym, że właśnie al-Zarqawi dopasowano w szpitalu w Bagdadzie sztuczną nogę na koszt Saddama Husaina. Jednak "al-Zarqawi" na filmie chodzi bardzo sprawnie i bez śladu utykania.
Czytałem jeszcze o wielu drobnych nieścisłościach lub podejrzanych zbiegach okoliczności wynikających z tego filmu, które mogą być zupełnie przypadkowe lub wynikać z nadinterpretacji materiału.
Na przykład krzesło na którym siedzi Berg jest takie samo jak krzesła używane w więzieniu Abu Ghraib o którym zrobiło się głośno na kilka dni przed odkryciem taśmy z egzekucją Berga. Abu Ghraib to tam gdzie amerykańscy żołnierze torturowali irackich więźniów. Oczywiście, takie same krzesła ma wiele knajp w Polsce w których byłem. Krzesła takie (białe, plastykowe, jednoczęściowe) są jednak częściej własnością firm i instytucji, niż osób prywatnych.
No i zadziwiający zbieg okoliczności w czasie, prawda? Okazuje się, że walczący o pokój i wolność Irakijczyków żołnierze armii USA znęcają się i torturują więźniów, a dosłownie po paru dniach ukazuje się kaseta na której Iraccy terroryści zabijają amerykanina, co w jakiś sposób ma oznaczać, że tortury były usprawiedliwione.
Cokolwiek by nie mówić, dużo zostało jeszcze w tej sprawie do wyjaśnienia.
Swoją drogą jedno co mnie zawsze bawiło, to że gdy z Saddamem Hussainem walczył Bush senior (operacja Pustynna Burza) mówiono o nim Hussain. Teraz uparcie mówią o nim Saddam. Nowy, fajny przeciwnik, prawda? I tak wygodnie, że jego imię brzmi podobnie do 'Satan'...
No ale skoro nielubianym przywódcom obcych rządów mówimy teraz po imieniu, to od dzisiaj o swoim ulubieńcu będę mówił Dżordż. (thx dla Maćka za świeże linki)
piątek, maja 14, 2004
A teraz dla kontrastu chciałbym państwu przedstawić ludową muzykę murzyńską Ameryki Północnej. Muzyka której korzenie sięgają XIX wieku, kiedy w Ameryce kwitło niewolnictwo i handel murzynami. [..] Charakteryzuje się żywym rytmem, typowym dla narodów Afryki, skąd wywodzili się przodkowie niewolników amerykańskich.
"Był Jazz" (1981), reż. Feliks Falk
Głośno było o tym jak w Iraku terroryści odrąbali głowę amerykaninowi przed kamerą i wysłali kasetę telewizji. Żadna telewizja którą oglądałem nie pokazała samej sceny ucinania głowy. Malezyjski serwis internetowy który pierwszy zamieścił film z tą sceną uległ pod naporem masy ludzi którzy chcieli go zobaczyć. Troche niepokoi mnie, że zgodnie z tym co napisało BBC firma z której serwerów pobierano film na którym 26-letni Nicholas Berg pozbawiany jest głowy, nazywa się Acme Commerce Sendirian Berhad -- ACME to również nazwa firmy która dostarczała sprzęt i uzbrojenie potrzebne Wile. E. Kojotowi do łapania Strusia Pędziwiatra.
26-letni Nicholas Berg pochodził z Teksasu, gdzie prowadził jednoosobową firmę zajmując się stawianiem wież telekomunikacyjnych. Wiódł życie pełne przygód (trudno się z tym nie zgodzić) i należał do YMCA (dosł. Chrześcijańskie Stowarzyszenie Młodych Mężczyzn). Znana nam głównie dzięki przebojowi Village People z 1978 roku YMCA, niemal od momentu swojego założenia w połowie dziewiętnastego wieku była miejscem gdzie spotykać się mogli młodzi mężczyżni, pragnący nie tylko przyjaźni, lecz także miłości i seksu. Po co, jeżeli nie dla zakazanej miłości, do YMCA zapisał się praktykujący żyd?
Znalazłem również informacje, że był on przesłuchiwany przez FBI w związku z zamachem na WTC w 2001 roku, ponieważ z jego adresu e-mail korzystał — gdy byli w tym samym czasie w Oklahomie — Zacarias Moussaoui, podejrzewany o udział w zamachu.
