piątek, kwietnia 30, 2004

Prędkość łącza internetowego jest jak szerokość ulicy. Dopóki chcemy przesłać więcej niż możemy, lepsze łącze daje wiele satysfakcji. Gdy jednak możliwości większości dostępnych podłączeń w pełni zaspokajają nasze codzienne potrzeby, ważne stają się inne czynniki, takie jak cena i sprawność działania. Autostrada na której w szczycie dnia zwykle zajęte są prawie wszystkie pasy nie skorzysta specjalnie na dobudowaniu nowych. Lepiej żeby pracować raczej nad większą płynnością jazdy i bezpieczeństwem.

Liczby i jednostki których używa się w reklamach do opisywania prędkości dostępu do Internetu trudno sobie wyobrazić. Można je jednak porównać do zwykłej rozmowy telefonicznej. Rozmowa telefoniczna przesyłana jest między centralami cyfrowo, z prędkością 64 kilobity na sekundę (Kb/s lub Kbps), nieco więcej niż osiąga modem telefoniczny. Neostrada model 512 kilobitów pozwala przesłać tyle danych co osiem linii telefonicznych. Czy to dużo, czy mało?

Osiem linii telefonicznych, szczególnie gdy wszystkie połączenia są darmowe. Można więc podłączyć kilka faksów, automatyczną sekretarkę, podpiąć się do Internetu przez modem, jedną linię mieć dla rodziny, inną dla przyjaciół, a inną jeszcze dać ludziom których raczej nie chcemy usłyszeć. Jeżeli mieszka się w kilka osób, każdy może mieć swoją linię (lub dwie). Do tego wszystkie te sekretarki i faksy mieszczą się w jednym lub dwóch niedużych pudełkach.

Jednak gdyby zaproponować komuś trzydzieści dwie linie? Albo sześćdziesiąt cztery? Gdy mamy już dość linii by zrobić z nimi wszystko co chcemy ucieszą nas raczej propozycje ciekawych dodatków, niższych abonamentów i lepszej jakości połączeń, a nie propozycje instalacji kolejnych kilkudziesięciu kabelków.

Średniej wielkości strona internetowa, łącznie z grafiką, ma około pięćdziesięciu, może stu kilobajtów. Łącze jednomegabitowe (1024 Kb/s czyli 1 Mb/s, jak dwie Neostrady) pozwala przesłać tyle w ciągu jednej sekundy. Teoretycznie, praktycznie bowiem opóźnienia powodować mogą łącza inne niż tylko nasze. Gdy jakiś serwis zechce obejrzeć stu internautów naraz, potrzeba by łącza równego sumie ich łącz, w tym przypadku 50 megabitów na sekundę (Mb/s), a takie łącze sporo kosztuje.

Dużo może też zależeć od samego operatora, dostawcy Internetu. Przez jego sieć przechodzą pliki wszystkich abonentów i prędkość jego sieci, a szczególnie jej połączenia z resztą Internetu stają się niezmiernie ważne.

Nie sama "prędkość" łącza się liczy, lecz czas potrzebny na wykonanie zamierzonej pracy – szczególnie jeżeli jest nią szybkie znalezienie dobrego filmu żeby zaprosić do kina kogoś obiecującego.

Myślę, że w przyszłości każdy z nas będzie miał kilka jednoczesnych połączeń z różnymi sieciami by zapewnić sobie trwałość dostepu i maksymalną przepustowość. Nasze mieszkanie będzie połączone z innymi, wspólnie "podając dalej" informacje na drugi koniec świata albo do Aśki z parteru. Przyszłość będzie bardzo połączona z samą sobą. Przyszłość jest darmowa.
Gdyby Sprzedaż Napojów Działała Jak Internet
Gdyby ktoś spróbował nowego napoju i ten by mu smakował, nie powiedziałby o tym tylko biesiadnikom, lecz milionom ludzi którzy lubią napoje. Gdyby którykolwiek z nich chciał spróbować, po dwudziestu sekundach posłaniec wręczył by mu próbkę i jeżeli napój byłby rzeczywiście dobry, następnego dnia czekał by na półkach każdego supermarketu i sklepu spożywczego na świecie.

Gdyby sprzedaż napojów działała jak Internet, nowe marki pojawiałyby się na pewno o wiele częściej, a konsumenci częściej by je zmieniali. (Useit.com)
Moge tego słuchać godzinami.

