wtorek, marca 30, 2004


Nico van Hoorn zbiera codziennie
jeden kawałek śmieci, skanuje
i wrzuca do Internetu.

Milion pięćset słodkich kotków.
PHNOM PENH (Reuters) - W Kambodży mężczyzna odciął sobie penisa po tym gdy -- jak twierdzi -- we śnie odwiedziły go cztery głodne duchy, a on nie miał kury ani kaczki by złożyć im w darze. [..]

"Diabły, nie mam dla was kury ani kaczki, ale jeżeli chcecie zjeść cokolwiek, możecie zjeść mojego penisa."

Soun Ney powiedział, że duchy zgodziły się zjeść jego penisa. Odwieziono go do szpitala w pobliskiej stolicy, Phnom Penh, po tym jak wykastrował się za pomocą dużego noża. [..]

poniedziałek, marca 29, 2004

Władze stanowe w Vermont, USA prowadzą dochodzenie w sprawie mężczyzny, którego połączenie miłości do kóz i przekonań religijnych miało przypuszczalnie niehumanitarne i z pewnością brzydko pachnące konsekwencje.

Na farmie Chrisa Weathersbee były trzy kozy, kupione przez jego matkę siedem lat temu. Teraz jest ich 300 -- wliczając w to 70 mieszkających razem z nim w domu, którego większość powierzchni pokryta jest odchodami zwierząt i słomą. [..]

Właściciel przyznaje, że nie stać go na utrzymanie stada, ale odmawia pozbycia się go ze względu na swoje Buddyjskie przekonania religijne, które nie pozwalają mu ich zabić.

"Pozbyć się kóz oznacza zarżnąć je," powiedział Weathersbee. [..]
Nastolatka z Hong-Kongu zaatakowała matkę nożem i kijem po tym jak ta zabrała jej telefon komórkowy.


Piksel obdarzony przez Boga wolną wolą.


- Mały człowieczek w mojej głowie chce
żebym przestał mówić o nim ludziom.

niedziela, marca 28, 2004


Prezentacja umiejętności przez mnichów Buddyjskich w Sakramento, USA w zeszły poniedziałek. W czasie swej pierwszej wizyty w Stanach Zjednoczonych grupa wojowników Shaolin z SongShan w Chinach wykonywała między innymi skoki akrobatyczne i pokazy siły fizycznej. Przy zachęcie mnichów, amerykański parlamentarzysta Herb Wesson kilka razy kopnął mnicha, który nie okazał żadnych emocji. (AP Photo/Rich Pedroncelli)

sobota, marca 27, 2004

RssReader to sensowny program do czytania wiadomości w formacie RSS. A jeżeli nie wiecie jeszcze co to RSS, to nie jesteście na bieżąco z kulturą Internetową :)
Założyli mi stałe łącze w domu, więc będę teraz więcej pisał -- albo nauczę się znajdować nowe wymówki. Tak czy inaczej, jestem bardzo zadowolony. Nigdy przedtem nie miałem w domu szybkiego i wygodnego dostępu do Internetu.

czwartek, marca 25, 2004

Jest prawie czwarta w nocy, zjadłem dwie godziny temu tabletkę melatoniny na zaśnięcie i czekam. Zjadłem drugą tabletkę.

Czytam "Nigdy w życiu" Grocholi, chociaż to literatura kobieca i co mi po tym. Udało mi się w końcu sprecyzować myśl o tym dlaczego kobiety szukają sobie facetów podobnych do swoich ojców. Gdy raz nauczysz się jaki jest facet, nikogo kto zachowuje się inaczej nie potraktujesz jak faceta.

Porządnych facetów jest niewielu, więc niewiele też kobiet ma porządnych ojców, więc porządni faceci są samotni i nie mają dzieci. Więc, ku mojej radości, kobiety same sobie są winne temu, że nie ma już porządnych facetów. Wymarli w -- jakże naturalnej -- ewolucji.

Co ja zresztą piszę o kobietach. Jeżeli ja jestem wciąż chłopcem, a nie mężczyzną -- wielkie nieba, ja mężczyzną! -- to wy jesteście pewnie wciąż dziewczynami.