Berg wjechał do Iraku drogą lądową w interesach. 24 marca był aresztowany na dwa tygodnie ze względu na jego nietypowe jak na amerykanina zachowanie (jego ojciec, członek radykalnej organizacji antywojennej wystąpił ze skargą do władz o bezpodstawne przetrzymywanie syna). Kilkakrotnie przesłuchiwali go tam agenci FBI którzy radzili mu opuścić Irak, ponieważ "był w niebezpiecznym miejscu i mogło mu się zdarzyć coś złego". Cztery dni po wypuszczeniu przez władze irackie ugościł go Mudafer Mustaffa, wdowiec po jego ciotce, Amerykance.
Podsumujmy, 26-letni Teksańczyk, podejrzewany o koneksje z islamskimi terrorystami praktykujący żyd i członek chrześcijańskiego stowarzyszenia, jedzie do Iraku odwiedzić swego wujka (zapewne Muzułmanina jak 97% Irakijczyków) i montować wieże telekomunikacyjne, lecz zostaje zamordowany przez islamskich terrorystów którzy nagrywają to na video i udostępniają w Internecie. To mniej więcej dlatego nie oglądam wiadomości.
26-letni Nicholas Berg pochodził z Teksasu, gdzie prowadził jednoosobową firmę zajmując się stawianiem wież telekomunikacyjnych. Wiódł życie pełne przygód (trudno się z tym nie zgodzić) i należał do YMCA (dosł. Chrześcijańskie Stowarzyszenie Młodych Mężczyzn). Znana nam głównie dzięki przebojowi Village People z 1978 roku YMCA, niemal od momentu swojego założenia w połowie dziewiętnastego wieku była miejscem gdzie spotykać się mogli młodzi mężczyżni, pragnący nie tylko przyjaźni, lecz także miłości i seksu. Po co, jeżeli nie dla zakazanej miłości, do YMCA zapisał się praktykujący żyd?
Znalazłem również informacje, że był on przesłuchiwany przez FBI w związku z zamachem na WTC w 2001 roku, ponieważ z jego adresu e-mail korzystał — gdy byli w tym samym czasie w Oklahomie — Zacarias Moussaoui, podejrzewany o udział w zamachu.
Berg wjechał do Iraku drogą lądową w interesach. 24 marca był aresztowany na dwa tygodnie ze względu na jego nietypowe jak na amerykanina zachowanie (jego ojciec, członek radykalnej organizacji antywojennej wystąpił ze skargą do władz o bezpodstawne przetrzymywanie syna). Kilkakrotnie przesłuchiwali go tam agenci FBI którzy radzili mu opuścić Irak, ponieważ "był w niebezpiecznym miejscu i mogło mu się zdarzyć coś złego". Cztery dni po wypuszczeniu przez władze irackie ugościł go Mudafer Mustaffa, wdowiec po jego ciotce, Amerykance.
Podsumujmy, 26-letni Teksańczyk, podejrzewany o koneksje z islamskimi terrorystami praktykujący żyd i członek chrześcijańskiego stowarzyszenia, jedzie do Iraku odwiedzić swego wujka (zapewne Muzułmanina jak 97% Irakijczyków) i montować wieże telekomunikacyjne, lecz zostaje zamordowany przez islamskich terrorystów którzy nagrywają to na video i udostępniają w Internecie. To mniej więcej dlatego nie oglądam wiadomości.
środa, maja 12, 2004
[ Okada to taksówka na motorze. ]
Jacek: "Z imprezy ulotnilismy sie dosc szybko. Z uwagi na spora odleglosc do hotelu, postanowilismy wziac okade. Zanim jednak ja znalezlismy, bylismy swiadkami starcia -- okada kontra samochod. Szczesliwie nikomu nic sie nie stalo, ale nam sie tak dziwnie zrobilo w zoladkach. Wymiana spojrzen - 'To, co? Bierzemy jedna czy dwie?'.