środa, kwietnia 28, 2004

Pan Bóg cię kocha, wiedza potęgą,
Żonę nie chudą bierz i nie tęgą,
Maniery tylko w życiu pomogą,
Dochodź do celu najkrótszą drogą,
Jedz regularnie i nie narzekaj,
Wojsko wychowa cię na człowieka,
Śmiej się gdy wszyscy z czegoś się śmieją,
Wieczne zbawienie naszą nadzieją,
Nagany strzeż się, z nagrody ciesz się,
Ojczyzna matką, uczesz się wreszcie,
Zawsze sprawdź co się bardziej opłaca,
Krzyżyk na drogę, kefir na kaca. [..]
(Kazik Staszewski, "Krotex")
Podyndaj
Frodo zawiódł (via Rafał)
Raczkowski (via Emma)
Maciejowski
Wilhelm Sasnal, grafik, satyryk

poniedziałek, kwietnia 26, 2004

Myślę, że długofalowo dobrym posunięciem dla Microsoftu byłoby outsourcingować rozwój interface użytkownika od Apple dążąc do stworzenia uniwersalnej platformy użytkownika.

sobota, kwietnia 24, 2004

Plemnik jest żywy, prawda? Ale nie jest człowiekiem? Rozmnaża się za pomocą człowieka, nie? Więc może człowiek jest larwą plemnika? Czy raczej plemnik jest pasożytem człowieka?

środa, kwietnia 21, 2004

Na puszce Coca-Coli po schłodzeniu pojawia się cytat "Lepiej kobiety oburzać niż nudzić." Fryderyk Nietzsche. Kultura po raz kolejny zatoczyła pełne koło.

poniedziałek, kwietnia 19, 2004

Czekam aż będziemy mieli za małe pieniądze w komórkach szybki internet i odtwarzacz mp3. Wtedy wszyscy będziemy mieli w kieszeniach przenośne radia internetowe. Wszyscy. I ja będę musiał wszystkim pomagać go konfigurować. Obłęd.

Będziemy mieli w nich też e-mail i jakąś formę gadu-gadu, więc będziemy mogli przesyłać sobie wzajemnie info, że pod jakimś adresem leci fajny kawałek, który będzie można sobie nagrać i przesłać jeszcze komuś. Wszyscy będą sobie przesyłać zdjęcia. Wszyscy będą ciągle w zasięgu ręki, a zamiast męczącej już poczty głosowej będziemy sobie zostawiać tekstowe wiadomości.

Te telefony będą już same podłączały się do komputera przez bluetooth i na obu będziemy mieli dostęp do tej samej skrzynki pocztowej, wszystkich obrazków i dokumentów, filmów i animacji (które zarówno tworzyć jak przesyłać jest coraz łatwiej).

Ładny przedmiot, ulotkę imprezy, dziewczyne, chłopaka, wymarzony samochód, zdjęcie kumpeli co przyjechała na parę dni żeby przesłać wszystkim żeby się ucieszyli. Kuszącą potrawę, bieliznę i pozę, kotka i brzydką pogodę za oknem. Będziemy przesyłać sobie wszystko i zawsze (choć oczywiście nie zawsze i nie wszystko). Ludzie którzy nie spotkali się od miesięcy mogą być ze sobą bieżąco, nie tylko pisząc, ale i widząc siebie nawzajem.

Operatorzy komórkowi z konieczności stają się dostawcami usług internetowych, bo nikt nie rozmawia głosem przez ich sieci, tylko wszystko, łącznie z dźwiękiem i obrazem na żywo idzie przez Internet. Można rozmawiać ile się chce i to bez dodatkowych opłat. Na początku operatorzy będą blokować taki rozwój sytuacji, ale z czasem nie poradzą sobie z konkurencją tanich dostawców lokalnych. Rozwiną nowe usługi, zajmą się może szyfrowanym przesyłaniem danych lub organizowaniem tej nowej sieci, budowaniem chatroomów i usług.

W Japonii działa już od dawna zabawka pozwalająca stwierdzić, czy podobamy się innej osobie w autobusie lub klubie która posiada takie samo urządzenie. Problem leży w nakłonieniu odpowiednio dużej ilości ludzi żeby kupili takie urządzenie i nosili je wciąż przy sobie. Ale jezeli taki program będzie dostępny na każdej komórce? Ludzie mają dzisiaj mało czasu i randkowanie powinno być znacznie uproszczone. Nie leży chyba więc wtedy poza naszą wyobraźnią możliwość *dodawania komentarzy* do znajomych twarzy? Gdzie była dziewczyna zostawi złośliwą wiadomość którą na widok byłego przeczytają wszystkie jej koleżanki, ich faceci, i może i ich znajomi? Gdzie młody artysta będzie już dość dosłownie nosił napisany na sobie adres swojej galerii w Internecie? I będzie można w niego kliknąć? :)

No nie wiem, mi się chyba to podoba.
(od Niu)
03:09 : http://serwisy.gazeta.pl/ksiazki/2,21288,,,,18059920,P_KSIAZKI.html
03:09 : glupi tytul ksiazki

("...Najbardziej zakręcona powieść rosyjskiej fantastyki ostatnich lat...")