Ale Grochola jest niezła, znacznie lepsza jako powieść, niż jako film. Zostało mi pięćdziesiąt stron i kurdę przeczytam. Chyba, że melatonina zacznie działać.

Właściwie mam podobnie jak Judyta: palę za dużo, piszę pierdoły, mam nadwagę z którą nawet nie chce mi się spierać. Znaleźć normalną partnerkę, to już łatwiej chyba demokrację na Dalekim Wschodzie budować. Nie mam jeszcze domku w ładnym miejscu, ale dajcie mi dwa pokoje z kuchnią i podłączcie do Internetu, nosa nie wysunę zza linii drzew.

Jacek, mój krzewiący cywilizację wśród czarnoskórych w Afryce kuzyn pisze, że mieszka z jakąś królewną czy księżniczką w jednym domu. Ja mieszkam z rodzicami.

Karolina namawia mnie żebym wrócił do Londynu, kuszące to się robi coraz bardziej, bo tutaj to przecież można się zchetać jak koń pociągowy i ledwie starczy na czynsz w kawalerce. A ja jestem leniwy i nie lubię pracować. Tam gdzie nas nie ma zawsze słońce świeci mocniej, wiadomo, ale czy nie lepiej chodzić na filmy bez napisów, koncerty bez żenady i ksiązki w Oxfamie po trzy pięćdziesiąt w przeliczeniu?

Oczy mi się zaczynają zamykać (działa!), wrzucam to jeszcze tylko i spać spać spać. Jutro skończę Grocholę. I mam w bookmarkach "Krytykę czystego rozumu" Kanta, po angielsku, tragedia pewnie będzie. Ale on inteligentny facet był.

Miłego dnia dla Emmy, która czyta przy porannej kawie.

czwartek, marca 18, 2004

Widziałem "Lost in Translation". Film mówi o przypadkowym, przelotnym spotkaniu dwojga ludzi, zagubionych w życiu, podświadomie szukających zmiany, nowego życia, nowego sensu. I nie rozumiem czemu Em uznała ten film za przygnębiający. To znaczy doniesiono mi, że uznała. Rozumiem sam pomysł nazwania go przygnębiającym -- w tym, że Murray po dwudziestu pięciu latach małżeństwa nie widzi absolutnie nic ekscytującego w kurze domowej w którą zmieniła się jego żona, czy w związku dziewczyny, nie pamiętam nazwiska aktorki, z facetem który jest nerwowym idiotą i zupełnie jej nie rozumie. Uważam jednak, że ostatnia scena, której opis -- jeżeli jeszcze nie widzieliście samego filmu -- możecie chcieć pominąć, wskazuje (pocałunek) raczej na obietnicę przyszłego spotkania, niż na ostatecznie rozstanie. Pozostałem na sali z nadzieją, że ci dwoje odnajdą siebie wzajemnie po powrocie do Stanów.

Za dużo palę, ale pocieszam się, że mógłbym za dużo pić. Martwię się tak naprawdę o bardzo niewiele rzeczy: o siebie, ludzkość i że świat zmieni się na lepsze dopiero wtedy, kiedy będę już uważał, że wszystko zmienia się na gorsze. Sokrates (lub inny myśliciel z brodą) powiedział parę tysięcy lat temu, że młodzież jest krnąbrna i nie szanuje starszych, a świat chyli się ku upadkowi. Zgadzam się z nim. Chociaż młodzież już nie jest taka krnąbrna jak kiedyś.

Dzisiaj po raz pierwszy w tym roku była wiosna. Było niebieskie niebo i stałem bez kurtki na ogromnym tarasie u A., w promieniach słońca. Wiosna to moja ulubiona pora roku, chociaż to może dlatego, że mam uczulenie na świeżą przyrodę i spędzam czas z zatkanym nosem, na wpół głuchy od kataru i z czerwonymi oczami pełnymi łez. Ale nareszcie jest ciepło.

sobota, marca 13, 2004

Piosenki tygodnia:
Im wyżej małpa wspina się
Tym lepiej widać jej ogon
Nigdy nie mów, że ktoś szczęśliwy jest
Póki żyje, bo życie mści się srogo

Bóg ma kościół, a diabeł ma kaplicę
To trujące grzyby które rosną wokół pnia
Całe dobro świata można schować pod spódnicę
I jeszcze się zmieścimy tam ty i ja

Jedno co powiedzieć można o człowieku
On kocha w sobie wielbić zło
Boga utopił by w cuchnącym ścieku
Lecz Bóg powróci aby zniszczyć go

Rozpacz płynie rzeką poprzez świat...