Wzielismy dwie, bo to wiecej zabawy. I dla nas, i dla miejscowych. Widok bialego w Oshogbo, to cos o czym rozmawia sie pozniej przez tydzien. Widok bialego w Oshogbo jadacego okada, to historia na pierwsza strone lokalnej gazety. Ale widok bialego na okadzie, za ktorym po 10 sekundach pojawia sie drugi bialy na okadzie, to poczatek legendy."
wtorek, maja 11, 2004
MATURA.pl, tegoroczne tematy maturalne: "Pomorskie
1. 'Stara, szanowana, pyłem siwa księga (...) najmniejszy jej szczątek wart miejsca w świętej skarbnicy pamiątek'. (W. Gomulicki). Utwory literackie, które moim zdaniem należy ocalić od zapomnienia.
2. Obrazy polskiej społeczności wielonarodowej i wielowyznaniowej w wybranych utworach literackich.
3. 'Mądrzeję razem z moimi bohaterami' - uczę się życia, czytając.
4. Zanalizuj i zinterpretuj: - albo wiersz Władysława Broniewskiego 'Łódź', - albo fragment powieści Władysława Reymonta 'Ziemia obiecana'. "
Który byście pisali? Ja trzeci, wolny temat, bo na inne trzeba coś wiedzieć, a nie lubie takich ograniczeń.
PAP: Tego jeszcze w Polsce nie było! Na polanie obok wsi Emilcin (woj. lubelskie) stanął wczoraj drewniany pomnik UFO - pisze "Fakt".
Dokładnie 26 lat temu 78-letni rolnik Jan Wolski, zobaczył tu przybyszy z kosmosu. Zaprosili go do swojego pojazdu, tam obejrzeli, obmierzyli i... wypuścili. Niestety pan Jan nie doczekał upamiętnienia monumentem swojej przygody - pisze dziennik.
Odsłonięcie ufoludka było symboliczne. Prawdziwy pomnik już niebawem stanie pośrodku wsi. Czarny sześcian umieszczony na podstawie z lśniącej blachy ma budzić podziw i będzie bardziej monumentalny - podaje "Fakt". (PAP)
poniedziałek, maja 10, 2004
[W celu badania zanieczyszczeń w zbiornikach wodnych, naukowcy genetycznie zmodyfikowali tropikalną rybkę akwariową tak, by w obecności określonych związków chemicznych emitowała fluorescencyjne światło. Zrobiono to wszczepiając w jajeczka rybie wyjęte z kodu genetycznego innego zwierzęcia fragmenty DNA odpowiadające za fluorescencję, a potem tworząc "przełącznik" który włącza ten gen w rozwijającym się zarodku w obecności wybranej toksyny.
Pierwszym krokiem było stworzenie rybki która świeciła zawsze i ktoś w końcu zorientował się w rynkowym potencjale tego pomysłu. Rybki dostępne są w sprzedaży w sklepach akwarystycznych i przez Internet. Poniżej fragment strony informacyjnej, który jest symbolem czasów w których żyjemy.]
Pierwszym krokiem było stworzenie rybki która świeciła zawsze i ktoś w końcu zorientował się w rynkowym potencjale tego pomysłu. Rybki dostępne są w sprzedaży w sklepach akwarystycznych i przez Internet. Poniżej fragment strony informacyjnej, który jest symbolem czasów w których żyjemy.]
GloFish (tm) - About: "Co się stanie gdy fluorescencyjna rybka akwariowa zostanie zjedzona przez inne zwierze?
Dla dzikiego zwierzęcia, zjedzenie fluorescencyjnej ryby akwariowej to to samo co zjedzenie zwykłej ryby. Jej fluorescencja wynika z genu który już istnieje w przyrodzie i jest całkowicie bezpieczny dla środowiska. Tak jak po zjedzeniu niebieskiej ryby drapieżnik nie robi się niebieski, tak po zjedzeniu fluorescencyjnej nie nabiera tej właściwości. Jednak, prosimy pamiętać, że fluorescencyjne ryby akwariowe NIE są przeznaczone do konsumpcji przez ludzi.
Co się ze mną stanie jeżeli zjem fluorescencyjną rybkę?
Fluorescencyjne ryby akwariowe, jak wszystkie ryby ozdobne, NIE są przeznaczone do konksumpcji przez ludzi; nie powinny nigdy być jedzone."
[Dla wyjaśnienia, w USA kandydaci walczą o głosy "elektoralne", zdobywane osobno w każdym stanie. Ilość głosów którą daje wygrana danym stanie to suma ilości senatorów i posłów reprezentujących stan w parlamencie. Każdy z nich ma dwóch senatorów, a ilość posłów zależna jest od ilości mieszkańców, lecz nigdy nie mniejsza niż jeden. Dzięki temu małe stany mają proporcjonalnie przewagę w reprezentacji parlamentarnej nad dużymi.