sobota, kwietnia 17, 2004

Superbaby:
Wczoraj tj 16.04.2004 Wojciech.S wrocil z pracy strasznie podniecony i zaczal wypakowywac roznosci ze swojego sluzbowego plecaka. W pewnym momencie odchrzaknal uroczyscie, wsunal reke w glebine i wyciagnal oliwke dziecieca oraz chusteczki zwilzane do wycierania pupy niemowlakowi, i rzekl patetycznie, ze: "Nasze dziecko nigdy nie bedzie mialo odparzonych posladkow". Wojciech.S mial przy tym tak uradowany i dumny wyraz twarzy, ze nie smialam mu uswiadamiac bezcelowosci tego przedwczesnego zakupu. Jest to jednak na dobra sprawe pierwszy wydatek i pierwszy zakup dla malenstwa. Jak wroce dzis do domu to sprawdze date waznosci i w razie czego bede miala chusteczki do demakijazu i balsam do ciala :D
Kobieta musi mieć powód żeby iść z kimś do łóżka. Facet musi mieć powód żeby nie iść.

środa, kwietnia 14, 2004

Superbaby:
Jestem w ciazy! Tak wlasnie Ja -- nieodpowiedzialny imprezowicz z (jak to stwierdzil Michal) z syndromem ADD (czyli totalnym brakiem koncentracji)! Jestem bardzo zadowolona, ze wlasnie ja stane sie prawdziwa kobieta-matka. Bozeeeeeeeeee jak to brzmi. Tak naprawde to moje szczescie dosyc czesto tlamszone jest przez przerazenie. Mam tak interesujace wizje mojego dalszego istnienia, ze spokojnie mozna by bylo nakrecic jakis dramatyczny film. Ludzie co mi chodzi po glowie ... Poki co ciaza przyprawia mnie o mdlosci. Doslownie. od rana do nocy boli mnie zoladek i chce mi sie wymiotowac. Tylko, ze musze pracowac i naprawde nie jest to wygodne.

Wczoraj pracowalam 15 h w kawiarence i wyobrazcie sobie mine klienta, ktoremu w polowie "wykladu" na temat najlepszej karty tel do Sierra Leone, ucieklam na zaplecze z reklamowka i poprostu oddalam sie memu nowemu hobby. Oczywiscie zaplecze to duzo powiedziane, jest to tylko lekkie przepierzenie i na dobra sprawe wszystkie odglosy slychac bylo nader wyraznie, a brzmialo to jak godowe ryki jelenia. Okropienstwo.

Jednak najbardziej na swiecie chcialabym, zeby w koncu przebadal mnie lekarz i poinformowal o tym ze moje malenstwo rozwija sie prawidlowo i ze ze mna tez jest ok. Niestety to jest Anglia i na spotkanie z pielegniarka, ktora to umowi mnie dopiero z lekarzem, bede czekac jeszcze jakies 20 dni! Nie wiem kiedy zobacze doktora mam nadzieje, ze przed porodem jeszcze.

Ojciec dziecka powszchnie znany jako Wojciech S. jest bardzo zadowolony z rosnacego w lonie potomka. Zyje w przekonaniu, iz bedzie to jego syn-karateka. Mnie jest to zupelnie obojetne czy bedzie to on czy ona, byleby bylo zdrowe i nie mialo jakis dodatkowych odnozy na przyklad. Wpadlam na niezly pomysl zmiany pracy, ale niestety wiaze sie to z inwestycja. Jest to malowanie na szkle. Najpierw jednak musialabym sie z tym oswoic i poprostu cwiczyc w domu. Za to gdybym sie odnalazla w tym moglabym:

1. Pracowac w domu, az do rozwiazania
2. Zarabiac lepsza kaske
3. Robic to co lubie i co sprawia mi przyjemnosc

Trzymajta za mnie kciuki

[...]

Wczoraj dotarlam do domu okolo godziny 17:00PM i spalam niemalze do 8:30AM (nastepnego dnia) z malymi przerwami.

Jedna z przerw poswiecilismy z Wojciechem S. na wymyslanie imion. Boze to dziecko nas znienawidzi. Przelecielismy wszystkie najsmieszniejsze imiona swiata. W pewnym momencie ojciec mojego dziecka stwierdzil, ze moze jakies galijskie, no i w tych okolicznosciach stanelo na tym, ze jak urodzi sie chlopiec damy mu na imie "Obelix". Podczas obrad nad imieniem zenskim przypomnielismy sobie kultowa komedia polska ze Stanislawem Tymem w roli glownej, no i wyszlo ze coreczka nasza powinna miec na imie "Tradycja".