Kazik Staszewski, "Rozpacz płynie rzeką poprzez świat"
oraz
Melancholia
to kolia z chwil niebieskich,
co są jak pinezki,
co je sie na stole układa jak pasjans
Się na to człowiek kładzie nagi, z nieuwagi
i na małe kuj kuj kuj
Idź pan w chuj z taką kolią,
co robi duszę niespokojną

Dzwoni do mnie, proponuje narkotyki [..]

Smutek, to skutek chęci
w kontekście skutku raczej niefrasobliwej,
z wglądu o treści zgryźliwej
Ma postać walca, co jeździ nam po palcach, aj aj aj
Idź pan w chuj z takim walcem
Co nic wspólnego nie ma z tańcem

Dzwoni do mnie, proponuje narkotyki

Pogodno gra Hoffmana, "Narkotyki"

czwartek, marca 11, 2004

Społeczna działalność mafii zbliżona jest do polityki społecznej państwa: mafia, podobnie jak państwo, chroni mieszkańców przed drobnymi przestępcami, dba o sieroty i wdowy, funduje boiska szkolne, itp. Również ich udział w gospodarce zbliżony jest w charakterze: pobierają stosowany uznaniowo, procentowy udział w rozrywkach, obrocie handlowym i produkcji przemysłowej; organizowanie szczególnie opłacalnych transakcji dla znajomych; spory udział w hazardzie; obrót kontrolowanymi dobrami (broń, narkotyki); odzyskiwanie długów itp.

Obie władzę wymuszaja siłą i -- przynajmniej w szczycie swego panowania -- domagają się absolutnego posłuszeństwa.

Państwa mają wzajemnie do siebie podobne podejście, co poszczególne klany mafii które dobrze znają granice swoich terytoriów i każde ich agresywne przekroczenie traktują bardzo poważnie, rozwiązując szczególnie drażliwe spory za pomocą "żołnierzy", uzbrojonych osiłków od zadawania przemocy.

Wczesne formy rządów -- wodzowie, szefowie klanów, królowie -- tym bardziej przypominały dzisiejszą mafię. Przywódcy ślubowano wierność i gwarantowano ją życiem swoim i rodziny.

Dzisiejsze państwa są ogromne, lecz zarówno ich działania, problemy i sposoby ich rozwiązania są wciąż te same, co kiedyś, choć w zawoalowanej formie. Państwa ustanawiają szczegółowe prawa których każdy prócz najwyższych urzędników musi przestrzegać. Gdy złamie się prawo, poważany członek państwa w postaci zatrudnionego za duże pieniądze adwokata potrafi lepiej lub gorzej ochronić nas przed konsekwencjami tego czynu. Zabijać w nich wolno tylko wyznaczonym pracownikom i tylko w wyjątkowych okolicznościach, a spory rozwiązywane są przez wielostopniową strukturę władzy.

W państwach cały czas władzę przejąć chcą nieodpowiedzialni ludzie, starając się tego uniknąć decydujemy o wyborze odpowiednich kandydatów na przywódców w procesie demokratycznego głosowania na jednego z wyznaczonych kandydatów.