W półmilionowym Wyoming każdy z trzech głosów elektoralnych reprezentuje 160 tysięcy osób. Dwudziestomilionowym Teksasie liczba ta jest blisko cztery razy wyższa — 626 tys. Bardziej opłaca się przekonać do siebie dwieście tysięcy mieszkańców Wyoming, niż Teksasu. ]
W półmilionowym Wyoming każdy z trzech głosów elektoralnych reprezentuje 160 tysięcy osób. Dwudziestomilionowym Teksasie liczba ta jest blisko cztery razy wyższa — 626 tys. Bardziej opłaca się przekonać do siebie dwieście tysięcy mieszkańców Wyoming, niż Teksasu. ]
CNN: "WASHINGTON (AP) -- Sztab wyborczy Johna Kerry rozpoczyna w tym tygodniu kosztującą 25 mln dolarów miesięczną serię emisji nowych spotów prezentujących jego biografię i poglądy polityczne. Wyda on w maju więcej pieniędzy niż przez dwa ostatnie miesiące, od czasu gdy został oficjalnie mianowany reprezentantem partii Demokratów w wyborach prezydenckich (17 milionów dolarów).Zadanie domowe: przerobić ten tekst na opis konkurencji w reklamie proszków do prania (czas: 2 min).
Spoty Kerriego wyświetlane były dotąd w umiarkowanych ilościach w lokalnych stacjach telewizyjnych w 17 stanach w których wyniki głosowania nie są jeszcze przesądzone. Jednak z końcem tego tygodnia wypuści on nowe jednominutowe spoty na wszystkich rynkach medialnych w tych stanach, plus w Luizjanie i Kolorado. [..]
Prezydent George.W. Bush, Republikanin, wygrał [tam] w 2000 r., ale doradcy Kerriego twierdzą, że Demokrata ma szansę przejąć dziewięć głosów elektoralnych przyznawanych przez meszkańców tych dwóch stanów. Sztab Busha nie wyświetlał reklam w lokalnych stacjach w żadnym z nich.
W skład kampanii Kerriego, rozpoczynającej się w Niedzielę i mającej trwać do 27 maja wchodzą nowe, jednominutowe spoty, jak też czterodniowa seria półminutowych spotów określająca jego priorytety polityczne i plan rozwiązania sytuacji w Iraku. Zakup ten jest na tyle obszerny, że w branży telewizyjnej ocenia się, że przeciętny odbiorca zobaczy każdy ze spotów 15-17 razy w ciągu trwania kampanii."
Jem właśnie śniadanie i musze was ostrzec przed Kremem Śniadaniowym z Ogórkiem firmy Hochland, jest słony i smakuje raczej jak woda po ogórku. Polecam za to Rama Creme Bonjour z Ogórkami, bardzo dobry.
Proste śniadanie w pracy: Piątnica Serek Wiejski Cottage Cheese + sól, pieprz (chyba lepiej zwykły niż cayenne) + bułka z masłem.
Proste śniadanie w pracy: Piątnica Serek Wiejski Cottage Cheese + sól, pieprz (chyba lepiej zwykły niż cayenne) + bułka z masłem.
Można teraz dostawać nowe wpisy do bloga mailem, jeżeli ktoś tak woli. Nie testowałem tego jeszcze, więc napiszczcie czy działa ok.
Od dzisiaj możecie mi wytykać błędy i wypaczenia przy pomocy komentarzy. Piszcie :)
Dodałem też trochę starych postów po polsku do archiwum.
Dodałem też trochę starych postów po polsku do archiwum.
piątek, maja 07, 2004
Amerykański wywiad wewnętrzny (Homeland Security and Defence) poszukuje specjalisty od przesłuchań do pracy w Bagdadzie. Jego praca będzie polegać na współzarządzaniu wydziałem przesłuchań, cytuję "pod minimalnym nadzorem."
Połączenie słów "przesłuchanie" i "minimalny nadzór" źle mi się kojarzy. Szczególnie jeżeli przesłuchujący i przesłuchiwany są różnych narodowości, a jedna z tych narodowości właśnie opanowała zbrojnie terytorium drugiej.