Jednakze w obawie przed zemsta naszego potomka w przyszloosci postanowilismy jako komitet rodzicielski w skladzie: WojciechS. & Ja, ze przemyslimy te sprawe ponownie i podarujemy dziecku jakies staropolskie imie za ktore nie spotka nas zadna kara.
Philip Straub "Armplug" (JPEG, 65 kB),
Robert Chang "Scythe Wolf" (JPEG, 240 kB) i wogóle Ballistic Publishing.

sobota, kwietnia 10, 2004

Wszystkiego najlepszego z okazji śmierci ludowego idola dwa tysiące lat temu.
Dostałem od Karoliny fajny spam:
Quiz z blondynką...

Blondynka bierze udzial w telewizyjnym quizie. Moderator stawia nastepujace pytania:

1. Jak dlugo trwala Wojna Stuletnia?
* 116 lat   * 99 lat   * 100 lat   * 150 lat
Blondynka korzysta z mozliwosci nieudzielania odpowiedzi na jedno pytanie.

2. Z ktorego kraju pochodzi kapelusz typu "panama"?
* z Brazylii   * z Chile   * z Panamy   * z Ekwadoru
Blondynka prosi o pomoc publicznosci.

3. W ktorym miesiacu Rosjanie obchodza rocznice Rewolucji Pazdziernikowej?
* w styczniu   * we wrzesniu   * w pazdzierniku   * w listopadzie
Blondynka korzysta z jokera telefonicznego i dzwoni do innej blondynki.

4. Jak brzmi wlasciwe imie krola George'a IV?
* Albert   * George   * Manuel   * Jonas
Blondynka korzysta z jokera "pol na pol".

5. Od ktorego zwierzecia pochodzi nazwa Wysp Kanaryjskich?
* od kanarka   * od kangura   * od szczura   * od psa
Blondynka odpada z gry.

P.S. Jezeli uznales perypetie blondynki za zabawne, to tu masz wlasciwie odpowiedzi:
1. Wojna Stuletnia trwala 116 lat - od 1337 do 1453.
2. Kapelusz "panama" pochodzi z Ekwadoru.
3. Rocznice Rewolucji Pazdziernikowej obchodzi sie 7 listopada.
4. Wlasciwe imie krola George'a IV brzmi Albert - zmienil je w 1936.
5. Nazwa Wysp Kanaryjskich pochodzi z laciny w ktorej canis oznacza psa.

No i co? Jestes madrzejszy od blondynki?

piątek, kwietnia 09, 2004

W tym roku najbardziej będę chyba czekał na film reżyserii Michela Gondry (zrobił m.in. kilka teledysków dla Bjork, Massive Attack i Chemical Brothers), według scenariusza napisanego wspólnie z Charlie Kaufmannem (Being John Malkovich, Adaptation) -- Eternal Sunshine of the Spotless Mind (Nieustająca Błogość Czystego Umysłu) z Jimem Carreyem i Kate Winslet w rolach głównych.

Joel (Jim Carrey) ze zdumieniem dowiaduje się, że jego dziewczyna, Clementine (Kate Winslet) kazała sobie usunąć z pamięci wszystkie wspomnienia ich niezbyt udanego związku. W akcie desperacji zatrudnia twórcę techniki czyszczenia pamięci, Dr. Howarda Mierzwiaka (Tom Wilkinson) by ten usunął jemu z kolei wspomnienia o Clementine. Jednak w trakcie procesu usuwania wspomnień odkrywa on ponownie siłę uczuć jakimi ją darzył. Głęboko, z otchłani umysłu Joel próbuje nie poddać się procedurze. W czasie gdy Dr. Mierzwiak i jego zespół (Kristen Dunst, Mark Ruffalo, Elijah Wood) ścigają go w labiryncie wspomnień, staje się oczywiste, że Joel nie może wybić sobie Clementine z głowy. (IMDB)
Na forum internetowym znalazłem ciekawy (dla odpowiedniej definicji słowa "ciekawy") problem, mianowicie czy liczba 0,9(9) (czyli zero przecinek nieskończona ilość dziewiątek) równa jest 1?

Zacznijmy od początku. Matematyka jest nauką zajmującą się budowaniem abstrakcyjnych systemów logicznych. System logiczny, to poprostu zestaw zasad które wzajemnie do siebie pasują tworząc spójną całość. Abstrakcyjny to taki, którego nie da się bez wątpliwości udowodnić za pomocą doświadczenia, nie mający pewnego potwierdzenia w rzeczywistości. Z czego zaś wynika, że jakiekolwiek zadanie matematyczne może być rozwiązane tylko w zakresie ustalonego systemu logicznego, nic więcej. Innymi słowy można tylko sprawdzić czy zadanie pasuje do przyjętego systemu, ale nie da się stwierdzić bez żadnych wątpliwości czy wynik jest prawdziwy dla świata w którym naprawdę żyjemy.