Ideał władzy był zawsze obecny w naszej kulturze, ale nasza szansa na wolność nie leży w zniszczeniu struktur władzy, co jest niemożliwe na dłuższą metę, lecz w stopniowym wprowadzaniu na wysokie stanowiska odpowiednich ludzi, którzy odbiorą władzy niepotrzebne przywileje i prawo do decydowania w prywatnych sprawach ludzi. Władzę powinniśmy w dalekiej przyszłości traktować jako instytucję wspomagającą i porządkującą działanie rynku, w podobny sposób jak instytucja Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych wspomaga i porządkuje działalność maklerów i biur maklerskich. Jako zabierającą bogatym i wspomagającą ubogich w tym samym sensie, co organizacje charytatywne, Polski Czerwony Krzyż i UNICEF. Jako strzegącą naszego bezpieczeństwa w tym sensie, co Organizacja Narodów Zjednoczonych, Straż Pożarna i agencje ochrony. Pilnującą uczciwości w tym sensie co NAFTA, Światowa Komisja Energii Atomowej i niezależni obserwatorzy wyborów. Wspomagającą ekonomię podobnie jak Bank Światowy, fundusz walutowy i Komisja Papierów Wartościowych.

Państwo powinno być przydatne.

poniedziałek, marca 08, 2004

Nie wiem już na kogo mam głosować w wyborach parlamentarnych. Wybieramy na dobrą sprawę pomiędzy Platformą i Samoobroną (bo SLD już właściwie się skończyło). Z jednej strony Samoobrona to banda nieuków, Lepper obiecuje przywrócić w konstytucji prawo do pracy dla każdego i wysokie zasiłki socjalne, co w systemie nie wspomaganym ogromnymi dochodami ze sprzedaży surowców naturalnych kończy się nieubłaganie kryzysem, gdy niewielu ludzi chce pracować, bo wygodniej jest siedzieć w domu i dostawać pieniądze za darmo. Chcą przywrócić w Polsce karę śmierci (z czym nie zgadzam się ze względów proceduralnych, bardziej niż z moralnych) i oczywiście zero prawa do eutanazji i aborcji. Z drugiej strony proponuje podatek obrotowy od przedsiębiorstw (choć wyższy niż wyliczyli ekonomiści z Centrum Adama Smitha), niższy ZUS i nawet formalizację związków homoseksualnych (choć również, według samego Leppera, "absolutny zakaz adopcji dzieci"). Tyle, że bardzo mi trudno zaufać partii, która jednocześnie mówi o obniżeniu podatków i zwiększeniu wydatków państwowych; o zlikwidowaniu CIT i o "obowiązku łożenia [przez przedsiębiorców] pewnych środków na sferę socjalną".

Platforma znów wydaje się mieć w swoim ciele paru dość sprawnych polityków, wyższe wykształcenie nie jest wśród nich czymś niezwykłym i pewnie dróg blokować nie będą, ale proponowana przez nich obniżka podatków (trzy razy piętnaście) jest moim zdaniem niewystarczająca i tak jak Samoobrona obiecują podtrzymać zakazy eutanazji, aborcji, a nawet małżeństw homoseksualnych -- jak przystało na liberałów. Podoba mi się za to, choć bardzo trudno mi uwierzyć w szczerość intencji, pomysł zmniejszenia liczby parlamentarzystów do 32 senatorów i 230 posłów, choć sam i tak posunął bym się w tej redukcji znacznie dalej. Chcą zlikwidować immunitet, co wydaje się dość bezpiecznym posunięciem w epoce szeroko dostępnej informacji i strachu przed prasą -- nikt raczej nie zamknie posłów opozycji w areszcie by uniemożliwić im dotarcie na ważne głosowanie.

Co do formalizacji prawnej związków homoseksualnych, uważam, że państwo nie powinno sankcjonować prawnie małżeństw gejów i lesbijek. Uważam również, że państwo nie powinno sankcjonować małżeństw heteroseksualnych. Albo małżeństwo jest instytucją religijną i zajmować się nim powinny poszczególne kościoły, albo jest instytucją świecką i wszyscy obywatele powinni mieć do niej równe prawo. Państwo moim zdaniem powinno pozwalać obywatelom (w dowolnej liczbie, choć małżeństwa zbiorowe to pewnie zbyt radykalna idea by przełknęli ją nawet moi znajomi, co dopiero rolnik z Pcimia) na zawieranie umów cywilno-prawnych określających ich wspólny status majątkowy i regulujących pozostałe, dziś związane z małżeństwem, aspekty prawne. To czy nazwiemy tą formę związkami partnerskimi, czy uniami cywilnymi, nie jest już dla mnie szczególnie ważne. Państwo demokratyczne powinno jednakowo traktować wszystkich obywateli.