Połączenie słów "przesłuchanie" i "minimalny nadzór" źle mi się kojarzy. Szczególnie jeżeli przesłuchujący i przesłuchiwany są różnych narodowości, a jedna z tych narodowości właśnie opanowała zbrojnie terytorium drugiej.
Chyba znalazłem coś, co wyjaśnia dlaczego za komuny tak wielu Czechów regularnie upijało się do nieprzytomności. Reklamy telewizyjne.
Knedliki
Mlieko
Vita Regent
Ovoce a zelenina
Med
Windows Media Video (.wmv), 350-500kB każda. (via BoingBoing)
Knedliki
Mlieko
Vita Regent
Ovoce a zelenina
Med
Windows Media Video (.wmv), 350-500kB każda. (via BoingBoing)
środa, maja 05, 2004
wtorek, maja 04, 2004
– Nie zachowuj się jak angol, Bazylu. Gdy przedstawić jakąś ideę prawdziwemu Anglikowi — czego zresztą rozsądni ludzie powinni unikać — nie przyjdzie mu nawet do głowy ocenić czy jest ona poprawna czy fałszywa. Oceni on jedynie czy wypowiedziana była ze szczerości serca.
A wartość idei zupełnie nie zależy od tego czy się w nią samemu wierzy. Możliwe nawet, że im bardziej szczery jest mówca, tym bardziej jego idee zabarwione są osobistymi uprzedzeniami, pragnieniami i żądzami, i tym mniej intelektualnie "czyste" się stają.
Nie proponuję ci jednak dyskusji o polityce, socjologii czy metafizyce, Bazylu. Ponad zasady bowiem cenię sobie ludzi, a ludzi bez zasad wielbię ponad wszystko w świecie.
(Lord Henry w "Portret Doriana Gray" Oscara Wilde)
poniedziałek, maja 03, 2004
Ostatnie dwa tygodnie pracuję nad serwisem dla skandynawskiej firmy sprzedającej kamery i oprogramowanie do zarządzania nimi przez sieć. Oprócz myśli o samobójstwie, zmianie zawodu który sobie nieopatrznie wybrałem i licznych rytualnych morderstwach na osobach pracodawców prowokuje mnie to do myśli jednej jeszcze: jaka będzie wyglądać przyszłość kamer cyfrowych? (Używam wspólnej nazwy "kamera cyfrowa" na określenie kamer i aparatów cyfrowych; implikacje ich rozwoju i stosowane technologie są zbliżone.)
Kamery cyfrowe stają się coraz mniejsze. Pierwsze domowe modele miały wielkość przynajmniej paczki papierosów i musiały być podłączone kabelkiem do komputera by ich używać. Dzisiaj kamera jest w standardowym wyposażeniu praktycznie każdej nowoczesnej komórki, dla której, wciąż mieszczącej się w wymiarach paczki papierosów, jest tylko zajmującym niewiele miejsca dodatkiem. Za dziesięć czy dwadzieścia lat kamera razem z baterią i nadajnikiem radiowym zmieścić się może w kawałku plastyku wielkości ziarnka pieprzu, czy nawet główki szpilki i kosztować tyle co bilet autobusowy. Rozwój ten przełamie wiele barier nie tylko technologicznych, lecz przede wszystkim kulturowych.
Dlaczego? Kamerę wielkości ziarnka pieprzu można ukryć wszędzie. Można ją wrzucić na szafę, przykleić w narożniku pokoju kawałeczkiem gumy do żucia, położyć na tyłach półki z rodzinnymi kryształami, taśmą klejącą przymocować do szyby okna od zewnętrznej strony lub zainstalować w grzbiecie książki zamiast litery 'o'. Gdy są tak tanie można je rozrzucać dziesiątkami na ulicach, w urzędach i prywatnych mieszkaniach, w toaletach, w łaźniach, saunach i pod prysznicem w hali sportowej lokalnej podstawówki (jeżeli do tej pory będą tam już prysznice). Ktoś zamontuje kamerę w muszli klozetowej, ktoś inny w przebieralni w sklepie z damską bielizną, ktoś jeszcze w krzesłach i pod stolikami w restauracjach.