Powszechnie stosowana matematyka, ta której używamy na codzień, jest w dużym stopniu potwierdzalna doświadczalnie. Jeżeli weźmiemy w jedną rekę jabłko, a w drugą dwa jabłka i opróżnimy obie ręce do pustego koszyka, to jeżeli wszystko przebiegnie poprawnie, w koszyku znajdą się trzy, odrobinę poobijane jabłka. Możemy to uznać za wystarczający dowód na to, że 2+1=3. I dla większości zdarzeń zachodzących na Ziemii (i we Wszechświecie) matematykę można potwierdzić doświadczalnie.

Jednak matematyka zajmuje się nie tylko rzeczami które można sprawdzić w naturze. Istnieją w niej pojęcia które na pozór wydają się realne, ale w rzeczywistości są abstrakcyjnymi konstrukcjami logicznymi. Jedną z takich konstrukcji jest pojęcie nieskończoności.

Nie można udowodnić, że coś rzeczywistego jest nieskończone, z bardzo prostego powodu, że żeby udowodnić, że coś jest nieskończone musielibyśmy to najpierw policzyć lub zmierzyć (co oznacza to samo, bo mierzenie to przykładanie "linijki" i liczenie ile razy zmieści się ona na mierzonym przedmiocie), a tego z definicji nieskończoności zrobić się nie da. Jeżeli można skończyć liczyć, to znaczy, że nie jest to nieskończone. Jeżeli nie można skończyć liczyć, to nie ma jak udowodnić.

Dlaczego nie można policzyć nieskończoności? Ponieważ gdyby rachować jedną liczbę na sekundę, czy nawet miliard liczb na sekundę, to dalej policzenie nieskończonej ilości liczb potrwa nieskończoną ilość czasu -- czyli nie skończy się nigdy.

Tak więc wracając do początkowego problemu, czy 0,9(9) jest równe 1, wiemy już, że nie da się tego w żaden sposób sprawdzić. Na nieskończoności, tak jak na wszystkich abstrakcyjnych pojęciach operować można tylko za pomocą abstrakcyjnych systemów logicznych, na przykład matematyki. Ale matematyka nie jest jednorodna i teoretycznie stworzyć można nieskończoną ilość wewnętrznie poprawnych systemów matematycznych, z których wiele da różne odpowiedzi na te same pytania. Wynik zadania z liczbą nieskończenie bliską jedności (czyli właśnie 0,9(9)) zależy tylko od założeń które przyjmiemy licząc.

Jest to cecha wszystkich abstrakcyjnych problemów, które z założenia są niepotwierdzalne w przyrodzie -- między innymi istnienie boga, powstawanie duszy, życie po śmierci. Są to rzeczy których nie da się potwierdzić, ale też nie da się im zaprzeczyć za pomocą eksperymentu. Odpowiedź na pytanie o istnienie boga, duszy, czy życia po śmierci zależy tylko i wyłącznie od przyjętych założeń. Subiektywnie wybrane odpowiedzi na te pytania przyjmujemy jako dogmaty i w oparciu o nie tworzymy swoją moralność -- jest to w dużej cześci nieświadome i przyjmujemy zwykle te same dogmaty co nasi rodzice, krewni, wychowawcy, przyjaciele czy znajomi. Ważne jest jednak by pamiętać, że są to dowolnie przyjęte dogmaty i obojętnie ilu ludzi w nie wierzy z każdej strony, dalej pozostają bez pewnej odpowiedzi.

Osobiście skłaniam się ku podejściu wynikającemu z filozofii Kanta i późniejszych myślicieli jego szkoły, według którego to podejścia jeżeli problem jest z założenia nierozwiązywalny, nie ma sensu próbować go rozwiązać. Problem istnienia lub nieistnienia boga nie jest trudny do rozwiązania, lecz właśnie niemożliwy do rozwiązania, więc wszelkie próby finalego rozwiązania go są próżne.

W życiu musimy jednak przyjąć jeden z dogmatów, choćby po to by wiedzieć czy należy się modlić i postępować zgodnie z jednym istniejących religijnych systemów moralnych, czy może należy stworzyć nowy system, lub przyjąć system niereligijny. Dlatego osobiście stosuję zasadę zwaną Brzytwą Okhama, która najczęściej definiowana jest jako "Entia non sunt multiplicanda praeter necessitatem", czyli "Byty nie powinny być powielane ponad potrzebę". W uproszczeniu oznacza to, że gdy można rozwiązać problem przy użyciu mniejszej ilości założeń, tak należy je rozwiązać. Dla problemu istnienia/nieistnienia boga oznacza to, że zamiast przyjąć wiele "dużych" założeń -- możliwość istnienia istoty tego typu, możliwość istnienia wszechwiedzy i wszechmocy, możliwość trwania pojedynczego istnienia w nieskończoność itp. -- wolę przyjąć "małe" (moim zdaniem) założenia z których wynikają fizyczne rozwiązania zdarzeń przypisywanych przez wielu siłom pozafizycznym.