Nie wiem czemu w sprawach ekonomii ludzie bardziej wierzą partiom politycznym niż instytucjom ekonomicznym, takim właśnie jak Centrum Adama Smitha. Nie wiem czemu w kwestiach etycznych podażąją za politykami, a nie za filozofami. Ludziom wydaje się chyba, że jesteśmy w stanie znaleźć jedno, doskonale skuteczne rozwiązanie i zastosować je w praktyce, tak by już nigdy nikt nie był głodny ani obdarty.

Co do bezrobocia, nowe miejsca pracy powstają gdy tworzone są nowe firmy i gdy istniejące firmy rozszerzają działalność. Nowe firmy powstaną gdy obciążenia podatkowe (ZUS to też podatek!) będą niskie, procedury założycielskie proste i przeprowadzane w ekspresowym tempie, a dostęp do kapitału tani i przewidywalny. Działalność istniejących firm rozszerzy się przy tanim i przewidywalnym dostępie do kapitału i niskich podatkach. Wszelkie inne "drogi" do "zlikwidowania bezrobocia" są dużo mniej skuteczne i nie działają w długim okresie czasu.

Prosta kalkulacja pozwala określić, że gdybym chciał dzisiaj założyć firmę o zysku rzędu trzech tysięcy złotych miesięcznie, do mojej kieszeni trafiło by około połowy tej kwoty. Nie opłaca się próbować.

Partia której obecnie bezskutecznie szukam na scenie politycznej powinna być liberalna (czy może należy powiedzieć "ultraliberalna", jeżeli Platforma to liberałowie) zarówno społecznie, jak ekonomicznie. Chociaż jestem spokojnym, zdrowym, heteroseksualnym mężczyzną, nie zgadzam się na karę śmierci, chcę mieć prawo do eutanazji, domagam się równości ludzi wobec prawa bez względu na preferencje seksualne i uważam, że decyzja o aborcji (z rozsądnie określonym limitem wieku płodu) powinna leżeć całkowicie w gestii ciężarnej kobiety. Co oczywiście oznacza, że jestem plugawym bękartem szatana.

Wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet! :)

poniedziałek, marca 01, 2004

Ludzie są nieważni, ludzie są niepotrzebni, ludzie to bydło które należy wytrzebić. Ważne są samochody, kilowaty i megatony. Ważne są mosty i stocznie, i bomby są ważne bo nimi dobrze się ludzi zabija. Ważny jest pucz, i rausz, i skecz, i stada małp co przy nich klapią w dłonie. I nade wszystko ważne są śmierć, krew i nieustające poczucie zagrożenia, bo bez nich małpy mogłyby przestać klapać i co z grubszą kasą co poszła w produkcję?

Ważny jest branding, targeting i market, i slogan co dobrze zabrzmi z muzyczką, bo bez nich małpy wybrałyby same. Pan Sacchi powiedział, że nie idiotą jest konsument, lecz twoją żoną. Ale twoja żona ogląda seriale, maluje paznokcie i żyje w hajlajfie. I dzieciom pomaga, bo z dzieckiem takim, z chustą na głowie po niepomyślnej chemoterapii, mieć zdjęcie z takim to prawie jak z prezydentem pod ramię na rauszu.

I wielki artysta, i teraz go "mistrzem", i świat w rzeczy samej tak dziwny bez niego. Więc wieniec na grobie i piękne przemowy, i łezka się kręci (bo może na żywo). A potem jest stypa i śledź lubi pływać, i sąsiad szwagierki w koncercie go widział, bo mecz się nie odbył i puścili zamiast.

Ja przepełzłem przez ugor i poboczem jezdni, i mostem w kałużach, bo po co dla bydła chodniki budować w tak nowoczesnej infrastrukturze. Mniej wydam na kino, i dragi, i książki bez fabuł i kupię malucha, i dodam światełka i fajne owiewki, i "Blaupunkt" na tylniej szybie. I już będę człowiek, już coś ze mnie będzie, nie wszystko stracone i szansa na wnuki.

Tyle, że już mi nie zależy.