Kamery te będą w pełni automatyczne, zdalnie sterowane i dostępne przez sieci komputerowe z każdego miejsca na Ziemii — niektóre za darmo, inne za opłatą, a jeszcze inne będą tajne i na wyłączny użytek policji lub wojska. Będą filmować w ciemnościach za pomocą podczerwieni, nagrają wysokiej jakości sygnał audio i mogą mieć wbudowane czujniki ruchu by zacząć filmować natychmiast gdy ktoś wejdzie w ich zasięg. Będą wykorzystywać nadajniki bardzo niskiej mocy, komunikację optyczna (laserem), magazynowanie materiału by wysyłać go gdy nikogo nie ma w domu, dynamiczne zmiany częstotliwości nadawania i szyfrowanie danych by trudniej było je wyśledzić i wygłuszyć.
Niektóre zaczną emitować nagrany uprzednio materiał dopiero gdy poda się im odpowiedni sygnał i tylko na odległość kilku milimetrów (za to niezmiernie szybko), tak że wykryć je można tylko znając kod i badając każdy centymetr kwadratowy pomieszczenia; "zbieraczowi" wystarczy przejść się raz na parę tygodni po lokacjach gdzie przy poprzedniej wizycie niepostrzeżenie zostawił swoje urządzenia. Tym "zbieraczem" może być ktokolwiek: monter okien plastykowych, kontroler z gazowni, zazdrosna żona, nowy chłopak twojej najbliższej przyjaciółki, obleśny "wujek", świadek Jehowy, ktokolwiek z dwudziestu-paru osób na ostatniej imprezie w twoim mieszkaniu. Policjant, szpieg, i wścibska sąsiadka. Ten przemiły chłopiec który odprowadził cię z sobotniej imprezy i wszedł na moment by skorzystać z toalety. Młodociany producent amatorskich filmów porno w postaci kolegi twojego synka.
Będziemy obserwowani wszędzie i zawsze, a gdy nawet nie będziemy akurat obserwowani, nie dowiemy się o tym. Prywatność taka jak rozumiemy ją dzisiaj przestanie istnieć. Ale to dobrze.
Matka będzie mogła przypilnować swoje dziecko idące do szkoły i gdyby działo się z nim coś niedobrego natychmiast wyśle obraz video lokalnej komendzie policji, a ta najbliższemu radiowozowi lub karetce pogotowia. Dziecko przed wyjściem z domu sprawdzi czy nikt nie stoi obok drzwi mieszkania. Urzędnik dwa razy zastanowi się nad wzięciem łapówki gdy nie ma pojęcia kto może być niewidzialnie obecny w pokoju. Komputer powiadomi nas, że ktoś kręci się przy naszym samochodzie, czy oknach na tyłach domu. Opiekunka do dzieci która zaprosi swojego chłopaka by wsparł ją w nudny wieczór nie dostanie już zajęcia u tej rodziny — czy nawet w tym mieście, bo obraz cyfrowy łatwo przecież jest opublikować w lokalnym serwisie internetowym.
Sejm nie będzie dla nikogo już zamknięty, tajne posiedzenia staną się jawne, a zachowanie najdrobniejszej nawet tajemnicy będzie wymagało zaangażowania skomplikowanych i kosztownych środków bezpieczeństwa. Gwałciciel ledwie zdąży rozpiąć rozporek zanim w podziemnym parkingu znajdzie się grupa ochroniarzy. Złodzieja dokładnie rozliczy się z tego co zabrał i zniszczył w mieszkaniu na podstawie paru ciekawych ujęć z naszych domowych kamer. Spowiednik będzie mógł sprawdzić, czy wyznane były wszystkie grzechy. Mordercę złapie się szybko i udowodni mu winę bez żadnych wątpliwości i wojen prawniczych.
Oczywiście, kamery będą nadużywane i oczywiście, znajdą się sposoby by przynajmniej w części zabezpieczyć się przed ich bezsennym wzrokiem. Ale to będzie wymagało wysiłku i pięniędzy na które stać będzie głównie rząd, wojsko, korporacje i maniaków prywatności. Reszta będzie musiała zmienić swoje nastawienie do publicznego obnażania się, co oznaczać będzie każde zdjęcie z siebie bielizny. Zresztą kamery na promieniowanie Roentgen'a (już dziś istniejące w fazie prototypu) sprawią, że i kożuch ze skóry słonia będzie niczym tiul.