Myślę, że najbardziej istotnym wnioskiem jest, że systemy abstrakcyjne -- takie jak matematyka i moralność -- tylko do pewnego stopnia mogą być sprawdzone doświadczalnie. Poza granicą dowodu stają się one dogmatyczne i przyjmuje się je "na słowo". Dlatego odpowiedzi na abstrakcyjne pytania wynikające z jednego systemu nie mogą być w żaden sposób obiektywnie lepsze ani gorsze od odmiennych odpowiedzi wynikających z innego systemu. W takich sprawach nikt nie ma racji, lecz co najwyżej lepiej lub gorzej podparte argumentami poglądy.

Warto też chyba zauważyć, że mój wywód logiczny jest poprawny (lub nie) tylko dla przyjętego przeze mnie systemu filozoficznego i jest poprawny tylko dla tych, którzy przynajmniej w części używają tego samego systemu. Ale jeżeli ktoś dotarł aż tak daleko, prawdopodobnie zdaje sobie już z tego doskonale sprawę.

czwartek, kwietnia 08, 2004

Wiecie co jest szczytem hipokryzji? W piosence Homo Twist jest tekst "Nie dla mnie przyjaźń polsko-niemiecka / Niemców nienawidzę od dziecka / więc podaj faję w pozytywnej relacji / bez zbędnych niemieckich dewiacji". I na MTV słowo "Niemców" (tylko to jedno słowo!) jest ocenzurowane.

Głupcy mówią, że świat staje się zbyt liberalny i dlatego tyle jest na nim zła. Na przykład seksualność. W kulturze w której seksualność jest opatrzona wieloma zakazami i "zła", ci dla których jest ważna muszą to ukrywać, uważać na to co mówią, w rezultacie kłamać. Ci dla których seksualność nie jest istotna są niewrażliwi -- ale mam na myśli tych dla których jest rzeczywiście nieistotna, nie tych którzy tylko boją się ją okazywać. W wyniku tego obrzydzając i zabraniając wyrażania seksualności tworzycie świat który dzieli się na kłamców i niewrażliwców. Gratuluję.

Najgorsze jest, że ludzi tak ciężko jest zmieniać. Moralność jest tylko zbiorem zasad zbieranych i przekazywanych z pokolenia na pokolenie, nie jest niczym szczególnym, wyjątkowym czy dogmatycznie prawdziwym. To tylko czyjeś opinie. Co gorsza, gdy moralność mówi, że seks jest zły, nie mówi, że to dlatego, że przy rozwiązłości seksualnej łatwo było zawsze zajść w ciążę albo zarazić się jakąś chorobą. Moralność chrześcijańską rozpoczynali tworzyć ludzie którzy nie mieli najbledszego pojęcia dlaczego ludzie chorują! Dla nich było oczywiste, że jeżeli ktoś często uprawia seks z wieloma osobami, to zwykle wkrótce umiera, ale nie dlatego, że się czymś zarazi, ale właśnie dlatego, ze uprawia seks.

Głupi ludzie mówią, że powszechna dostępność pornografii powoduje, że jest więcej gwałtów. Więcej niż kiedy dokładnie? Więcej niż w czasach gdy gwałciło się kobiety pokonanych wrogów? Więcej niż w czasach gdy gwałciło się swoich niewolników? To, że teraz się o czymś zaczęło w końcu mówić nie znaczy, że dopiero teraz się to pojawiło. Głupi ludzie nie rozumieją, że gwałty zwykle nie są szczególnie seksualne per se. Są aktem dominacji i przemocy.

Głupi ludzie uważają, że są dużo mądrzejsi od wszystkich innych ludzi. Głupi ludzie nie dyskutują, tylko wygłaszają opinie. Głupi ludzie uważają, że wystarczy tylko kogoś odpowiednio mocno uderzyć, żeby przestał marzyć o wolności. Głupi ludzie uważają, że albo jesteś z nimi, albo przeciw nim. Głupi ludzie wierzą, że ludzkość dzieli się "my" i "oni". Uważają, że "my" jesteśmy dobrzy i światli, a "ich" należy izolować i unikać.

Głupi ludzie żyją w ciągłym strachu, że wyda się, że są w gruncie rzeczy tacy sami jak "oni". Bo głupi ludzie też mają swoje grzeszki, grzeszki które trzymają ich w ciągłym strachu, które wydają im się okruchami wolności, a są tak naprawdę mniej lub bardziej ironiczną grą tych, którzy chcą ich kontrolować. Głupi ludzie sądzą, że tak trzeba.

Głupi ludzie uważają, że należy zrobić wszystko dla zachowania status quo.