Największe zmiany zajdą w naszym pojmowaniu wstydu. Jeżeli w każdym momencie ktoś może na mnie spojrzeć z dowolnego kąta nie ma róznicy między rozbieraniem się w samotności i w towarzystwie. Jeżeli kamera może być w przebieralni i pod prysznicem, ubieranie kostiumów kąpielowych na basenie będzie miało znaczenie czysto higieniczne. Jeżeli kamery mogą być w każdym domu, seks we własnym łóżku jest równie intymny co ten w męskiej toalecie, na tylnim siedzeniu samochodu na polance w lesie czy na scenie klubu porno. Wielkość i kształt różnych wstydliwych kawałków ciała, dzisiaj niegasnące źródło kompleksów, zahamowań i podrzędnego humoru, będą miały znaczenie równe kształtowi i rozmiarom nosa, którego niedostatki można kompensować makijażem i chirurgią, ale na dłuższą metę poprostu ma się taki nos, jaki się ma.
Kamery nadchodzą i ich nadejścia nie powstrzyma najbardziej przemyślny przepis i obojętnie jak źle widziane będzie ich używanie. Za naszego życia — z punktu widzenia dwudziesto-paro-latka — prywatność w większości zniknie, pozostawiając nam jedynie nagość. I wolność.
Myślę, że wszystko będzie dobrze.
Kamery cyfrowe stają się coraz mniejsze. Pierwsze domowe modele miały wielkość przynajmniej paczki papierosów i musiały być podłączone kabelkiem do komputera by ich używać. Dzisiaj kamera jest w standardowym wyposażeniu praktycznie każdej nowoczesnej komórki, dla której, wciąż mieszczącej się w wymiarach paczki papierosów, jest tylko zajmującym niewiele miejsca dodatkiem. Za dziesięć czy dwadzieścia lat kamera razem z baterią i nadajnikiem radiowym zmieścić się może w kawałku plastyku wielkości ziarnka pieprzu, czy nawet główki szpilki i kosztować tyle co bilet autobusowy. Rozwój ten przełamie wiele barier nie tylko technologicznych, lecz przede wszystkim kulturowych.
Dlaczego? Kamerę wielkości ziarnka pieprzu można ukryć wszędzie. Można ją wrzucić na szafę, przykleić w narożniku pokoju kawałeczkiem gumy do żucia, położyć na tyłach półki z rodzinnymi kryształami, taśmą klejącą przymocować do szyby okna od zewnętrznej strony lub zainstalować w grzbiecie książki zamiast litery 'o'. Gdy są tak tanie można je rozrzucać dziesiątkami na ulicach, w urzędach i prywatnych mieszkaniach, w toaletach, w łaźniach, saunach i pod prysznicem w hali sportowej lokalnej podstawówki (jeżeli do tej pory będą tam już prysznice). Ktoś zamontuje kamerę w muszli klozetowej, ktoś inny w przebieralni w sklepie z damską bielizną, ktoś jeszcze w krzesłach i pod stolikami w restauracjach.
Kamery te będą w pełni automatyczne, zdalnie sterowane i dostępne przez sieci komputerowe z każdego miejsca na Ziemii — niektóre za darmo, inne za opłatą, a jeszcze inne będą tajne i na wyłączny użytek policji lub wojska. Będą filmować w ciemnościach za pomocą podczerwieni, nagrają wysokiej jakości sygnał audio i mogą mieć wbudowane czujniki ruchu by zacząć filmować natychmiast gdy ktoś wejdzie w ich zasięg. Będą wykorzystywać nadajniki bardzo niskiej mocy, komunikację optyczna (laserem), magazynowanie materiału by wysyłać go gdy nikogo nie ma w domu, dynamiczne zmiany częstotliwości nadawania i szyfrowanie danych by trudniej było je wyśledzić i wygłuszyć.
Niektóre zaczną emitować nagrany uprzednio materiał dopiero gdy poda się im odpowiedni sygnał i tylko na odległość kilku milimetrów (za to niezmiernie szybko), tak że wykryć je można tylko znając kod i badając każdy centymetr kwadratowy pomieszczenia; "zbieraczowi" wystarczy przejść się raz na parę tygodni po lokacjach gdzie przy poprzedniej wizycie niepostrzeżenie zostawił swoje urządzenia. Tym "zbieraczem" może być ktokolwiek: monter okien plastykowych, kontroler z gazowni, zazdrosna żona, nowy chłopak twojej najbliższej przyjaciółki, obleśny "wujek", świadek Jehowy, ktokolwiek z dwudziestu-paru osób na ostatniej imprezie w twoim mieszkaniu. Policjant, szpieg, i wścibska sąsiadka. Ten przemiły chłopiec który odprowadził cię z sobotniej imprezy i wszedł na moment by skorzystać z toalety. Młodociany producent amatorskich filmów porno w postaci kolegi twojego synka.