Gdy głupi ludzie nie wiedzą co myśleć, nie przyznają się do tego, lecz słuchają innych głupich ludzi, którzy mówią im jaka jest "prawda". A "prawda" jest zawsze czarna lub biała. A rzeczywistość jest często nie tylko szara, ale nawet kolorowa. Rzeczywistości nie da się podzielić na pół. Przykład? Pomijając największych głupców, nikt nie uważa, że plemnik jest cżłowiekiem, ani że jest nim komórka jajowa. Wielu głupców uważa, że człowiek powstaje w momencie połączenia się komórki jajowej i plemnika w jedną całość, że wtedy powstaje "dusza" -- a takiego momentu nie ma. No nie ma, zwyczajnie nie ma, bo powstawanie embrionu jest procesem który trwa jakiś czas. Możemy tylko założyć, że któraś faza powstawania i rozwoju embrionu jest jakoś szczególnie bardziej znacząca. Jeżeli zaś założy się "czarno-białość" rzeczywistości, niezbędny jest jeden określony moment. Nie istnieje jeden, określony moment. Czasu nie można podzielić na najmniejsze możliwe kawałki, bo czas nie ma kawałków, a to dlatego, że czas tak naprawdę nie istnieje.

Skupmy się na tej, dość chyba heretycznie brzmiącej tezie. Bo przecież to oczywiste, że czas istnieje, nie? Widać go na zegarkach i w odczuwaniu czasu. Jeżeli rano zjadłem kanapkę, a na obiad schabik, to między tymi dwoma posiłkami minął przecież jakiś czas. Sekunda to czas.

Otóż nie. Czas to tylko sposób w jaki odczuwamy zmiany zachodzące w przyrodzie i nas samych. Przyzwyczailiśmy się do dnia i nocy jako wyznaczników czasu, ale przecież to tylko czas w jakim obraca się ta kamienna kulka na której zbudowaliśmy nasze domy i gdzie wychowujemy nasze młode. Dzień i noc istnieją w tym samym sensie co czas. Słońce w nocy nie robi się czarne, ani nie "ucieka" pod horyzont. To tylko kulka obróciła się i nie widzimy słońca. Dzień to sposób w jaki odczuwamy wystawianie się na słońce. Gdyby Ziemia była mniejsza albo większa, dzień trwałby krócej lub dłużej. W niektórych przypadkach jeden dzień mógłby trwać minutę lub tysiąc lat i w odpowiednio inny sposób traktowalibyśmy najdejście kolejnego.

To tak jak z miłością. Mówi się, że miłość istnieje miedzy dwojgiem ludzi, że można ją zdobyć, utracić lub odrzucić. Ale przecież miłość zachodzi gdy ludzie odczuwają względem siebie różne rzeczy, co sprowadza się -- i nie jest to spłycenie -- do długiej serii różnorodnych zmian fizykochemicznych w ich mózgach. Gdy zmiany te, dla każdego trochę inne, zachodzą dla dwojga ludzi jednocześnie, mogą oni postanowić spędzać ze sobą więcej czasu, później może zamieszkać razem i zwykle jeszcze później mieć dzieci. Miłość jest wydarzeniem, które polega właśnie na tych zmianach w mózgu.

Określenia "zmiany w mózgu" może się wydać na pierwszy rzut oka dziwne i nie przystające do myślenia, odczuwania i pamiętania. Jednak mechanizm pamięci mózgu nie działa jak zeszyt z notatkami, ani jak taśma video, ani jak pamięć komputera. Każde wspomnienie, każdy szczegół na który zwrócimy uwagę, każde ważne dla nas słowo pamiętamy ponieważ wewnętrzna struktura mózgu ulega ciągłym zmianom. W dużym uproszczeniu mózg to zbiór pewnych wyspecjalizowanych komórek ciała i połączeń którymi przepływa między nimi prąd. Gdy jakaś myśl, jakieś wspomnienie wielokrotnie okazuje się przydatne w podjęciu korzystnej decyzji, połaczenia między "centrum analitycznym" a tą częścią pamięci w której znajduje się wspomnienie stają się trwalsze, fizycznie trwalsze. Sposób w jaki prąd przepływał dotychczas zmienia się wraz z fizyczną zmianą w tej części mózgu. Każde doświadczenie nieodwracalnie nas zmienia.

Miłość polega na zmianach w mózgu, a nie na jednej konkretnej konfiguracji neuronów. W uproszczeniu kochamy ludzi o których pamiętamy, że w ich obecności odczuwamy przyjemność wynikającą z zaspokojenia niektórych z naszych potrzeb i pragnień. Ale przejeść się można również czekoladą i kawiorem. Dla podtrzymania miłości niezbędne są nowe doznania, nowe potrzeby i sposoby ich zaspokajania.

...

Jak widać niżej gościnnie w blogu moja przyjaciółka, Ola. Podoba mi się jak pisze, mam nadzieję, że się trochę zarażę stylem. Chociaż nigdy już pewnie nie uda mi się spontanicznie pisać bez dużych liter.

sobota, kwietnia 03, 2004

A pocket guide to Baghdad

Lampa z puszek po owocach


On nie jest złym człowiekiem. Dzieci kocha, wierny jest, nie pije, do kościoła chodzi i utrzymuje rodzinę. I ma racje, że targowiska są tanie bo nie mają pięknych budynków. Ta ładna lampa w sklepie była dość droga, ale gdyby kupować przez miesiąc tańsze mięso do obiadu to wystarczyłoby do pierwszego. (Jeżeli mogłaby kupować tańsze, bo zawsze był podejrzliwy gdy w schabowym nie było ani kostki -- mówił że tańszym człowiek tak samo się naje.)

Tylko czasem ona spogląda na tą lampę i zaczyna cicho płakać.

piątek, kwietnia 02, 2004

Boobah Zone! (bardzo kolorowe)
Genialne pomysły na prezenty.
Nu pagadi


CHAD, BRAD & BAB (Reklama napojów, 1965r.)


Cokolwiek powiesz, kochanie...

Plywood Pete mówi: nie bądź taki sztywny!

Pojęcie Syndromu Sztokholmskiego stworzone zostało w latach siedemdziesiątych by opisać zadziwiającą reakcję czwórki pracowników banku do swych porywaczy. 23 sierpnia 1973 roku trzy kobiety i mężczyzna zostało zakładnikami w jednym z największych banków Sztokholmu. Przetrzymywani byli przez sześć dni przez dwóch recydywistów którzy grozili im śmiercią, ale okazywali im życzliwość. Ku zaskoczeniu opinii publicznej, wszyscy z porwanych byli stanowczo przeciwni wysiłkom rządku by ich uratować, za to chętnie i gorliwie bronili złoczyńców. Również wiele miesięcy po uratowaniu przez policję darzyli sympatią ludzi którzy nastawali na ich życie. Dwie z kobiet zaręczyły się z byłymi porywaczami. (link)
Warunki dla powstania Syndromu Sztokholmskiego:
  • Zagrożenie życia i wiara, że "przestępca" gotów jest spełnić groźbę

  • Odczucie przez "ofiarę" niewielkich aktów dobroci ze strony "przestępcy" w kontekście terroru

  • Izolacja od możliwości innych niż dozwolone przez "przestępcę"

  • Odczucie niemożliwości ucieczki

Syndrom Sztokholmski jest mechanizmem samoobronnym. Jego ofiary nie są nienormalne, lecz walczą o swoj życie. Zasługują na współczucie, nie na wyśmianie. Dee Graham, psycholog, teoretyzowała, że Syndrom Sztokholmski zachodzi na poziomie społecznym. Patriarchalność naszej kultury, jej zdaniem, w każdej kobiecie buduje taki -- silniejszy lub słabszy -- mechanizm.
O nie.
Z Kids Korner:
Czego nie wiesz o FLUORZE

Że nie wolno go składować ani na wysypiskach śmieci, ani w morzu? Dlaczego więc dodaje się go do wody w kranach? Produkty spożywcze, woda, płyn do płukania ust, czy pasta do zębów -- wszystkie zawierają fluor. Czy wiesz, że jest on trucizną i stosuje się go w trutkach na szczury? Kruche zęby? Uszkodzenia mózgu? Kruche kości? Czy wiesz, że fluor zmniejsza produkcję melatoniny w mózgu? Czy wiesz że jest w niektórych lekach? Prozac? Że zawierają go spaliny samochodów? Że jest w pestycydach? Nawozach? Czy wiesz, że ostatnio w Montacie 280 łosi zdechło dlatego, że jego stężenie w jednej z roślin będącej ich pokarmem było zbyt wysokie? A czy wiesz, że zjedzenie tubki pasty do zębów mogłoby być śmiertelne dla dziecka?

To nienormalne i jestem przerażona. Mówi się, że fluor w małych ilościach jest dla nas zdrowy, ale dzisiaj dostajemy go cztery razy WIĘCEJ niż powinniśmy ponieważ jest we wszystkim. Czy małe ilości trucizny mogą NIE być szkodliwe dla zdrowia? W tym chodzi o pieniądze, o wielkie korporacje i wcale mi się to nie podoba.

Nie myśl, że jesteś bezpieczny pijąc wodę mineralną, butelkowaną, bo w niej też jest fluor. To jakiś obłęd. Gdziekolwiek by nie spojrzeć, ktoś nas podtruwa. Komu potrzebni są terroryści gdy jego własny rząd próbuje go zabić?