Będziemy obserwowani wszędzie i zawsze, a gdy nawet nie będziemy akurat obserwowani, nie dowiemy się o tym. Prywatność taka jak rozumiemy ją dzisiaj przestanie istnieć. Ale to dobrze.
Matka będzie mogła przypilnować swoje dziecko idące do szkoły i gdyby działo się z nim coś niedobrego natychmiast wyśle obraz video lokalnej komendzie policji, a ta najbliższemu radiowozowi lub karetce pogotowia. Dziecko przed wyjściem z domu sprawdzi czy nikt nie stoi obok drzwi mieszkania. Urzędnik dwa razy zastanowi się nad wzięciem łapówki gdy nie ma pojęcia kto może być niewidzialnie obecny w pokoju. Komputer powiadomi nas, że ktoś kręci się przy naszym samochodzie, czy oknach na tyłach domu. Opiekunka do dzieci która zaprosi swojego chłopaka by wsparł ją w nudny wieczór nie dostanie już zajęcia u tej rodziny — czy nawet w tym mieście, bo obraz cyfrowy łatwo przecież jest opublikować w lokalnym serwisie internetowym.
Sejm nie będzie dla nikogo już zamknięty, tajne posiedzenia staną się jawne, a zachowanie najdrobniejszej nawet tajemnicy będzie wymagało zaangażowania skomplikowanych i kosztownych środków bezpieczeństwa. Gwałciciel ledwie zdąży rozpiąć rozporek zanim w podziemnym parkingu znajdzie się grupa ochroniarzy. Złodzieja dokładnie rozliczy się z tego co zabrał i zniszczył w mieszkaniu na podstawie paru ciekawych ujęć z naszych domowych kamer. Spowiednik będzie mógł sprawdzić, czy wyznane były wszystkie grzechy. Mordercę złapie się szybko i udowodni mu winę bez żadnych wątpliwości i wojen prawniczych.
Oczywiście, kamery będą nadużywane i oczywiście, znajdą się sposoby by przynajmniej w części zabezpieczyć się przed ich bezsennym wzrokiem. Ale to będzie wymagało wysiłku i pięniędzy na które stać będzie głównie rząd, wojsko, korporacje i maniaków prywatności. Reszta będzie musiała zmienić swoje nastawienie do publicznego obnażania się, co oznaczać będzie każde zdjęcie z siebie bielizny. Zresztą kamery na promieniowanie Roentgen'a (już dziś istniejące w fazie prototypu) sprawią, że i kożuch ze skóry słonia będzie niczym tiul.
Największe zmiany zajdą w naszym pojmowaniu wstydu. Jeżeli w każdym momencie ktoś może na mnie spojrzeć z dowolnego kąta nie ma róznicy między rozbieraniem się w samotności i w towarzystwie. Jeżeli kamera może być w przebieralni i pod prysznicem, ubieranie kostiumów kąpielowych na basenie będzie miało znaczenie czysto higieniczne. Jeżeli kamery mogą być w każdym domu, seks we własnym łóżku jest równie intymny co ten w męskiej toalecie, na tylnim siedzeniu samochodu na polance w lesie czy na scenie klubu porno. Wielkość i kształt różnych wstydliwych kawałków ciała, dzisiaj niegasnące źródło kompleksów, zahamowań i podrzędnego humoru, będą miały znaczenie równe kształtowi i rozmiarom nosa, którego niedostatki można kompensować makijażem i chirurgią, ale na dłuższą metę poprostu ma się taki nos, jaki się ma.
Kamery nadchodzą i ich nadejścia nie powstrzyma najbardziej przemyślny przepis i obojętnie jak źle widziane będzie ich używanie. Za naszego życia — z punktu widzenia dwudziesto-paro-latka — prywatność w większości zniknie, pozostawiając nam jedynie nagość. I wolność.
Myślę, że wszystko będzie dobrze.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

